środa, 3 sierpnia 2016

,,Trzeba próbować'' Historia II




Hey, hai, hey, hello~!
Przyznam szczerzę, że to nie miało mieć kontynuacji.
Z pierwszej części jestem niezwykle dumna i na tym powinna się skończyć ta historia.
Ta, powinna...
Jednak kocham uszczęśliwiać innych i skoro na wattpadzie poproszono mnie o więcej...
Obiecałam, że dam więcej.
Skoro mam wenę i pomysł, to czemu nie? ^^
Szczególnie że ta osóbka bardzo (baaaaaaardzo) się ucieszy, gdy to dostanie.
Nie mogłabym zrobić inaczej, więc tak oto powstaje druga część!
(Kto wie, może i więcej ich będzie.)
Pewnie się zastanawiacie, co wymyśliłam.
Przecież Czytelniczka umarła, więc jak tu można kontynuować?
Hah, zaraz sami zobaczycie, co Agusia wymyśliła ^^
Miłego czytania~!




P.S Jakby ktoś już nie pamiętał - Historia I










,,TRZEBA PRÓBOWAĆ'' HISTORIA II



Do naj­piękniej­szych cnót człowieka na­leży zdol­ność prze­bacza­nia. Zem­sta niszczy zarówno wro­ga, jak i nas sa­mych. Nas sa­mych o ty­le groźniej, że pus­toszy naszą duszę, gdy wro­gowi możemy odpłacić tyl­ko szkodą cielesną. Co więc takiego jest w zemście? Niczego nie naprawia. Nie cofa czasu. Nie daje nam ulgi. Po co przez nią walczyć, zwłaszcza przeciwko komuś z kim nie masz szansy wygrać?
Odpowiedź nie jest prosta ani oczywista, ale jedno jest pewne - musisz spróbować, żeby zrozumieć. Udowodnić, że twoja zemsta, to nie zwykły akt zrodzony z bezsilności.




Japonia ~ Tokyo


Ciche nucenie odbijało się echem po pustym korytarzu. Musiała dojść do ustronnego miejsca, gdzie nikt nie mógłby jej przeszkadzać. Mimo to nie wytrzymała i otworzyła kopertę, czytając zawartą w środku wiadomość w trakcie podążania dalej.
List nie zawierał dobrych wieści, czego Alice się spodziewała. To, co miało związek z wampirami nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Tym razem krwiopijce postanowili ignorować ludzi. A przynajmniej tych uzbrojonych i gotowych do walki, którzy wiedzieli, że mogą w każdej chwili zginąć. Oczywiście, te potwory wolały rzucić się na zwykłych cywilów, ukrywających się w najróżniejszych zakątkach całego kraju.
Mszczenie się w takiej sytuacji nie było łatwe. Na szczęście, Alice oznaczała się ogromną cierpliwością. Obawiała się tylko tego, że Mikaela przestanie z nią współpracować. W normalnym świecie żałoba po stracie bliskiej osoby trwałaby rok, ale obecnie nikt nie mógł sobie pozwolić na taki luksus. Czasem po paru minutach bądź sekundach od śmierci towarzyszy musiało się o nich zapomnieć i dalej walczyć, aby przeżyć.
Krwiopijce w ogóle nie przejmowali się stratami w swoich oddziałach. Alice zastanawiało, czy to sprawiało, że byli silniejsi. Wiedziała, że z Miką jest inaczej, ale na jak długo nie potrafiła stwierdzić. Współczuła mu z powodu tego, co przeszedł. Mogłaby go nawet polubić, ale życie zdążyło ją nauczyć, że nikomu nie należy ufać. Zwłaszcza komuś, z kim się rozmawiało tylko raz.
Nie lubiła prosić o pomoc, jednak nie chciała popełnić tego samego błędu co kiedyś. Gdyby zwróciła się do Niej wcześniej... Może Ona mogłaby uratować jej przyjaciółkę, a wtedy ani ona, ani Mika, by nie cierpieli z powodu straty, która zdarzyła się kilka miesięcy temu.
Westchnęła ciężko. Nie widziała się z Nią od czterech lat, ale mimo to musiała spróbować. Tylko Ona mogła teraz pomóc, zdziałać cokolwiek.
Tylko jak się z Nią skontaktować?
Nie miała jednak zbyt wiele czasu, aby się nad tym zastanowić, gdyż usłyszała dźwięk nadchodzących kroków. Ktoś, zakładała, że dwie osoby, szły w jej kierunku znad przeciwka. Schowała pośpiesznie list pod mundurem, wyprostowała się i ozdobiła twarz przyjaznym, niepozornym uśmiechem.
Skinęła z szacunkiem głową, kiedy mijała się z dwójką ulubionych dowódców. Kątem oka zauważyła, że białowłosy się za nią obejrzał z lekko zmarszczonymi brwiami. Wiedziała, że wzbudziła podejrzenia, których w obecnej chwili rozwiać nie mogła. Cieszyła się jednak, że jej nie zatrzymali. Uwielbiała z nimi rozmawiać, ale gdyby teraz doszło do konfrontacji... Musiałaby ich okłamać, czego strasznie nienawidziła robić.
- Alice! Wszędzie cię szukałem! - Wybiegł ku niej Kou, który swoją nagłą obecnością prawie przytrafił ją o zawał. - Mówiłaś, że znikasz tylko na chwilę! - poskarżył się z oburzeniem, gdy się z nią zrównał.
- Wybacz. Wiesz, że jak się zamyślę, to kompletnie tracę poczucie czasu - uśmiechnęła się przepraszająco.
- Nie zostało nam wiele czasu, a ty...
- Wiele czasu? O czym ty mówisz? - przerwała mu zaintrygowana, zanim zdążyłby się dalej na nią oburzać.
- Jak to o czym? Mijałaś przed chwilą podpułkownika Gurena. Nic ci nie powiedział?
- Nie, ale coś czuję, że ty mi zaraz wszystko wyjaśnisz - odpowiedziała nieco sarkastycznie.
- Zmieniasz oddział...



Japonia ~ Podziemne Miasto Sanguinem, parę dni później


Obejrzałaś brudny skrawek papieru z każdej strony, przyglądając mu się spod wpół przymkniętych powiek.
Zwykła kartka, a zabić mogłaby wielu.
Pomyślałaś, po czym niedbałym ruchem wrzuciłaś wiadomość do żarzącego się kominka. Wzięłaś kieliszek i jednym haustem dopiłaś krew. Jej stróżka spłynęła ci po podbródku, ale szybko ją otarłaś i zlizałaś z palców.
- Ciekawe... - mruknęłaś, patrząc na tlący się ogień, którego płomyki tańczyły w nieposkromionym tańcu.
Trwałaś tak w kompletnym bezruchu, aż drewno całkowicie się wypaliło, a w pomieszczeniu zapanował chłód, którego nie mogłaś poczuć.



Japonia ~ Podziemne Miasto Sanguinem, czas obecny


Mówiono, że z biegiem czasu można się do wszystkiego przyzwyczaić - zgadzałaś się z tym. Jednak ,,przyzwyczaić'' nie oznaczało ,,polubić'', nie sprawiało, że się nagle traciło wszelkie opory.
Zazwyczaj w nic się nie wtrącałaś. Robiłaś to, czego od ciebie wymagano, a potem cieszyłaś się spokojem; chociaż każdy wampir nazwałby to inaczej.
Usiadłaś z gracją, jaką posiadał każdy twojego pokroju, na murku, dzięki czemu miałaś widok na dziedziniec pałacowy oraz na teren, w którym mieszkały ludzkie dzieci.
Machałaś wesoło nogami, wypatrując pewnego wampira. Trochę to potrwało, ale w końcu go ujrzałaś. Uśmiechnęłaś się szeroko, kiedy wasze oczy się spotkały - jego diamentowe, twoje rubinowe.
- Ohayo, Mika-chan~! - zawołałaś wesoło. - Co tam u ciebie?
Zeskoczyłaś z murka stając wampirowi na drodze. Ten jednak bez słowa cię ominął, na co westchnęłaś teatralnie.
- Jakbym zaczęła krzyczeć, to zwróciłbyś na mnie uwagę? - spytałaś z udawanym ubolewaniem w głosie, ale i tym razem zostałaś kompletnie zignorowana.
- Dare, dare... To takie przykre, Mika-chan. Dla swojej wampirzej przyjaciółki być taki nieczuły... a za tą ludzką dziewczyną skakałeś jak wytresowany piesek. - Uderzyłaś w czuły punkt z bezwzględną premedytacją.
Mikaela chciał chwycić cię za szyję, ale ty bez problemu zdążyłaś uskoczyć z dala od zasięgu jego rąk. Stanęłaś na marmurze, na którym wcześniej siedziałaś, unosząc z satysfakcją kąciki ust.
- Ech, Mika... Nie twierdzę, że uczucia są złe, ale jeśli będziesz pozwalać brać im nad sobą górę, to zginiesz szybko i niechybnie tak jak ona.
- Nie waż się o niej wspominać - odpowiedział ci zimno i bez uczuciowo.
- Bo co? Zabijesz mnie? - zachichotałaś ze słyszalną kpiną. - Wiesz, co mnie strasznie bawi? Chcesz zemsty, zemsty na wampirach. A pomyślałeś o tym, że sam nim jesteś? - zaśmiałaś się głośniej. - Powiedzmy, że ci się uda. O nie, wszyscy nie żyją! I co? Zabijesz potem sam siebie?
- Nie twój interes. - Odwrócił się z zamiarem odejścia, ale mu na to nie pozwoliłaś. Pojawiłaś się dokładnie przed nim.
- Jak na kogoś, kto kieruje się umysłem, a przynajmniej tak twierdzi, jesteś strasznie głupiutki. - Poklepałaś go po głowię, oddalając się szybko, żeby nie mógł cię złapać za rękę. - Mnie też zabijesz? - zapytałaś z typowym dla siebie uśmiechem, chociaż tym razem iskierki rozbawienia nie pojawiły się w twoich oczach.
- Nie będę z tobą rozmawiać - odpowiedział bez zawahania.
- Doprawdy? A więc zabijesz mnie i każdego innego wampira bez względu na okoliczności? Nie przejmując się tym, ile ktoś musiał przejść, ile wycierpieć... - pokręciłaś głową prychając - Podejście godne wampira! - Uniosłaś ręce nad głową.
- I kto to mówi... - mruknął pod nosem, znowu próbując cię wyminąć. Usiadłaś na schodach, na które chciał wejść, kładąc łokieć na udzie, a podbródek opierając na dłoni.
- Ja to mówię, panie nigdy-nie-napije-się-ludzkiej-krwi - odpowiedziałaś prowokująco, wytykając mu język.
- A co ty możesz o tym wiedzieć. - Zgromił cię wściekłym spojrzeniem.
- Na pewno wiem więcej niż ty - prychnęłaś rozbawiona. - Myślisz, że tylko ty cierpisz? Jak napijesz się - w końcu - ludzkiej krwi, to sądzisz, że głód zniknie? Nie-e! On nigdy nie znika - przyznałaś, mówiąc ciszej i spokojniej niż przedtem. - Zostanie z tobą do końca twoich dni. A jak uznasz, że nie potrzebujesz krwi... Dopadnie cię z taką siłą, że stracisz kontrole i zabijesz pierwszego człowieka, jaki się nawinie. Nieważne, czy będziesz go znał, czy nie - po tych słowach zamilkłaś. Powiedziałaś zdecydowanie więcej, niż chciałaś.
Wstałaś, otrzepując z tyłu białą spódniczkę.
- Zgaduję, że o tym nie wiedziałeś. Bo skąd niby, prawda? Jesteś zbyt dużym ignorantem, Mika. Zamiast skupiać się na utraconym człowieczeństwie, powinieneś pomyśleć o sobie w tej wersji. Ludzie ci już nie pomogą, nawet jakby jakimś cudem chcieli - odparłaś bez krzty wesołości, a twój głos stracił swoją miłą nutę. Brzmiałaś bezwzględniej i zimniej od samego Mikaela. - Nie musisz lubić wampirów, żeby się czegoś o nich dowiedzieć - westchnęłaś, na powrót się uśmiechając. - To nie takie trudne, Mika. Trzeba tylko spróbować.
Odeszłaś, zostawiając wampira samego.



Pip. Pip. Pip.
Podłożę ruszyło, a ty zaczęłaś biec. Korzystałaś właśnie z urządzenia, którego nikt by nie znalazł nigdzie indziej. Co prawda, nie było ono wampirom potrzebne i żaden nie ściągnąłby go do podziemi, gdybyś o to nie zadbała.
Opłaca się mieć znajomości, szczególnie wśród wyżej utytułowanych wampirów.
Takie bieganie ci w niczym nie pomagało. Miałaś przecież idealne wampirze ciało i nic nie mogło tego zmienić - ani na plus, ani na minus. Lubiłaś jednak taki rodzaj wysiłku fizycznego. Pozwalał ci na kompletne nie myślenie. Oderwanie się od rzeczywistości, zapomnienie o tym gdzie byłaś, z kim, a także po co i dlaczego...
Zazwyczaj biegałaś od kilku do kilkunastu godzin dziennie, nie pocąc ani nie męcząc się przy tym ani trochę, gdy tymczasem, jakbyś była człowiekiem, to spociłabyś się jak indyk w piekarniku; o ile wcześniej nie padłabyś z wycieńczenia.
Oczywiście, jedna czynność wykonywana w kółko potrafiła strasznie nudzić. Dlatego często nuciłaś albo śpiewałaś, żeby skupić się na słowach i melodii, mając jakieś zajęcie dla swojego mózgu.
- Nie życzę nikomu śmierci. Przybędę z pomocą, zwarta i gotowa. Nie bierz wszystkiego na siebie, każdy może popełnić błąd. Nie próbuj być doskonały, zawsze próbujesz... Nie wszystko jest do przewidzenia, lecz zwyciężymy. Nasza walka już trwa. Żadnych oznak czy sygnałów, jeden wielki bałagan. Nie porzucaj nadziei. Właśnie zrozumiałam, ile dla mnie znaczysz... Jestem tam i już czekam na nowego ciebie, więc gdzie się podziewasz? Spotkamy się o brzasku, pośród rosnących cierni i powstających iluzji. Upadłe anioły jeszcze nie wiedzą, że to właśnie cierpienie czyni nas ludźmi. Zerwij z mrokami przeszłości i porzuć ten kruchy świat, którego kres już nadchodzi*. - Wzięłaś kilka głębszych wdechów i wydechów, kiedy skończyłaś śpiewać.
- Czemu to robisz? - spytał ktoś stojący u progu drzwi. Prawie odpowiedziałaś na to pytanie całkowicie szczerze, ale w ostatniej chwili się powstrzymałaś.
Spojrzałaś na wampira z uśmiechem.
- Dla zabawy. Nie można? - Odwróciłaś głowę z powrotem do przodu, ale nie przeszkodziło ci to w zauważeniu, jak blondyn podchodzi bliżej i przystaje z boku. - A co ty tutaj robisz? Przychodzę tu codziennie i jakoś nigdy wcześniej cię nie widziałam.
- Chciałem sprawdzić, jak się poczujesz, kiedy to ciebie ktoś będzie cały czas męczył i obserwował - odparł niedbale. Nie uwierzyłaś w taką odpowiedź.
- Jeśli mówisz poważnie, to będę skakać z radości. - Dla potwierdzenia swych słów zrobiłaś trzy długie skoki, po czym się zaśmiałaś. - Czyżbyś wziął do serca moje słowa?
- Skądże...
- A więc chcesz spędzić ze mną czas z czystej przyjemności? Jak miło~! - Podrażniłaś się z nim jeszcze trochę, aż zeskoczyłaś nagle z bieżni. - Masz, spróbuj! - Wskazałaś zachęcająco na maszynę.
- Nie chcę.
Przewróciłaś teatralnie oczami.
- Chcesz. - Popchnęłaś wampira tak, że w zasadzie nie miał innego wyjścia jak cię posłuchać. - Widzisz?
- Jesteś bardziej wkurzająca od Ferida... - warknął wściekle, ale nic sobie z tego nie zrobiłaś.
- A mimo to wolisz mnie od niego - odgadłaś, a brak zaprzeczenia z jego strony, tylko utwierdził cię w tym przekonaniu. Pokręciłaś rozbawiona głową. - I jak?
- Nie wiem, co ty widzisz w tym ciekawego - westchnął, schodząc powoli z urządzenia.
- Nie tyle ciekawego, co relaksującego - odpowiedziałaś, unosząc lewy kącik ust.
- Nie rozumiem...
- Hm? Czego? - zapytałaś, przechylając z zaciekawieniem głowę w jego stronę.
- Czemu większość wampirów się tak często uśmiecha?
- Nie znasz odpowiedzi? - zaśmiałaś się sztucznie.
- Gdybym znał, to bym nie pytał...
Zamruczałaś przeciągle, udając, że zastanawiałaś się nad odpowiedzią.
- Zacznijmy od tego, czemu miałabym się nie uśmiechać. Czy to coś złego, że to robię? - zapytałaś, uśmiechając się do niego chytrze. - Według ciebie prawo uśmiechania się mają tylko ludzie? Ja przynajmniej zmarszczek od tego nie dostanę! - zachichotałaś, idąc w kierunku drzwi. - ,,Jestem tylko brzydkim wampirem''... - szepnęłaś, nie patrząc na niego. - W takim razie, kim jest cała reszta?



Jeszcze jeden łyk. Tak dla zwykłej pewności. Ostrożności nigdy za wiele.
Resztę szkarłatnego płynu schowałaś do kieszeni. Otarłaś usta, przyglądając się wyjeżdżającemu samolotowi, który robił miejsce dla helikopterów.
Sama poprosiłaś, żeby się udać na zewnątrz, ale... Nie zmieniało to faktu, że nie miałaś na to ani krzty ochoty. Nienawidziłaś opuszczać podziemi i robiłaś to tylko, gdy absolutnie nie było mowy o odmowie ani zamianie z kimś innym. Za dużo wspomnień się wtedy w tobie budziło i to szczególnie tych, których nie chciałaś pamiętać.
Cieszyłaś się, że byłaś teraz sama, że nikt cię nie widział. Chociaż przez chwilę...
- Ty też idziesz? - zapytał Mika, gdy cię dostrzegł.
- Oczywiście~! Początkowo chciałam tylko przyjść z wyściełaną chusteczką, jak to kiedyś robiły ludzkie niewiasty, ale uznałam, że to za mało i niezbyt w moim guście. - Twoją twarz ponownie ozdobił szeroki uśmiech, który wykonywałaś z automatu, kiedy tylko ktoś się do ciebie zbliżał. - Dlatego jadę z tobą. Cieszysz się~?
- Po co? - odpowiedział pytaniem na pytanie, całkowicie niewzruszony twoją piękną przemową.
- Ponieważ jesteśmy przyjaciółmi i muszę cię przypilnować~! - zaszczebiotałaś radośnie, po czym mruknęłaś całkowicie poważnie: - Groby łatwiej kopie się we dwójkę.
- Czemu znowu...
- Czemu znowu do niej nawiązuję? - dokończyłaś za niego. - Bo mogę? Bo upewniam się, że wciąż pamiętasz? Bo jestem zazdrosna? Kto to wie... - wzruszyłaś ramionami i skierowałaś się w stronę schodów prowadzących na dół.
- Kompletnie nie rozumiem twoich motywów.
- A próbujesz je chociaż zrozumieć? - rzuciłaś zza ramienia, po czym naciągnęłaś biały kaptur na głowę.



Japonia ~ Nagoya, przedmieścia


- Wampiry!
- Wampiry są tutaj!
- Uciekajcie, szybko!
Takie, jak i inne wrzaski rozchodziły się po całej, aczkolwiek niewielkiej dzielnicy na obrzeżach miasta. Nie szukałaś żadnych dzieci, w ogóle nie ruszyłaś się na krok od helikoptera, ale mimo to twój świetny słuch pozwolił ci na słyszenie tych wszystkich krzyków, jęków i płaczów.
- Ty nie idziesz? - zapytał Lacus, kiedy zobaczył, że po wyjściu z pojazdu się o niego po prostu oparłaś.
- Ktoś musi zostać. Weźcie wszystkich i idźcie - odpowiedziałaś z uśmiechem, nie pozwalając na żadną dyskusję.
Nie ty kierowałaś tą ekspedycją, ale trzeba było przyznać, że potrafiłaś świetnie przekonywać do swoich racji. Do tego mnóstwo wampirów się ciebie najzwyczajniej bało, i to tylko dlatego, że nie wiedzieli, czego mogliby się po tobie spodziewać. Twoją osobę, jak i twoje działania zawsze owiewała mgła tajemniczości.
Mikaela spojrzał tylko na ciebie, zanim odszedł z pozostałymi. Nie musiałaś długo czekać, zanim wampiry zaczęły wracać i to z dość sporymi grupami dzieci. Nie patrzałaś na nie ani się do nich nie odzywałaś.
Później dostrzegłaś wracającego Lacusa, ale bez Miki. Postanowiłaś jeszcze trochę poczekać przed wszczęciem jakichkolwiek działań. Tymczasem co innego odwróciło twoją uwagę - wampir, który chciał napić się krwi z szyi jednego z chłopców. Wystarczyła sekunda, żeby krwiopijca poleciał wprost na ścianę pobliskiego budynku.
- Co ty, kretynie, robisz? - wymruczałaś, dociskając go butem do ziemi. - Myślałeś, że nikt o tym nie usłyszy? Ha, zaręczam ci, że tak się nie stanie.
- Mamy prawo się pożywić! - zaoponował, próbując zrzucić z siebie twoją nogę - bezskutecznie.
- Prawo musi być spisane, żeby było ważne. Powiedz mi, gdzie je mogę zobaczyć lub przeczytać, a sama wepchnę ci krew tego dzieciaka do gardła - warknęłaś, napierając nogą jeszcze bardziej. Lacus ciężko oddychał, ale nie odpowiedział. - Tak myślałam. Wsiadaj do helikoptera, zanim narobisz sobie więcej kłopotów.
Odsunęłaś się, pozwalając wampirowi wstać, by te mógł wykonać twoje polecenie.
Później wszystko poszło bez jakichkolwiek zarzutów. Do czasu, aż nadeszła ostatnia grupa - trzech chłopców i dziewczynka, która strasznie krzyczała, żeby ją puścić. Nagle kątem oka dostrzegłaś Mikę, który chciał rzucić się na nią. Normalnie byś mu na to pozwoliła, ale nie tym razem; nie kiedy zbeształaś Lacusa.
Chwyciłaś blondyna za pelerynę, odrzucając go na bok. Niestety, zaczął się szarpać, więc musiałaś przygwoździć go do ziemi. Krzyczałaś na niego, kazałaś mu się uspokoić, ale twoje słowa nie osiągały żadnego rezultatu.
- Pomyśl, że to twoja przyjaciółka. Nadal chcesz się na nią rzucić?!
W końcu ucisk wampira zelżał, a ty go puściłaś. Wszyscy zaczęli wchodzić do helikopterów. Wszyscy... poza wami.
- Wsiadaj do środka... - szepnęłaś, ale z taką stanowczością, żeby wiedział, że to rozkaz, a nie prośba. - No już! - Popchnęłaś go w stronę pojazdu.
Zanim jednak wsiedliście, musiałaś go o coś zapytać:
- Pamiętasz jeszcze o niej?
- Cały czas... - odpowiedział cicho, po czym zerknął na ciebie i dodał: - Dzięki.
- Nie ma za co - odparłaś i wepchnęłaś go do pojazdu, po czym kiwnęłaś głową do pilota, żeby ruszył.
Po chwili odlecieli - ty zostałaś.



Japonia ~ Nagoya, centrum, parę godzin później


Kopnęłaś niedbale pobliską puszkę. Czekanie strasznie cię nudziło, co dotkliwie poczuła owa puszka. Twoja cierpliwość miała strasznie małe granice.
W końcu się jednak doczekałaś.
- Cieszę się, że cię widzę! - zawołałaś z uśmiechem, gdy zobaczyłaś zbliżającą się postać.
- Chciałabym móc powiedzieć to samo...
- Przecież możesz. - Rozłożyłaś szeroko ręce. - Miśka?
- Nie, dzięki.
- Następnym razem?
- Może...
- A więc... Co chcesz usłyszeć? - zapytałaś, chcąc przerwać niezręczną ciszę. Zapomniałaś już jak się rozmawiało z ludźmi.
- Wszystko.
- Hm... Dużo tego, a martwię się, że nie starczy nam obu czasu - odpowiedziałaś z miłym uśmiechem. - Wolałabym jednak wiedzieć, czego ode mnie tak naprawdę oczekujesz.
- Co masz na myśli?
- Wątpię, żeby chodziło tylko o to, żebym podtrzymywała w Mice ludzkie uczucia, tak jak swego czasu robiła to...
- Wiedziałam, że się domyślisz... - mruknęła z rezygnacją Alice.
- A więc~?
- To zależy od ciebie. Czy...
- Wiem, że ode mnie - przerwałaś jej. - Powiedz mi tylko, jak starsza siostrzyczka może ci pomóc?
- Wiesz, dlaczego cię nienawidzę...
- Wiem - potwierdziłaś, nie przestając się uśmiechać.
- Jeżeli chcesz, żebym wybaczyła ci to, co zrobiłaś... - urwała, starając się podnieść wyżej głowę, aby móc patrzeć ci w oczy.
- Mam pomóc ci się zemścić?
- Nagoya. Niedługo będziemy o nią z wami walczyć - nie odpowiedziała na pytanie wprost. Spojrzała w stronę nieba. - Masz pomóc przeżyć mojemu oddziałowi.
- A to znaczy...
- ...że masz zdradzić wampiry.



*Tłumaczenie openingu X.U - Kamiyan3991



~ Nie wiem, co o tym myśleć... W mojej głowie wyglądało to inaczej xD Cóż... Chyba jako autorka nie będę zbyt obiektywna, więc... Zostawiam to wam ^^



Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz