niedziela, 24 kwietnia 2016

One-shot od Agusia ,,Sen, książka i malinka''




Teraz postaram się nie robić takich dużych przerw.
Za bardzo wtedy tęsknie za pisaniem T~T
Ach, hihi *cieszy się*
Armin x Czytelnik ^^ I jak się tu nie cieszyć? :D
Miałam tyle pomysłów...
Ma być pikantnie!
Mam nadzieję, że nie chodziło o keczup O_o
Ale spokojnie, będzie, będzie :3
Dodam tylko, że czekałam na laptopa z kilka godzin, aż w końcu będzie wolny (jest po drugiej w nocy obecnie).
Jestem bardzo śpiąca i w zasadzie nie powinno mnie tu być, ale jak dzisiaj nic nie napiszę, to nie zobaczymy się do kolejnego weekendu.
A mam taką ochotę na pisanie, że... -,-
Nieważne, po prostu nie zdziwcie się, jeżeli zobaczycie multum błędów ortograficznych, stylistycznych, logicznych (nielogicznych), bo, fakt, zawsze piszę w nocy, ale wtedy jestem w tym całym trybie nocnego marka i czuję się ,,żywo'' w przeciwieństwie do teraz, dlatego proszę o wyrozumiałość.
Robię to głównie dla Was, więc nie jedzcie po mnie T~T
Cóż... Lecimy z tym koksem!











,,SEN, KSIĄŻKA I MALINKA''



Światło było tak mocne, że zamknęłaś oczy, a gdy je otworzyłaś... ujrzałaś coś, czego nigdy dotąd nie zostało ci dane zobaczyć. Ostrożnie, i nieco niepewnie, podniosłaś powieki, a wtedy ukazała ci się złocista plaża, wysokie palmy, błękitne niebo i morze. Z daleka dochodził dziwny, miarowy szum przybliżających i oddalających się fal. Grupa ptaków przeleciała nad twoją głową. Nie mogłaś uwierzyć w to, co widzisz.
Nieważne, jak długo tak patrzałaś, a i tak nie byłaś w stanie pojąć, dlaczego znalazłaś się w miejscu takim jak to.
Jak urzeczona ruszyłaś przed siebie, pozwalając, żeby chłodna woda obmyła twoje bose stopy. Uśmiechnęłaś się.
Co za cudowne uczucie!
Zadarłaś głowę wysoko w górę, wystawiając twarz na promienie słoneczne.
- [Twoje imię]... - Z daleka usłyszałaś czyiś głos, tak jakby dochodził prosto z nieba.
Nawoływanie powtórzyło się kilka razy, aż z szeptu przerodziło się ono w krzyk. Wtedy się obudziłaś.

Otworzyłaś oczy, robiąc przy tym głęboki wdech, jakbyś co dopiero wynurzyła się z wody. Nieco zdezorientowana rozejrzałaś się po całym pokoju. Obrazy snu nadal widziałaś w głowię i czułaś, że zostaną z tobą na długo. Chciałaś się jednak z nimi z kimś podzielić, szczególnie gdy owo doświadczenie było jeszcze świeże! Ale komu?
- Hah.
Nie zastanawiałaś się długo. W całym Korpusie Zwiadowców znajdowała się tylko jedna osoba, która szczerze by cię wysłuchała i podzieliła twój entuzjazm.
Ale czy wypadało tak wpadać do czyjeś komnaty?
Wyjrzałaś przez okno, żeby zorientować się, jaka jest mniej więcej pora. Świeże, poranne powietrze omiotło twoją twarz, przepędzając tym samym resztkę senności. Odetchnęłaś głęboko, ciesząc się, że dzień dopiero się zaczyna.
Spędziłaś kilka minut na bezczynnym leżeniu i wpatrywaniu się sufit, próbując w ten sposób zebrać własne myśli. W końcu z cichym westchnieniem usiadłaś na brzegu łóżka. Szybkim ruchem ręki przeczesałaś włosy, które opadły ci na czoło. Lekko się wzdrygnęłaś, kiedy stopy dotknęły chłodnej posadzki. Szybko odnalazłaś swoje buty i resztę ubrań, po czym pośpiesznie opuściłaś swój pokój.

Opustoszały korytarz nie był czymś nadzwyczajnym o takiej porze. Wiedziałaś, że zwiadowcy zaczną się krzątać dopiero za jakąś godzinkę. Odgłos towarzyszący stawianym przez ciebie krokom, odbijał się echem od kamiennych ścian. Domyślałaś się, że Armin pewnie już nie śpi, ale twój zmysł dedukcji nie potrafił jeszcze odgadnąć, gdzie też chłopak może się znajdować. Jego komnata to oczywisty wybór, ale rzadko kiedy blondyn tam przebywał.
Zastanawiałaś się tak przez całą drogą, którą pokonywałaś ku nieznanemu celowi. Nagle wystraszona usłyszałaś dźwięk, który był ledwie słyszalny. Tak jakby ktoś się skradał. Czułaś się do tego wystraszona, a gdy czyjaś dłoń spoczęła na twoim ramieniu to... tajemniczy osobnik dostał z łokcia w brzuch. Stało się tak, zanim zdołałaś sobie zdać sprawę z tego co właśnie zrobiłaś.
Odruch, zwykły odruch - tak to sobie tłumaczyłaś. Niestety, cichy jęk wydał ci się niezwykle znajomy. Zbyt znajomy.
Odwróciłaś się, obrzuciwszy przerażonym spojrzeniem chłopaka leżącego na podłodze. Spod czupryny blond włosów, opadających na czoło, błyszczały niebieskie oczy, w których odbijało się zaskoczenie i dezorientacja. Armin Arlert leżał przed tobą w pomiętym ubraniu.
Delikatny rumieniec wdarł się na twoje policzki.
- J-Ja... Przepraszam najmocniej! - Czułaś narastające uczucie paniki, dopóki chłopak na ciebie nie spojrzał i się nie uśmiechnął.
- Nic nie szkodzi. Ale czym sobie na to zasłużyłem?
- To był przypadek - chciałaś jeszcze dodać, że nie powinno się nikogo zachodzić od tyłu, ale w porę ugryzłaś się w język. Zbyt dwuznacznie by to zabrzmiało. - Przepraszam.
- W porządku. - Armin wstał, nadal się uśmiechając, i otrzepał lekko swoje ubranie. W końcu skupił swój wzrok na tobie. - Jest jakaś okazja, że tak wcześnie wstałaś?
No tak! Już prawie zapomniałaś, po co w ogóle go szukałaś.
- A tak jakoś się obudziłam...
- Koszmary? - spytał z troską wymalowaną na twarzy.
- Nie, nie. Wręcz przeciwnie! - żywo gestykulowałaś rękami. - Miałam wspaniały sen! Pomyślałam, że ci go opowiem, bo... - Przystąpiłaś nieco zdenerwowana z nogi na nogę, nie mając pewności, czy wśród zwiadowców można mówić o świecie, który daleko wykracza poza obręby murów. Uznałaś, że skoro jesteście sami możesz zaryzykować. - Pamiętasz jak opowiadałeś mi o... t e j książce? - Chłopak skinął głową. - Miałam sen o tej wodzie pełnej soli! Tak myślę, że była pełna soli... Ale musiała! - ostatecznie nie mogłaś powstrzymać entuzjazmu.
Dostrzegłaś w oczach blondyna iskierki zaciekawienia.
- Opowiesz mi dokładniej?
- Z chęcią!

Nie miałaś pewności, ile czasu spędziłaś z Arminem, ale kiedy skończyłaś opowiadać o swoim śnie i razem zaczęliście go omawiać, to poczułaś ssanie w żołądku. Byłaś wdzięczna swojemu brzuszkowi, że postanowił nie wyśpiewać, jak to go zaniedbujesz.
W końcu hałasy i krzątaniny na zewnątrz były tak wyraźne, że nie trzeba oznaczać się QI wyższym od Alberta Einstain'a, żeby domyślić się, że reszta Korpusu Zwiadowczego również już wstała.
- Powinniśmy pójść coś zjeść, bo jeszcze nic dla nas nie zostanie. - Skinęłaś szybko głową z aprobatą. Lubisz rozmowy z Arminem, ale nie wyżyjesz z tego. Jedzonko~
Blondyn zaśmiał się, widząc twoją reakcje. Bez dalszej zwłoki ruszyliście do jadalni.

W pomieszczeniu unosiły się najróżniejsze wonie, które obowiązkowo podobały się każdemu. Ślinka sama ciekła.
Większość stołów została pozajmowana. Przejechałaś wzrokiem po twarzach zebranych, szukając jakiś znajomych, do których mogłabyś się ewentualnie dosiąść. Uśmiechnęłaś się widząc swoją znajomą, z którą przyjaźniłaś się nie tyle z faktu, że miałyście wspólne tematy i się lubiłyście, a po prostu, żeby nie wyszło, że jesteś jakimś pozerem bez przyjaciół. A czy to twoja wina, że osoby, które szczerze darzyłaś sympatią, dołączyły do innych Oddziałów? Oczywiście, że nie! Po prostu nikt nie chciał być ,,głupim'' i przystąpić do Korpusu Zwiadowców. Sama jednak twierdziłaś, że niezbyt tutaj pasujesz. Nie miałaś najlepszych wyników jako kadet. Nie najlepsza, ale i nie najgorsza. I tak było ze wszystkim! Dlatego zawsze miałaś problem z różnymi wyborami. Nie posiadałaś własnego konika.
- [Twoje imię]? - niewyraźny głos Armina, wydobył cię z rozmyślań.
- Przepraszam, co mówiłeś?
- Pytałem, gdzie siadasz.
Skrzywiłaś się niezauważalnie i z powrotem wróciłaś wzrokiem do swojej znajomej. Wszystkie miejsca wokół niej zostały zajęte. Prawdziwa przyjaciółka trzymałaby chociażby jedno...
- Eeee... - zaczęłaś się gorączkowo zastanawiać, co zrobić. Może zabrać jedzenie i pójść z nim do swojej komnaty?
- Przy Erenie i Mikasie są wolne miejsca. Chcesz się do nas dosiąść? - Spojrzałaś zdziwiona na chłopaka, po czym uśmiechnęłaś się do niego z wdzięcznością.
- Byłoby miło.
Ruszyłaś za blondynem. Frekwencja zwiadowców o tej godzinie przewyższała normę!
Starałaś się równie sprawnie manewrować wśród żołnierzy jak twój towarzysz, ale szło ci różnie. Początkowo gładko, potem niespodziewane ściski, a następnie luz.
Armin dotarł pierwszy, siadając obok Erena. Odetchnęłaś z ulgą, widząc, że ta nieprzyjemna wędrówka również i dla ciebie się zakończy.
Uśmiechnęłaś się lekko i chciałaś zająć miejsce obok blondyna, gdy ktoś pociągnął cię za rękaw koszuli.
- Hm? - Odwróciłaś się, żeby zobaczyć kto coś od ciebie chcę. - Tak?
- [Twoje imię], idziesz do stolika Erena, Mikasy i Armina? - spytała Sasha z dziwnym błyskiem w oczach.
- Yhm - potwierdziłaś skinieniem głowy. - A co?
- Słuchaj, bo na waszym stole jest marmolada... Wymienilibyście się za... - zawiesiła na chwilę głos, żeby chyba dodać efektu temu, co zaraz powie. - Czoko budyń?!
Zamrugałaś zdziwiona.
Za co?
Spojrzałaś na stół, do którego miałaś się dosiąść. Nie wiedziałaś, czy możesz sobie od tak decydować o ich jedzeniu, ale... Ech, najwyżej oddasz z powrotem.
- W porządku - zgodziłaś się i zabrałaś od brunetki miskę z jedzeniem.
- Ooooch, dziękuję, dziękuję. Jesteś wspaniała! Prawdziwe bóstwo - dziękowała ci Sasha, gdy tymczasem ty już odchodziłaś.
Westchnęłaś lekko rozbawiona, docierając na miejsce.
- Słuchajcie, mam coś... - urwałaś, bo w tym samym momencie się o coś potknęłaś. Czyżby ktoś podstawił ci nogę?
Nie miałaś czasu się nad tym zastanawiać, bo runęłaś jak długa przed siebie. Naczynie wypadło ci z rąk, lecąc, gdzieś do przodu, gdy ty tymczasem wylądowałaś na... kolanach Armina!
Twoja twarz zaczęła się mienić wszystkimi kolorami czerwieni, gdy twoje oczy spotkały się z jego. Oddech natychmiastowo ci przyśpieszył. Zawstydzona odwróciłaś głowę, żeby na niego nie patrzeć, a wtedy zobaczyłaś Erena całego w budyniu czoko. Stłumiłaś parsknięcie śmiechem, ale widząc, że blondyn ma ten sam problem, pozwoliłaś sobie na cichy chichot. Mikasa już przy nim stała, żeby mu pomóc. Twoją uwagę odwróciło czyjeś jęczenie.
- Nieeeeeeeeeeeeee! Mój kochany budyń - płakała Sasha.
Zrobiło ci się jej szkoda.
- Potrzebujecie tej marmolady? - spytałaś, ponownie się czerwieniąc, wpatrując się intensywnie w jedzenie. - Sasha chciała się za nią wymienić.
- Możesz jej ją dać - odpowiedział chłopak, łaskocząc cię swym ciepłym oddechem.
-T-To... fajnie - wydukałaś, bojąc się ruszyć.
- Oi, długo jeszcze będziecie tak do siebie przytuleni? - zawołał głośno Jean na całe pomieszczenie.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, odsunęłaś się szybko od Armina. Spojrzałaś na Erena i Mikasę, która przy nim skakała.
- Przepraszam - wyraziłaś słowa skruchy, zabrałaś marmoladę i oddałaś ją jęczącej dziewczynie. - Proszę.
W przypływie nieznanych emocji poklepałaś ją po głowię i wyszłaś z jadalni.

Wieczorem poszłaś do biblioteki, żeby trochę się odstresować po dzisiejszych wrażeniach i zażyć odrobiny przyjemności oraz prywatności.
Miły i łatwo rozpoznawalny zapach książek unosił się w powietrzu. Mimowolnie uśmiechnęłaś się pod nosem.
Regały z książkami sięgały prawie sufitów. Praktycznie każda w tym pokoju rzecz zrobiona została z drewna. Przy oknach stały stoliki z krzesłami oraz świecami.
Zniknęłaś między półkami, wybrałaś kilka tomów, które przyciągnęły twój wzrok, a także porwałaś jedną z gromnic. Usadowiłaś się na podłodze, daleko przed wścibskimi oczami. W końcu skończyłaś swoje obowiązki i chciałaś nacieszyć się wolnością, chociażby krótką.
Z namaszczeniem otworzyłaś pierwszą książki, którą zaczęłaś powoli kartkować.

Znużeniem tak mocno zabierało cię w swoje macki, że wiedziałaś, że przegrywasz to starcie. Nie chciałaś jednak jeszcze przerywać. Jeszcze nie! Ustaliłaś sobie, że jak skończysz, dopiero wtedy będziesz mogła pójść spać. A że uparta z ciebie osoba, która musi postawić na swoim to... tak też zrobiłaś.

W końcu ci się udało! Chyba... W sumie nie masz pewności, bo już tego nie pamiętasz. Jedno jest pewne - zasnęłaś. A obudziłaś się gdzie? W swojej sypialni.
Zdezorientowana starałaś sobie przypomnieć cokolwiek z poprzedniego wieczoru, ale bez skutku. Na czym skończyłaś? O czym czytałaś? Nie potrafiłaś określić.
Zmęczona wstałaś z łóżka. Ziewnęłaś, po czym przetarłaś leniwie oczy. Ruszyłaś w stronę łazienki w celu odświeżenia się, ale gdy tylko zobaczyłaś swoje odbicie w lustrze... zamarłaś. Na twojej szyi widniała wielka, czerwona plamka. Aż odjęło ci mowę!
Jak? Skąd? Dlaczego? Kto?
Chciałaś chociażby znać odpowiedź na to ostatnie pytanie. Byłaś bardzo zdeterminowana, żeby się tego dowiedzieć.

Wróciłaś, jak się domyślałaś, na miejsce zbrodni. Na szczęście dobrze pamiętałaś, gdzie się wczoraj zaszyłaś, więc bez problemowo trafiłaś. Wszystko wyglądało dokładnie tak jak zeszłej nocy, tyle że brakowało tam ciebie siedzącej. Nic szczególnego nie rzuciło ci się w oczy. Zmarszczyłaś brwi i potarłaś palcami jedną ze skroń. Wtem coś usłyszałaś. Najwyraźniej byłaś tak zaabsorbowana, że nie zauważyłaś, że ktoś inny również jest w bibliotece.
Tym razem pamiętałaś o trzymaniu rąk przy sobie, żeby przypadkowo znowu kogoś nie uderzyć. Przeszłaś zza jedne z regałów i dostrzegłaś Armina, siedzącego na krześle, czytającego jakąś książkę. Automatycznie się zarumieniłaś, gdy tylko chłopak cię dostrzegł.
- O, dzień dobry [Twoje imię] - przywitał cię z lekkim uśmiechem. Skinęłaś grzecznie głową, nie wiedząc, jak ułożyć pytanie, na które chciałaś znać odpowiedź. - Wszystko w porządku?
Przełknęłaś nerwowo ślinę.
- Słuchaj, czy... ty... em... - zanim zdążyłaś wybełkotać coś więcej, zza kolejnych regałów doszły was czyjeś podniesione głosy.
- Auć, Jean, kretynie, uważaj!
- Sam uważaj gamoniu.
Obok was stanęli Jean i Eren, którzy nieśli jakieś podłużne pudło.
-C-Cześć wam - przywitałaś się z niemrawym uśmiechem. - Co robicie?
- Nie widać? Wynosimy pudła ze składziku - odpowiedział Jean, sapiąc w stronę Erena. - Przez tego idiotę męczymy się z tym całą noc.
- Całą noc? - powtórzyłaś za nimi głucho. - Od... wczorajszego wieczoru?
- Tak, ale to nie przeze mnie! To nie moja wina, że mam więcej obowiązków niż ty!
Przekomarzali się dalej, a ty popadałaś w coraz większe zdezorientowanie.
- A ty Armin... Co ty tu robisz? - było to nieco oczywiste pytanie, ale wiedziałaś, że, kto jak kto, ale Armin ci tego nie wypomni, tylko grzecznie odpowie.
- Czytam i przy okazji mam ich na oku - odpowiedział wyraźnie zmęczony.
- Również od wczorajszego wieczoru? - spytałaś dla pewności, czując, że krew odpływa ci z twarzy.
Rozległ się głośny huk. Chłopacy upuścili pudło, żeby móc bez przeszkód się kłócić.
- Ech, niestety - westchnął, zamykając oczy.
Fala ciepła zalała całe twoje ciało.
- A czy... ktoś jeszcze poza wami tu był?
- Nie, nie przypominam sobie - odpowiedział blondyn.
Zagryzłaś wargę, zastanawiając się.
Armin, Jean lub Eren.
Spojrzałaś kolejno na każdego z nich.
Czy wypadało od tak ich spytać? A może dowiesz się tego później, jak będziecie sami?
Nie potrafiłaś zebrać myśli.
- No to... miłej pracy. Powodzenia Armin - pożegnałaś się z nimi i powędrowałaś z powrotem do miejsca, w którym siedziałaś wczoraj.
Uprzątnęłaś wszystko, zostawiając książkę, którą tak żarliwie wieczorem czytałaś. Westchnęłaś i skierowałaś się do wyjścia. Przy drzwiach ostatni raz spojrzałaś na trójkę chłopaków. Armin zauważył kątem oka, że na niego patrzysz, więc się do ciebie uśmiechnął. Odwzajemniłaś gest i nieświadomie potarłaś dłonią po szyi, a wtedy... blondyn do ciebie mrugnął. O mało szczęka ci nie opadła. Miałaś ochotę przetrzeć oczy, żeby upewnić się, że to nie sen i dobrze widziałaś. Zagryzłaś ponownie wargę, a gdy poczułaś ból, wiedziałaś, że to się dzieje naprawdę. Jednak ten jego spokojny uśmiech... Odwróciłaś się na pięcie i wyszłaś z pomieszczenia. Czułaś, że na twarzy musisz być tak samo czerwona, jak ten ślad na szyi, ale nie przejmowałaś się tym za bardzo. Twoje myśli nad czymś innym się skupiały - czy to możliwe, żeby...?



Przepraszam. Nie mogłam się powstrzymać. Wiem... jestem potworem ;_;






~ Bum. Bum. Bum Aaaaaaaa! Gdyby nie muzyka to nie wiem, jak bym przez to przeszła O_o (w sensie nie zasnęła). Podobało się? Mam nadzieję... tyle momentów >/////< Obecnie (w ostatnim czasie) czytam bardzo fajną książkę. Może ktoś słyszał? ,,Restart''. Polecam, mimo że jeszcze całej nie skończyłam ^^ Po prostu... nie wiem. Ma coś... coś, za co ją polubiłam już po 50 stronach. A to coś znaczy! Oby zakończenie nie było schrzanione ;_; No dobrze, nie marudzę Wam już ;) Miłego Kochani ^^ Pozdrawiam, Agusia ~



Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.


2 komentarze:

  1. O jaa... Co to za cudo właśnie przeczytałam.
    TYLE CZEKANIA *płacze* *po chwili się ogarnia* To było piękne :'| Idealne rozpoczęcie wieczoru. Tak więc, krótko mówiąc, było dokładnie to, co chciałam :3
    Pozdrawiam
    ~Aiko która zamawiała tego szocika jako Gall Anonim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... One-shot czekał tu już jakiś czas ;)
      Cieszę się, że się podobało.
      Dziękuje i nawzajem.

      Usuń