środa, 3 sierpnia 2016

,,Trzeba próbować'' Część II




Hey, Hai, Hey, Hello~!
Przyznam szczerze, że to nie miało mieć kontynuacji.
Z pierwszej części jestem niezwykle dumna i na tym powinna się skończyć ta historia.
Ta, powinna.
Jednak kocham uszczęśliwiać innych i skoro na wattpadzie poproszono mnie o więcej...
Obiecałam, że dam więcej.
Skoro mam wenę i pomysł, to czemu nie? ^^
Szczególnie że ta osóbka bardzo (baaaaaaardzo) się ucieszy, gdy to dostanie.
Nie mogłabym zrobić inaczej, więc tak oto powstaje druga część!
(Kto wie, może i więcej ich będzie...)
Pewnie się zastanawiacie co wymyśliłam, przecież Czytelniczka umarła, więc jak tu można kontynuować?
Hah, zaraz sami zobaczycie, co wielka Agusia-ore-sama wymyśliła ^^
Miłego czytania~!



P.S Jakby ktoś już nie pamiętał - Część I










,,TRZEBA PRÓBOWAĆ'' CZĘŚĆ II


Do naj­piękniej­szych cnót człowieka na­leży zdol­ność prze­bacza­nia. Zem­sta niszczy zarówno wro­ga, jak i nas sa­mych, nas sa­mych o ty­le groźniej, że pus­toszy naszą duszę, gdy wro­gowi możemy odpłacić tyl­ko szkodą cielesną. Co więc takiego jest w zemście? Niczego nie naprawia. Nie cofa czasu. Nie daje nam ulgi. Po co przez nią walczyć, zwłaszcza przeciwko komuś z kim nie masz szansy wygrać?
Odpowiedź nie jest prosta ani oczywista, ale jedno jest pewne - musisz spróbować, żeby zrozumieć. Udowodnić, że twoja zemsta, to nie zwykły akt zrodzony z bezsilności.

Japonia ~ Tokyo

Ciche nucenie odbijało się echem po pustym korytarzu.
Dojść do ustronnego miejsca, gdzie nikt jej nie będzie przeszkadzać.
Nie wytrzymała.
Otworzyła kopertę, którą czytała idąc.
List nie zawierał dobrych wieści, czego Alice się spodziewała. To co miało związek z wampirami, nigdy nie wróżyło niczego dobrego. A krwiopijce postanowili ignorować ludzi. A przynajmniej tych uzbrojonych i gotowych do walki, którzy wiedzieli, że mogą w każdej chwili zginąć. Heh, oczywiście, wampiry wolały rzucić się na zwykłych cywilów, którzy ukrywali się w najróżniejszych zakątkach całego kraju.
Trudno mścić się w takiej sytuacji. Na szczęście Alice była cierpliwa, bardzo cierpliwa. Obawiała się tylko tego, że Mika przestanie z nią współpracować. W normalnym świecie żałoba po stracie bliskiej osoby trwałaby rok, ale teraz... Kilka dni to maks. Czasem po paru minutach bądź sekundach od śmierci przyjaciół musisz o nich zapomnieć i dalej walczyć, aby przeżyć.
Krwiopijce w ogóle się nie przejmowały stratami w ich oddziałach.
,,Czy są przez to silniejsi?'', zastanowiła się. Wiedziała, że z Miką jest inaczej, ale na jak długo?
Współczuła mu z powodu tego co przeszedł... Mogłaby go nawet polubić, ale życie zdążyło ją nauczyć, że nikomu się nie ufa. Zwłaszcza komuś, z kim się rozmawiało tylko raz.
Nie lubiła prosić o pomoc, jednak nie chciała popełnić tego samego błędu. Gdyby zwróciła się do Niej wcześniej... Może Ona mogłaby uratować jej przyjaciółkę i wtedy ani ona, ani Mika by nie cierpieli z powodu straty, która zdarzyła się kilka miesięcy temu.
Westchnęła ciężko.
Nie widziała się z Nią od czterech lat... Musiała mimo to spróbować. Tylko Ona mogła teraz pomóc, zdziałać cokolwiek.
,,Tylko jak się z Nią skontaktować?'', żaden pomysł nie przychodził jej do głowy. Zresztą, nie było na to czasu.
Usłyszała kroki. Ktoś, chyba dwie osoby, szły w jej kierunku znad przeciwka.
Schowała pośpiesznie list pod mundurem, wyprostowała się i ozdobiła twarz przyjaznym, niepozornym uśmiechem.
Skinęła z szacunkiem głową, kiedy mijała się z dwójką ulubionych dowódców. Kątem oka zauważyła, że białowłosy się za nią obejrzał z lekko zmarszczonymi brwiami. Wiedziała, że wzbudziła podejrzenia, których w obecnej chwili rozwiać nie może. Cieszyła się jednak, że jej nie zatrzymali. Uwielbiała z nimi rozmawiać, ale gdyby teraz doszło do konfrontacji... Musiałaby ich okłamać, czego strasznie nienawidziła.
- Alice! Wszędzie cię szukałem! - Wybiegł ku niej Kou. - Mówiłaś, że znikasz tylko na chwile! - poskarżył się z oburzeniem.
- Wybacz. Wiesz, że jak się zamyśle, to kompletnie tracę poczucie czasu - uśmiechnęła się przepraszająco.
- Nie zostało nam wiele czasu, a ty...
- Wiele czasu? O czym ty mówisz? - przerwała mu zaintrygowana.
- Jak to o czym? Mijałaś przed chwilą podpułkownika Gurena. Nic ci nie powiedział?
- Nie, ale coś czuje, że ty mi zaraz wszystko wyjaśnisz - odpowiedziała zmęczona.
- Zmieniasz oddział...

Japonia ~ Podziemne Miasto Sanguinem, parę dni później

Obejrzałaś brudny skrawek papieru z każdej strony.
,,Zwykła kartka, a zabić by mogła wielu'', pomyślałaś i wrzuciłaś wiadomość do żarzącego się kominka. Wzięłaś kieliszek i jednym haustem dopiłaś krew. Jej stróżka spłynęła ci po podbródku, ale szybko ją otarłaś i zlizałaś z palców.
- Ciekawe... - mruknęłaś patrząc na tlący się ogień, którego płomyki tańczyły w nieposkromionym tańcu.
Trwałaś tak w kompletnym bezruchu, aż drewno całkowicie się wypaliło, a w pomieszczeniu zapanował chłód, którego nie mogłaś poczuć.

Japonia ~ Podziemne Miasto Sanguinem, czas obecny

Mówią, że z biegiem czasu można się do wszystkiego przyzwyczaić. Zgadzałaś się z tym. Jednak ,,przyzwyczaić'' nie znaczy ,,polubić''.
Zazwyczaj nie wtrącałaś się w nic, kompletnie. Robiłaś to, co od ciebie wymagano, a potem cieszyłaś się spokojem. Chociaż każdy wampir nazwałby to inaczej.
Usiadłaś, z gracją jaką posiadał każdy twojego pokroju, na murku, dzięki czemu miałaś widok na teren, gdzie mieszkały ludzkie dzieci oraz dziedziniec pałacowy.
Machałaś wesoło nogami, wypatrując pewnego wampira, który był twoim celem. Trochę to potrwało, ale w końcu go ujrzałaś.
Uśmiechnęłaś się szeroko, kiedy wasze oczy się spotkały - jego diamentowe, twoje rubinowe.
- Ohayo, Mikuś~! - zawołałaś, zeskakując z murka. - Co tam u ciebie słychać?
Wampir bez słowa cię ominął. Westchnęłaś.
- Jakbym zaczęła krzyczeć, to byś zwrócił na mnie uwagę? - spytałaś z udawanym ubolewaniem w głosie, ale ponownie zostałaś kompletnie zignorowana.
- Ojej, ojej... To takie przykre, Mikusiu. Dla swojej wampirzej przyjaciółki być taki nieczuły... A za tą ludzką dziewczyną skakałeś jak wytresowany piesek. - Uderzyłaś w czuły punkt z bezwzględną premedytacją.
Mikaela chciał cię chwycić za szyje, ale ty bez problemu zdążyłaś uskoczyć. Stanęłaś na marmurze, na którym wcześniej siedziałaś, unosząc z satysfakcją kąciki ust.
- Oj, Mika... Nie twierdze, że uczucia są złe, ale jeśli będziesz pozwalać brać im nad sobą górę, to zginiesz szybko i niechybnie.
- Nie waż się o niej wspominać - odpowiedział ci zimno i bez uczuciowo.
- Bo co? Zabijesz mnie? - zachichotałaś. - Wiesz, co mnie strasznie bawi? Chcesz zemsty, zemsty na wampirach. A pomyślałeś o tym, że sam nim jesteś? - zaśmiałaś się głośniej. - Powiedzmy, że ci się uda. O nie, wszyscy nie żyją! I co? Zabijesz potem sam siebie?
- Nie twój interes. - Odwrócił się z zamiarem odejścia, ale mu na to nie pozwoliłaś. Pojawiłaś się dokładnie przed nim.
- Jak na kogoś kto kieruje się umysłem, a przynajmniej tak twierdzi, jesteś strasznie głupiutki. - Poklepałaś go po głowie, oddalając się szybko, żeby nie mógł cię złapać za rękę. - Mnie też zabijesz? - zapytałaś z typowym dla ciebie uśmiechem, chociaż tym razem iskierki rozbawienia nie pojawiły się w twoich oczach.
- Mówiłem już; jak wszyscy to wszyscy - odpowiedział bez zawahania.
- Doprawdy? A więc zabijesz mnie i każdego innego wampira bez względu na okoliczności? Nie przejmując się tym, ile musiał przejść, ile wycierpieć... - Pokręciłaś głową prychając. - Podejście godne wampira! - Uniosłaś ręce nad głową.
- I kto to mówi... - mruknął pod nosem, znowu próbując cię wyminąć.
Usiadłaś na schodach, na które chciał wejść, kładąc łokieć na udzie, a podbródek opierając na dłoni.
- Ja to mówię, panie nigdynienapijesięludzkiejkrwi. - Wytknęłaś mu język.
- A co ty możesz o tym wiedzieć? - Zgromił cię wściekłym spojrzeniem.
- Na pewno wiem więcej niż ty - prychnęłaś rozbawiona. - Myślisz, że tylko ty cierpisz? Jak napijesz się, w końcu, ludzkiej krwi, to sądzisz, że głód zniknie? Nie-e! On nigdy nie znika - przyznałaś mówiąc ciszej i spokojniej niż przedtem. - Zostanie z tobą do końca twoich dni. A jak uznasz, że nie potrzebujesz krwi... Dopadnie cię z taką siłą, że stracisz kontrole i zabijesz pierwszego człowieka jaki się nawinie. Nieważne, czy będziesz go znał, czy nie.
Zamilkłaś. Powiedziałaś zdecydowanie więcej niż chciałaś.
Wstałaś, otrzepując z tyłu białą spódniczkę.
- Zgaduje, że o tym nie wiedziałeś. Bo skąd? Jesteś zbyt dużym ignorantem, Mika. Zamiast skupiać się na utraconym człowieczeństwie, powinieneś pomyśleć o sobie w tej wersji. Ludzie ci już nie pomogą, nawet jakby jakimś cudem chcieli - odparłaś bez krzty wesołości, a twój głos stracił swoją miłą nutę. Brzmiałaś teraz bezwzględniej i zimniej od samego Miki. - Nie musisz lubić wampirów, żeby się czegoś o nich dowiedzieć - westchnęłaś na powrót się uśmiechając. - To nie takie trudne, Mika. Trzeba tylko spróbować.
Odeszłaś, zostawiając blondyna samego.


Pip. Pip. Pip.
Podłoże ruszyło, a ty zaczęłaś biec. Korzystałaś właśnie z urządzenia, którego nikt, by nie znalazł nigdzie indziej. Co prawda, nie było ono wampirom potrzebne i żaden nie ściągnąłby go do podziemi, jednak... Opłaca się mieć znajomości, szczególnie wśród wyżej utytułowanych krwiopijców.
Takie bieganie fizycznie ci w niczym nie pomagało. Miałaś przecież idealne wampirze ciało i nic nie mogło tego zmienić - ani na plus, ani na minus.
Lubiłaś jednak taki rodzaj wysiłku fizycznego. Pozwalał ci na kompletne nie myślenie. Oderwanie się od rzeczywistości, zapomnienie o tym gdzie jesteś i z kim. A także po co i dlaczego...
Zazwyczaj biegałaś od kilku do kilkunastu godzin dziennie, nie pocąc ani nie męcząc się przy tym ani trochę, gdy tymczasem, jakbyś była człowiekiem, to spociłabyś się jak indyk w piekarniku. O ile wcześniej nie padłabyś z wycieńczenia.
Oczywiście jedna czynność wykonywana w kółko potrafiła strasznie nudzić. Dlatego często nuciłaś albo śpiewałaś, żeby skupić się na słowach i melodii, mając jakieś zajęcie dla swojego mózgu.
- Nie życzę nikomu śmierci. Przybędę z pomocą, zwarta i gotowa. Nie bierz wszystkiego na siebie, każdy może popełnić błąd. Nie próbuj być doskonały, zawsze próbujesz... Nie wszystko jest do przewidzenia, lecz zwyciężymy. Nasza walka już trwa. Żadnych oznak czy sygnałów, jeden wielki bałagan. Nie porzucaj nadziei. Właśnie zrozumiałam, ile dla mnie znaczysz... Jestem tam i już czekam na nowego ciebie, więc gdzie się podziewasz? Spotkamy się o brzasku, pośród rosnących cierni i powstających iluzji. Upadłe anioły jeszcze nie wiedzą, że to właśnie cierpienie czyni nas ludźmi. Zerwij z mrokami przeszłości i porzuć ten kruchy świat, którego kres już nadchodzi.*
Wzięłaś kilka głębszych wdechów i wydechów.
- Czemu to robisz? - spytał ktoś, stojący u progu drzwi.
Prawie odpowiedziałaś na to pytanie całkowicie szczerze, ale w ostatniej chwili się powstrzymałaś.
Spojrzałaś na wampira z uśmiechem.
- Dla zabawy, nie można? - Odwróciłaś z powrotem głowę do przodu, ale nie przeszkodziło ci to zauważyć, jak blondyn podchodzi bliżej i przystaje z boku. - A co ty tutaj robisz? Jestem tu codziennie i nigdy nie widziałam cię wcześniej.
- Chciałem sprawdzić jak się poczujesz, kiedy to ciebie ktoś będzie cały czas męczył i obserwował - odparł niedbale.
- Jeśli mówisz poważnie, to będę skakać z radości. - Dla potwierdzenia swych słów zrobiłaś trzy długie skoki. Zaśmiałaś się. - Czyżbyś wziął do serca moje wcześniejsze słowa?
- Skądże...
- A więc chcesz spędzić ze mną czas z czystej przyjemności? Jak miło~!
Podrażniłaś się z nim jeszcze trochę, aż zeskoczyłaś nagle z bieżni.
- Masz, spróbuj! - Wskazałaś zachęcająco ręką na maszynę.
- Nie chcę. - Przewróciłaś oczami.
- Chcesz. - Popchnęłaś wampira tak, że w zasadzie nie miał innego wyjścia jak cię posłuchać. - Widzisz~?
- Jesteś bardziej wkurzająca od Ferida... - warknął wściekle, ale nic sobie z tego nie zrobiłaś.
- A mimo to wolisz mnie od niego - odgadłaś, a brak zaprzeczenia z jego strony, tylko utwierdził cię w tym przekonaniu. Pokręciłaś rozbawiona głową. - I jak?
- Nie wiem, co ty widzisz w tym ciekawego - westchnął, schodząc przy tym powoli z urządzenia.
- Nie tyle ciekawego, co relaksującego - odpowiedziałaś, unosząc lewy kącik ust.
- Nie rozumiem...
- Hm? Czego? - zapytałaś, przechylając z zaciekawieniem głowę w jego stronę.
- Czemu większość wampirów się tak często uśmiecha?
- Nie znasz odpowiedzi? - zaśmiałaś się sztucznie.
- Gdybym znał, to bym nie pytał...
Udałaś, że się zastanawiasz.
- Zacznijmy od tego, czemu miałabym się nie uśmiechać. Czy to coś złego, że to robię? - zapytałaś, uśmiechając się do niego chytrze. - Według ciebie prawo uśmiechania się mają tylko ludzie? Ja przynajmniej zmarszczek od tego nie dostane! - zachichotałaś, idąc w kierunku drzwi. - ,,Jestem tylko brzydkim wampirem''... - szepnęłaś, nie patrząc na niego. - W takim razie, kim jest cała reszta?


Jeszcze jeden łyk. Tak dla zwykłej pewności. Ostrożności nigdy za wiele, prawda?
Resztę szkarłatnego płynu schowałaś do kieszeni. Otarłaś usta, przyglądając się wyjeżdżającemu samolotowi, który robił miejsce dla helikopterów, którymi mieliście wyruszyć.
Sama poprosiłaś, żeby się udać na zewnątrz, ale... Nie zmieniało to faktu, że nie miałaś na to ani krzty ochoty.
Nienawidziłaś opuszczać podziemi i robiłaś to tylko, gdy absolutnie nie było mowy o odmowie ani zamianie z kimś innym. Za dużo wspomnień się wtedy budziło i to szczególnie tych, których nie chciałaś pamiętać.
Cieszyłaś się, że jesteś teraz sama, że nikt cię nie widzi. Chociaż przez chwile...
- Ty też idziesz? - zapytał blondyn na twój widok.
- Oczywiście~! Początkowo chciałam tylko przyjść z wyściełaną chusteczką, jak to kiedyś robiły ludzkie niewiasty, ale uznałam, że to za mało i niezbyt w moim guście. - Twoją twarz ponownie ozdobił szeroki uśmiech, który wykonywałaś z automatu, kiedy tylko ktoś się do ciebie zbliżał. - Dlatego jadę z tobą. Cieszysz się~?
- Po co? - odpowiedział pytaniem na pytanie, całkowicie niewzruszony twoją piękną przemową.
- Bo jesteśmy przyjaciółmi i muszę cię przypilnować~! - zaszczebiotałaś radośnie, po czym mruknęłaś całkowicie poważnie: - Groby łatwiej kopie się we dwójkę.
- Czemu znowu...
- Czemu znowu do niej nawiązuje? - dokończyłaś za niego. - Bo mogę? Bo upewniam się, że wciąż pamiętasz? Bo jestem zazdrosna? Kto to wie... - wzruszyłaś ramionami i skierowałaś się w stronę schodów prowadzących na dół.
- Kompletnie nie rozumiem twoich motywów...
- A próbujesz je chociaż zrozumieć? - rzuciłaś zza ramienia, po czym naciągnęłaś biały kaptur na głowę.


Japonia ~ Nagoya, przedmieścia

- Wampiry!
- Wampiry są tutaj!
- Uciekajcie, szybko!
Takie i wiele innych krzyków rozchodziło się po całej, aczkolwiek, niewielkiej dzielnicy na obrzeżach miasta.
Nie szukałaś żadnych dzieci, w ogóle nie ruszyłaś się na krok od helikoptera, ale mimo to twój świetny słuch pozwolił ci na to, czy tego chciałaś, czy nie, na słyszenie tych wszystkich krzyków, jęków i płaczów.
- Ty nie idziesz? - zapytał Lacus, kiedy zobaczył, że po wyjściu z pojazdu się o niego po prostu oparłaś.
- Ktoś musi zostać. Weźcie wszystkich i idźcie - odpowiedziałaś z uśmiechem, nie pozwalając na żadną dyskusje.
Nie ty kierowałaś tą ekspedycją, ale trzeba było przyznać, że potrafiłaś świetnie przekonywać. Do tego wiele wampirów się ciebie bało i to tylko dlatego, że nie wiedzieli, czego mogą się po tobie spodziewać. Ciebie i twoje działania zawsze owiewała mgła tajemniczości.
Mika spojrzał tylko na ciebie, zanim odszedł z pozostałymi.
Nie musiałaś długo czekać, zanim wampiry zaczęły wracać i to z dość sporymi grupami dzieci. Nie patrzałaś na nie ani się do nich nie odzywałaś.
Dostrzegłaś Lacusa, ale bez Miki. Postanowiłaś trochę poczekać, zanim zaczniesz siać chaos. Tymczasem co innego odwróciło twoją uwagę - fioletowowłosy wampir, chciał napić się krwi z szyi jednego z chłopców. Wystarczyła sekunda, żeby poleciał wprost na ścianę pobliskiego budynku.
- Co ty kretynie robisz? - wymruczałaś, dociskając go butem do ziemi. - Myślałeś, że nikt o tym nie usłyszy? Hah, zaręczam ci, że tak się nie stanie.
- Mamy prawo się pożywić! - zaoponował, próbując zrzucić z siebie twoją nogę, na marne.
- Prawo musi być spisane, żeby było ważne. Powiedz mi, gdzie je mogę zobaczyć lub przeczytać, a sama wepchnę ci krew tych dzieci do gardła. - Lacus ciężko oddychał, ale nie odpowiedział. - Tak myślałam. Wsiadaj do helikoptera, zanim narobisz sobie więcej kłopotów.
Później wszystko szło już bez jakichkolwiek zarzutów. Do czasu, aż nadeszła ostatnia grupa... Trzech chłopców i dziewczynka, która strasznie krzyczała, żeby ją wypuścić.
Nagle kątem oka dostrzegłaś Mikę, który chciał rzucić się na nią. Normalnie byś mu na to pozwoliła, ale nie tym razem. Nie kiedy zbeształaś Lacusa.
Chwyciłaś blondyna za pelerynę, odrzucając na bok. Niestety zaczął się szarpać, więc musiałaś przygwoździć go do ziemi.
Krzyczałaś do niego, żeby się uspokoił, ale bez rezultatów.
- Pomyśl, że to twoja przyjaciółka. Nadal chcesz się na nią rzucić?!
W końcu ucisk wampira zelżał, a ty go puściłaś. Wszyscy załadowali się już do helikopterów poza wami.
- Wsiadaj do środka... - szepnęłaś, ale z taką stanowczością, żeby wiedział, że go nie prosisz ani nie pytasz - ty mu rozkazujesz. - No już! - Popchnęłaś go w stronę pojazdu.
Zanim wsiedliście...
- Pamiętasz jeszcze o niej? - zapytałaś tak cicho, że żaden człowiek by tego nie usłyszał, ale krwiopijec...
- Cały czas... - Zerknął na ciebie. - Dzięki.
- Nie ma za co - odparłaś i wepchnęłaś go do pojazdu, po czym kiwnęłaś głową do pilota, żeby ruszył.
Odlecieli, a ty zostałaś.

Japonia ~ Nagoya, centrum, parę godzin później

Kopnęłaś niedbale pobliską puszkę, wiąż czekając, i czekając. Twoja cierpliwość miała strasznie małe granice. W końcu się jednak doczekałaś.
- Cieszę się, że cię widzę! - zawołałaś z uśmiechem, gdy zobaczyłaś zbliżającą się postać.
- Chciałabym móc powiedzieć to samo...
- Przecież możesz - rozłożyłaś szeroko ręce. - Miśka?
- Nie dzięki.
- Następnym razem?
- Może...
- A więc... Co chcesz usłyszeć? - zapytałaś, żeby przerwać niezręczną cisze. Zapomniałaś już jak się rozmawia z ludźmi.
- Wszystko.
- Hm... Dużo tego, a martwię się, że nie starczy nam obu czasu - odpowiedziałaś z miłym uśmiechem. - Wolałabym jednak wiedzieć, czego ode mnie tak naprawdę oczekujesz.
- Co masz na myśli?
- Wątpię, żeby chodziło tylko oto, żebym podtrzymywała w Mice ludzkie uczucia, tak jak swego czasu robiła to...
- Wiedziałam, że się domyślisz... - mruknęła z rezygnacją Alice.
- A więc~?
- To zależy od ciebie czy...
- Wiem, że ode mnie - przerwałaś jej. - Powiedz mi tylko, jak starsza siostrzyczka może pomóc?
- Wiesz, dlaczego cię nienawidzę...
- Wiem.
- Jeśli chcesz, żebym wybaczyła ci to, co zrobiłaś... - urwała, żeby mówić dalej, patrząc ci prosto w oczy.
- Mam pomóc ci się zemścić?
- Nagoya... Niedługo będziemy o nią z wami walczyć. - Spojrzała w stronę nieba. - Masz pomóc przeżyć mojemu oddziałowi.
- A to znaczy...
- ...Że masz zdradzić wampiry.



*Tłumaczenie openingu X.U - Kamiyan3991



~ Nie wiem, co o tym myśleć... W mojej głowie wyglądało to inaczej xD Cóż... Chyba jako autorka nie będę zbyt obiektywna, więc... Zostawiam to wam ^^



Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz