środa, 13 stycznia 2016

One-shot od Agusia ,,Kły, krew i jest zabawa''




Diabolik Lovers.
Tak, tak wiem. Nie bijcie!
Zamówienie Kiry jest trzecie, ale no...
Miałam wielką ochotę i wenę, żeby właśnie za to opowiadanie się zabrać.
A więc cóż zrobić? Taka wola artysty.
Przyznam się też, że mam ostatnio fazę na tę wampiry.
Co prawda moim ulubieńcem jest Kou (którego niestety tutaj nie będzie T_T), ale mam też słabość do Laito i Shuu.
W zamówieniu byli podkreśleni Kanato i Reiji, więc postarałam się ich dać w jak największej ilości.
Czeka was komedia, dramat i horror (Uwielbiam wasze wyzwania ^^)
Będzie tutaj pewna wymyślona postać (przez ze mnie, a co!)
Chciałam dać siebie, ale nie dałabym rady być siostrą Sakamakich... Myślałabym tylko o tym, że... Dobra, nieważne. Fantazje na bok xD
To będzie dość nietypowy one-shot... PRZYGOTUJCIE SIĘ ALBO UCIEKAJCIE!
Nie mogę się doczekać *drży jak Hanji, gdy zobaczy Tytana*
Wspaniałej zabawy ;**











,,KŁY,KREW I JEST ZABAWA''



Koniec roku szkolnego lub początek wakacji, kto co woli. Dla mnie jest to bez różnicy, tyle że będę się nudzić.
Poprawiłam torbę i weszłam do domu. Lato jeszcze na dobre się nie zaczęło, a mimo to na zewnątrz, jak i w domu, panowała niezwykła duchota.
Zdjęłam buty i skierowałam się do swojego pokoju.
- Aida? - usłyszałam wołanie dobiegające z kuchni.
- Tak, Hikari? - Przystanęłam, czekając na odpowiedź.
Nie chciało mi się do niej iść.
- Chciałabym mówić do ciebie, a nie do ściany - mruknęła, a ja w myślach już widziałam twarz swojej macochy, która skrzywiona była z irytacji.
Nie lubiła mojej prowokacji i obojętnego stosunku do... do w sumie wszystkiego.
Westchnęłam i nieśpiesznie ruszyłam w kierunku kuchni. Kiedy moje spojrzenie spotkało się ze wzrokiem ojczyma, o mało nie rozdziawiłam buzi ze zdziwienia.
- Tasuki? - spytałam, nie dowierzając.
Mój zastępczy tata był pilotem, co sprawiało, że bardzo rzadko bywał w domu. Zazwyczaj widywałam go, gdy trwały jakieś święta czy urodziny. Albo...
- Ktoś umarł?
- Haha! Nie można się stęsknić za rodziną? - uśmiechnął się promiennie i wstał, żeby móc mnie przytulić.
Zawsze lubiłam swojego ojczyma, ale nie nazwałabym go swoją ,,rodziną'', a już tym bardziej jego żony czy córki.
Tasuki objął mnie mocno, po czym usiadł z powrotem na swoje miejsce obok Hikari. Miałam złe przeczucia.
- To... O co chodzi? - wypaliłam w końcu, przystępując z nogi na nogę.
Chcę tylko pójść do swojego pokoju, włączyć głośno muzykę i chwycić za jakąś książkę. Czy to za wiele?
- Mamy ci coś ważnego do przekazania - zaczął ojczym.
Jego twarz przybrała poważnego wyrazu, a piwne oczy wyglądały na smutne.
Czyżby Hikari udało się namówić go do oddania mnie? Ale już dość długo o tym nie wspominała. Zresztą, został tylko rok do mojej pełnoletności. Nie mogą już tyle wytrzymać?
Przełknęłam ślinę, której trochę się nagromadziło w moich ustach.
- Znaleźli się twoi krewni - odparł jednym tchem.
Otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia.
- Jak to? Przecież... To niemożliwe - warknęłam, nie mogąc uwierzyć w jego słowa.
W wieku ośmiu lat zostałam sierotą. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Żadni krewni się po mnie nie zjawili, więc oddano mnie do sierocińca, gdzie bardzo szybko trafiłam do rodziny zastępczej. Hikari została moją nową ,,mamą'', która bardziej sprawdzała się jako moja starsza kumpela. Była fryzjerką w pobliskim zakładzie, a jej mąż zajmował się lotnictwem, więc rzadko się widywaliśmy, ale bardzo go lubiłam. Okazywał mi wiele uczucia i traktował jak własną córkę. Kira, czyli moja przyrodnia siostra, młodsza o dwa lata, też była w porządku, ale... nigdy nie byłyśmy ze sobą blisko. Schodziłyśmy sobie z drogi, a nasze relacje przypominały taką sąsiedzką sielankę.
A teraz, po tych wszystkich latach, mam uwierzyć, że jednak nie jestem sama? Że mam rodzinę? Przecież to absurd!
- Nie wierze. - Pokręciłam głową, zamierzając się odwrócić i sobie pójść.
- Też było nam ciężko się z tym pogodzić, ale to prawda. Odezwali się parę dni temu, prosząc, abyś jak najszybciej do nich przyjechała - tłumaczył spokojnie Tasuki. - Mówili, że masz przyrodnich braci.
- Co proszę? Nie dość, że po dziewięciu latach się pojawiają, to jeszcze chcą mi wmówić, że któreś z moich rodziców zdradziło współmałżonka?! - zaczęłam gwałtownie spekulować. - To głupie! Uwierzyliście im tak po prostu?!
- Był tutaj twój... prawdziwy ojciec. Pokazał akt urodzenia i dowód na ojcostwo. - Widziałam jak mojemu ojczymowi szło trudno mówienie o tym, ale nie mogłam powstrzymać złości.
- Nie obchodzi mnie to! Nigdzie nie jadę!
- To już jest ustalone - odezwała się po raz pierwszy Hikari. - Ojciec załatwił ci transport, który przyjedzie dzisiaj wieczorem.
- Dzisiaj?!
To sen. Koszmar. Nie wierze, że to się dzieje naprawdę.
- Ale...
- Lepiej, żebyś się spakowała - zaleciła macocha, którą kompletnie zignorowałam.
Stałam tak zszokowana, patrząc to na nią, to na ojczyma.
Co się dzieje, do cholery?!
W końcu pozbierałam resztki dumy i wyszłam najspokojniej jak tylko mogłam. Weszłam do swojego pokoju trzaskając drzwiami.
A niech wypadną z zawiasów!



Czarna, długa i lśniąca limuzyna podjechała pod dom.
Limuzyna - jaki człowiek by się nie ucieszył? Och, czyli nie jestem człowiekiem!
Zeszłam po schodach, ciągnąc za sobą walizkę. Pożegnałam się krótko z każdym.
Chyba żadne z nas nie będzie za sobą tęsknić. Jak miło.
Chociaż, gdy zobaczyłam wyraz zazdrości na twarzy Kiry, nie potrafiłam ukryć dumy. Pierwszy raz miałam coś, czego ona nie.



Nie miałam pojęcia, jak długo jechaliśmy ani tym bardziej dokąd. Przyciemniane szyby skutecznie ograniczały mi pole widzenia. Kierowca w ogóle się nie odzywał, tylko przez całą drogę słuchał disco polo.
Jak ja nienawidzę tego gatunku muzyki. Moi biologiczni rodzice go lubili... Nieważne.
Kiedy pojazd się zatrzymał był to dla mnie sygnał, że mogę wysiąść. Z radością wyskoczyłam na zewnątrz, gdzie jest świeże powietrze, ale ceną za to jest trzęsienie się z zimna niczym galaretka. Niewiele widziałam, bo noc opatuliła już wszystko, a ciemne chmury zakrywały księżyc. Mimo paskudnego położenia uśmiechnęłam się pod nosem.
Kocham deszcz.






Mężczyzna wskazał na bramę, po czym odjechał, zostawiając mnie samą z walizką. Mój entuzjazm szybko wygasł, ale starałam się tego po sobie nie pokazać. Odwróciłam się za siebie.
Wygląda jak z anime.
Pomyślałam z fascynacją.
Ogromna willa w stylu z odległych, starych i zapomnianych czasów, w których mieszkała arystokracja albo niżej położona rodzina królewska. Nie wiedziałam jednak, czy to z powodu ciemność, czy nie, ale budynek wydawał się straszny oraz mroczny. Ale w jakimś też stopniu przyciągał, i to bardzo.
Gdy przeszłam przez wysoką, w kolorze czarnym bramę, mój instynkt mówił, żeby uciekać. Już chciałam zawrócić, ale powstrzymałam się w ostatniej chwili.
Dokąd miałam niby iść? Czułam, że źle robię, ale nie miałam innego wyjścia.
Stałam przed wejściem do budynku i z wyczekiwaniem wpatrywałam się w kołatkę, której nawet nie dotknęłam. Westchnęłam i walnęłam nią kilka razy w mosiężne drzwi - brak jakiejkolwiek odpowiedzi.
Zirytowana miałam zamiar walić nią tak długo, aż ktoś otworzy.
Nagle piorun przeciął zachmurzone niebo, a przejście się uchyliło. Popchnęłam lekko jedno ze skrzydeł i weszłam do środka.
Nie wiedziałam, czemu się zdziwiłam wnętrzem pomieszczenia, skoro od początku ten dom nie wyglądał normalnie. Pierwsze, co zobaczyłam, to szerokie schody z czerwonym dywanem. Później spostrzegłam kanapy ze skóry, a po bokach pomieszczenia były jeszcze długie korytarze.
Moje kroki niosły się echem, tak wyraźnym, że się aż skrzywiłam.
Ktokolwiek tu mieszka na pewno już wie, że ktoś wkroczył na jego teren.
Zaczęłam się rozglądać.
Nikogo nie ma?
Mój wzrok spoczął na misiu z przepaską na oku, który siedział na fotelu całkiem sam. Zaintrygowana podeszłam do niego i niepewnie podniosłam. Obejrzałam dokładnie pluszaka i uśmiechnęłam się pod nosem.
- Raczej nie jesteś właścicielem domu, co?
- ZOSTAW MOJEGO TEDDY'EGO! - Nagle z cienia wyłonił się średniego wzrostu chłopak z fioletowymi oczami oraz włosami, które przy końcówkach były białe.
Wygląda jak dzieciak-psychopata.
- Proszę. - Wyrwał mi z rąk misia.
- Czego tu jeszcze szukasz? - burknął z dziwną miną.
Słowo daje, że tylko noża mu brakuje. To chyba nie może być jeden z tych moich przyrodnich braci? Nie, Boże proszę!
- Kazano mi tutaj przyjechać. Niby mój ,,ojciec'' przy... - przerwałam, gdy usłyszałam chichot. - Czemu się śmiejesz?
Patrzałam na chłopaka z wyczekiwaniem, gdy ten w odpowiedzi tylko się uśmiechnął.
Zmarszczyłam brwi. Wtedy zauważyłam jego ostre i długie kły.
- Kanato, trochę szacunku dla gości.
Świetnie. Kolejny koleś, który pojawia się znikąd.
Tym razem wyglądał normalniej, w przeciwieństwie do tego dzieciaka. Miał czarne włosy, okulary na nosie i białe rękawiczki. Można by pomyśleć, że to lokaj, ale coś w mojej głowie mówiło, że na pewno nim nie jest.
- Mówisz, że kazano ci tutaj przyjechać?
- Tak. Wyobraź sobie, że wracam do domu, a tam mi mówią, że mam przyrodnich braci, a mój ,,ojciec'' pośle po mnie, bo chce, żebym zamieszkała z nim - wyjaśniłam z lekką irytacją.
- Nic mi o tym nie wiadomo.
Już chciałam wspomnieć, że to jego problem, ale w porę ugryzłam się w język.
- To... może zaszła pomyłka? - rzekłam z nadzieją. - Przykro mi w takim razie! Pójdę na przystanek autobusowy czy coś w tym stylu. Przepraszam za kłopot. - Odwróciłam się pośpiesznie na pięcie, gdy niespodziewanie się z czymś zderzyłam - albo raczej kimś.
Spojrzałam w górę na kolejnego chłopaka, który miał zielone oczy, brązowe włosy i kapelusz na głowie.
- Już uciekasz? - uśmiechnął się szeroko.
Wyglądał mniej strasznie niż pozostali, ale w jego łapska też nie chciałabym trafić. Spróbowałam go wyminąć, ale złapał mnie za ramiona.
- Dokąd idziesz, Laleczko?
- Do wyjścia - warknęłam.
- Tak od razu, bez żadnego wyjaśnienia? - zachichotał pod nosem.
- Nic nie trzeba wyjaśniać. Najzwyczajniejsza pomyłka zaszła i tyle. - Ponownie spróbowałam się wyrwać, ale z tym samym rezultatem.
Nagle brunet się pochylił i polizał mnie po szyi.
- Co ty robisz?! - Tym razem udało mi się wyrwać, po czym natychmiast oddaliłam się na bezpieczną odległość.
- Mhm, smakujesz tak pysznie jak wyglądasz. - U chłopaka też pojawiły się kły.
Chciałam wierzyć, że za pierwszym razem to był żart. Albo cosplay.
Sama z chęcią bym tego spróbowała.
Ale nie ma co cię oszukiwać - oni nie są ludźmi. Pytanie tylko, ilu ich się jeszcze pojawi?
- Więcej kultury, Laito - odezwał się Okularnik. - A ty się przedstaw - tym razem zwrócił się do mnie.
Przez chwilę zastanawiałam się czy podać im swoje prawdziwe dane, ale czy to by mi coś dało?
- Aida Maze.
- Jesteście za głośno.
Miałam już powyżej uszu pojawiających się znikąd chłopaków. Dałabym sobie głowę uciąć, że na kanapie nikt nie leżał.
Tym razem był to blondyn ze słuchawkami w uszach.
Spięłam się i spojrzałam w stronę drzwi.
- A wy kim jesteście?
- Ja jestem Reiji Sakamaki - przedstawił się czarnowłosy z nutką wyższości w głosie.
Już coś czuję, że go nie polubię.
- Na początek chciałbym usłyszeć, jak się tutaj znalazłaś.
- Koleś w limuzynie mnie tutaj przywiózł - to strasznie brzmiało, więc dodałam: - Na polecenie... tego... no... ojca.
- Ojca? Czyli kogo?
- A skąd mam wiedzieć?! Przyszedł do moich rodziców zastępczych, kiedy mnie nie było w domu, powiedział, że jestem jego córką i kazał mi tu zamieszkać. Kumacie?!
- Ohoho, czyżby nowa narzeczona? - Laito skierował spojrzenie na Okularnika, który nie zdążył odpowiedzieć, bo przyszli jeszcze dwaj kolejni.
Jeden z białymi włosami oraz czerwonymi oczami, a drugi trochę podobny do Laito - zielone oczy, ale rudawo-wiśniowe włosy z jaśniejszym odcieniem przy końcówkach.
- O co ten hałas? - spytał nadąsany ten bliski Kapelusznikowi. - Kim jesteś?






- Nikim. Właśnie wychodzę! - rzuciłam wściekle.
- Czekaj chwile - nakazał rudowłosy chłopak.
- Hę?

Czy on się właśnie teleportował? Nagle pojawił się przede mną.

- W każdym razie, nie wydaje mi się, żeby opuszczanie tego domu było dla ciebie najlepszym rozwiązaniem, prawda? Zostań.
- Ta, zgadzam się. To niewiarygodnie bolesne, że są tu sami mężczyźni - poparł go Kapelusznik. - Jeśli Maleńka zostanie, to może atmosfera się polepszy?
- Pff - prychnęłam, powstrzymując się od kpiącego śmiechu. - Z całym brakiem szacunku, jakim was darze, nie skorzystam!
- Ej, stój!
- Ani mi się śni!
Zaczęłam się oddalać od tych szaleńców, dziwaków czy kimkolwiek oni byli!
Co tu się właściwie wyprawia? Może to jakiś dziwny, chory, nawiedzony dom? Albo jakiś kawał z kamerą? Kira lubi takie klimaty. Jeśli okaże się, że jest za to odpowiedzialna, to ją uduszę!
- Przestaniecie być w końcu tak głośno? - sapnął z irytacją blondyn. - Jesteś tą dziewczyną, o której wspominała ta osoba - bardziej stwierdził, niż zapytał.
- Ta osoba? - powtórzyłam, odpuszczając sobie tymczasowo ewakuację.
Cóż... bywam czasem zbyt ciekawska.
- Hej, Shuu! Wiesz coś o tym? - zapytał oskarżycielsko rudzielec.
- Tak jakby.
- Uh, nie mów ,,tak jakby''. Chcę wyjaśnienia i to w najmniejszym szczególe! - odparł chłodno Reiji.
- Ta osoba... Skontaktowała się ze mną dzisiaj, powiedziała: ,,Będziecie mieli ważną współlokatorkę. Dogadujcie się z nią najlepiej, jak tylko będziecie potrafić''.
- Co? Czyli to jednak prawda? - Rudzielec zmierzył mnie wzrokiem od głowy do stóp.
Zmrużyłam groźnie oczy.
- Ha! A to wybawienie! - ucieszył się Laito.
Szkoda, że nie podzielałam jego entuzjazmu.
- Wygląda na to, że nie ma pomyłki - stwierdził Reiji.
Phi, jakbym sama do tego nie doszła!
- Ale... Kim jest ,,ta osoba''? Facet, który biadolił, że jest niby moim ojcem? - spytałam z kpiną w głosie.
- Nie mam pewności, ale wiedz, że twoja obecność jest tutaj obowiązkowa - odpowiedział mi, nie to, co chciałam usłyszeć, Okularnik.
- Ale...
- Skoro skończyliśmy tą żałosną wymianę zdań, zabierz swoje rzeczy i chodź za mną - rozkazał bezbarwnym tonem Reiji.
Miałam mnóstwo ciętych ripost w głowie, jednak żadnej nie wypowiedziałam na głos.
Chcę mieć to wszystko z głowy, a niepotrzebne mi są jeszcze jakieś kłótnie.
Pan Sztywniak przydzielił mi mój własny pokój. Wbrew sobie i memu niezadowoleniu musiałam przyznać, że moja sypialnia prezentowała się całkiem nieźle.
Ściany w kolorze głębokiej czerwieni, po lewej stronie drewniane łóżko z baldachimem, a naprzeciwko szafa, komoda i lustro. Równoległe drzwi prowadziły na niewielki balkon, a obok, jak podejrzewałam, znajdowała się łazienka.
Marzyła mi się ciepła kąpiel w wannie, ale kto wie, co się może wydarzyć w takim miejscu.
Miałam wątpliwości czy w ogóle się przebiorę w piżamę.
- Pomóc ci, Laleczko? - Odwróciłam się gwałtownie w stronę łóżka, na którym siedział Laito.
Czemu oni mogą się pojawiać, gdzie chcą i kiedy chcą?
- Nie, dzięki - odpowiedziałam chłodno. - Wyjdź.
- To mój dom.
- Ale mój pokój. - Chłopak zaśmiał się, po czym wstał. -Nie wiem czy odniosłeś wrażenie, ale nie chcę tu być, a tym bardziej nie pragnę mieć z żadnym z was coś wspólnego.
- Umiesz warczeć, ale czy gryźć też? - uśmiechnął się, ukazując rząd idealnie białych zębów.
Zesztywniałam.
To wampir. Podejrzewałam to, ale dopiero teraz przyjęłam ten fakt do wiadomości, bo... bo to nierealne!
- Jestem zdolna do rzeczy, o których byś nawet nie pomyślał. Daj mi odpocząć. Pot zmieszał się z wodą, przez co cała się kleje i jest mi niedobrze. - Postanowiłam go zniechęcić już na samym starcie, póki była jeszcze szansa, że da mi spokój.
- W takim razie, po swoją nagrodę przyjdę rano. Dobranoc, Bitch-chan. - Zanim zdążyłam nawrzeszczeć na wampira za ostatnie słowo, ten ponownie zniknął.
Postanowiłam zaryzykować i poszłam do łazienki się wykąpać.
Później nałożyłam niebieską koszule nocną i położyłam się do łóżka. Myślałam, że nie uda mi się tutaj zasnąć, ale zmęczenie robiło swoje. Sen przyszedł bardzo szybko.



Noc minęła błyskawicznie i całkiem dobrze. Zasnęłam momentalnie jak dziecko, a sen był niesamowicie mocny i głęboki.
Umiałam wcześnie wstać, ale gdy nie musiałam wolałam sobie dłużej poleżeć.
- Ej, Mały Big Cycu. Obudź się! - Leniwie przetarłam oczy, starając się zidentyfikować, do którego z wczorajszych chłopaków należał ten głos.
Gdy w końcu wróciła mi ostrość, ujrzałam nad sobą chłopaka z zielonymi oczami i rudymi włosami.






- Eh? Złaź ze mnie! - wykrzyknęłam, szarpiąc się.
- Głodny jestem.
- To idź do kuchni sobie coś zjeść, a nie się nade mną pastwisz - rzuciłam z wyrzutem.
Po sekundzie uświadomiłam sobie, że pastwi się nade mną wampir.
Wampir! Co robić?
- Poszukaj sobie kogoś innego!
- Co w takim razie proponujesz?
Co za denerwujący typ!
- Nie wiem!
- A więc nie wierć się i wystaw ładnie szyjkę - uśmiechnął się szeroko, odsłaniając tym samym swoje kły.
- Siebie nie miała... - nie dokończyłam, bo nagle poczułam okropny ból.
Było to jak ukłucie igły lub czegoś równie ostrego, ale znacznie mocniejsze, dłuższe i intensywniejsze.
- P-Przestań, to boli - ledwo wydusiłam.
Każdy ruch powodował jeszcze większy ból.
Wampir w końcu się odkleił. Chyba pił moją krew kilka minut, ale wydawało mi się, że trwało to wieczność.
- Dobra - wymruczał, zlizując szkarłatną ciecz z ust i kłów.
- Świetnie. A teraz złaź ze mnie. Też jestem głodna. - Bez słowa sprzeciwu, wampir wykonał moje polecenie.
- Pozwalam ci.
Zignorowałam jego odpowiedź i spróbowałam się podnieść, ale nagle wszelakie siły mnie opuściły. Postanowiłam zająć go rozmową, zanim przyszłoby mu do głowy kontynuować.
- Jak masz w ogóle na imię?
- Ayato Sakamaki, ale od dzisiaj możesz mi mówić tylko ,,Mój Najwyższy''.
- Niby czemu?
- Bo tak mówię. - Zmrużyłam lekko oczy.
- Sadysta - burknęłam pod nosem.
- Zamierzasz cały dzień przeleżeć? - zignorował mój komentarz.
- Może... Aż skończy się to wszystko. To niemożliwe, żebyście byli...
- Nie ma rzeczy niemożliwych, Mały Big Cycu.
- Przestań tak na mnie mówić! - Chciałam go uderzyć w ramię, ale był poza moim zasięgiem.
Na dodatek nie miałam wystarczająco dużo siły.
- Dlaczego? Jesteś niska i masz duże cycki. Idealnie pasuje - uśmiechnął się kpiąco.
- Niska?! Jestem prawie tak samo wysoka jak... ten... Kanato!
- I co z tego?
- Wolałabym, żebyś mówił mi po imieniu - jestem Aida.
- Może zapamiętam...



Nadal nie mogę w to uwierzyć. Zawsze trzymałam się rzeczywistości i życiowych spraw. A tu nagle co? Jakieś wampir. Skąd?! Co ja mam z tym wszystkim wspólnego?
Nie miałam ochoty na spotkanie z Laito, które mi obiecał. Wczoraj byłam zbyt zestresowana i nie przyglądałam się szczegółowo korytarzom.
A szkoda. Teraz bym przynajmniej wiedziała, gdzie jest wyjście.
Nawet przez myśl mi nie przeszło, by chodzić od pokoju do pokoju.
Nie muszę wiedzieć, jakie trzymają narzędzia tortur.
Doszłam do pierwszego rozgałęzienia i przyjrzałam się, jako tako, wszystkim drogą. Po lewej stronie na samym końcu stała kanapa, którą znowu zajmował blondyn z wczoraj.
Z niechęcią do niego podeszłam.






- Przepraszam, słyszysz mnie? - Wolałam się upewnić, niż na darmo językiem klepać.
Niech się cieszy, że jest tym cholernym wampirem, bo w normalnym przypadku nie byłabym taka grzeczna.
- Eh, trudno.
Nie uzyskawszy odpowiedzi chciałam się odwrócić, gdy ktoś chwycił mnie za nadgarstek.
- Gdzie mi uciekasz, Laleczko? - Zdrętwiałam słysząc głos Laito. - Niegrzeczna. Miałaś na mnie czekać.
- Nie mówiłam, że będę - odparłam, siląc się na luźny ton. - Możesz mi powiedzieć, gdzie jest kuchnia?
- Heh, coś za coś - uśmiechnął się szeroko brunet.
- Idziesz w prawo, schodami w dół i cały czas w lewo - nagle odezwał się blondyn.
Natychmiast zapisałam sobie w pamięci drogę. Nie byłam pewna czy się cieszyć, że mi powiedział, czy się wściekać, bo jednak mnie słyszał.
- Shuu, jak mogłeś? - wymruczał z żalem Laito. - Chciałem się z nią trochę podroczyć.
- Za dużo hałasu robicie - odpowiedział znudzonym głosem wampir.
- W takim razie już ci nie przeszkadzam. Dzięki.
Szybko wykonałam odwrót i poszłam trasą, którą podał mi chłopak. Możliwy był fakt, że to niewłaściwa droga, ale póki mogłam być jak najdalej od Laito, tym lepiej się czułam. Niestety myśl, że jest ich jeszcze pięciu nie poprawiała mi samopoczucia.
Bez trudu znalazłam schody i w ekspresowym tempie znalazłam się na dole. W końcu uczucie radości się we mnie wdarło, gdy nie spotkałam już więcej wampirów aż do...
...teraz.
Przy wejściu do korytarza (akurat tego, którym miałam iść), stał Kanato ze swoim pluszowym misiem. Zastanawiałam się, czemu tylko patrzy na stolik ze słodkościami, zamiast jeść. Chciałam powstrzymać pokusę pytania go o to, ale jak spojrzał na mnie wzrokiem psychola...nie mogłam, od tak po prostu przejść.
- Dzień dobry, Kanato - przywitałam się głosem ociekającym pewnością siebie.
Czekałam chwile na jego odpowiedź, ale po co?
Kolejny ignorant.
Zwróciłam oczy ku górze i ruszyłam dalej.
- Witaj, Aida. - Miałam poważny powód, by wpaść w złość.
Moje imię w jego ustach zabrzmiało jak najgorsza klątwa. Mimowolnie się wzdrygnęłam. Kiwnęłam głową i chciałam podążać swoją drogą, ale wampir znów się odezwał.
- Dokąd idziesz?
- Do kuchni - odpowiedziałam, przełykając ślinę.
- Po co?
Żeby wam wyżreć całe jedzenie i umrzeć poprzez zapchanie żołądka. Albo dosypać jakiś prochów, żeby każdy z was miał biegunkę. Wampir z biegunką! To byłoby dopiero szalone!
Streściłam to tylko do wzruszenia ramionami.
- Ty nie jesteś głodny? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Niestety o sekundę za późno uświadomiłam sobie, o co go spytałam.
- To znaczy... Czemu tego nie jesz?
- Reiji mi zabronił. Twierdzi, że nie mogę przed śniadaniem jeść słodkiego.
Sztywniak tym razem akurat miał racje.
Ale co mnie obchodzi czy Kanato to zje. Równie dobrze mógłby to wszystko wyrzucić, a ja bym tylko coś niemiłego mruknęła.
- W takim razie, najpierw je zjedz.
- Muszę czekać. Ale może chcesz mi pomóc? - Pytanie to zabrzmiało jak propozycja diabła.
Po prostu świetnie - jeden wampir gorszy od drugiego.
- Czemu pytasz? Jeśli będziesz chciał, to nie ważne czy ja się zgodzę, czy nie. - Chłopak wybuchł śmiechem.
Nienawidzę tego miejsca. W nim pierwszy raz nie wiem jak reagować. Najchętniej bym go minęła, ale przecież i tak mnie zatrzyma.
- Masz racje - odparł na powrót swoim zwykłym tonem. - Jednak nie chcę ruszać tego, co nie moje.
- Eh?
O czym on mówi? W każdym razie, jego decyzja jest mi na rękę.
- Rozumiem. Jesteś dobrym kolegą. - Wydawał się nieco zaskoczony moją odpowiedzią.
Trzeba wykorzystać okazje.
- To ja lecę, na razie.
- Wrócisz jeszcze. - Zdążyłam się już nieco oddalić, więc nie wiedziałam, czy to było pytanie, czy raczej stwierdzenie.
Jak przypuszczałam, Shuu mnie nie oszukał. Może martwił się, że przez to zrobiłabym jeszcze większy hałas? Jeśli tak, to dobrze sądził.
Ciekawe czy...
Nagle otworzyły się przede mną jedne z drzwi. O mały włos, abym w nie walnęła.
- Co robisz? - rzucił białowłosy wampir takim tonem, jakby ktoś kazał mu mnie zauważyć.
- Szukam... kuchni? - odpowiedziałam niepewnie.
- Nie będę ci przeszkadzał. - Odwrócił się plecami do mnie i już chciał odejść, ale chwyciłam go za czarną marynarkę.
- Zaczekaj! - Spojrzał na mnie chłodno, ale mimo wszystko go nie puściłam. - Mógłbyś mnie tam zaprowadzić?
- Nie wystarczy ci, jeśli powiem, gdzie to jest?
- Nie, wybacz. Mam słabą orientacje.
W sumie to nie taką słabą, ale...
Sama nie wiedziałam czemu, ale wydawał się najlepszym kandydatem na przewodnika. Mimo jego groźnego tonu i wzroku.
- To twój problem.
- Czyżby brat bliźniak Okularnika? - Przewróciłam teatralnie oczami.
Nie minęła sekunda, a pożałowałam swoich słów.
- Co masz na myśli?
- Nic, nic. Wiesz, że Reiji naciska na kulturę i w ogóle... - wzruszyłam zdenerwowana ramionami.
- Chodź - wymruczał chłopak, oddalając się. Byłam w takim szoku, że nadal stałam w miejscu. - Idziesz czy nie? Nie zamierzam poświęcać ci więcej czasu, niż muszę.






- Czyli ani jednej minuty zanadto.
- Dokładnie. - Szybko dogoniłam chłopaka, ale strasznie trudno było utrzymać równy z nim krok.
- Przepraszam, że dopiero teraz pytam, ale jak masz na imię? - zagadnęłam po chwili.
- Po ci ta wiedza?
- Żebym mogła się bezpośrednio do ciebie zwracać?
- Nie sądzę, żeby to była jakaś wielka strata. - Prychnęłam w odpowiedzi pod nosem.
Zupełnie inny typ wampira w przeciwieństwie do tych, z którymi już rozmawiałam.
- Czemu masz taką dziwną minę? Chcesz do łazienki?
- Co? - Zamrugałam kilka razy zdziwiona.
Chyba za bardzo dałam się ponieść swoim myślą.
- Nie. Zastanawiałam się tylko czy cała wasza szóstka mieszka sama w tym domu.
- Tak.
- To troszkę dziwne, że sami face...
- Jesteśmy braćmi - uciął krótko.
- CO?! Ale wy nie jesteście ani trochę do siebie podobni! Jedynie trochę Laito z Ayato - odparłam zaskoczona.
Nie dość, że wampiry to jeszcze bracia.
- Mamy jednego ojca, ale inne matki.
No to ich ojciec to niezły casanowa. Czyżby moja matka też... Nie, to niemożliwe. Ale z tego, co mówił Tasuki...
- Mógłbyś mi powiedzieć więcej? - spytałam z nadzieją.
- Nie.
No cóż... i tak powiedział mi wystarczająco wiele. Mimo to czuje się całkowicie zmieszana całą tą sytuacją.



Masakra. Nie wystarczy, że spotkałam ich wszystkich jeszcze przed wieczorem, to teraz mam na dodatek z nimi jadać! No chyba Reiji upadł na głowę.
Stanęłam oparta o ścianę w jadalni, tak jak kazał mi Okularnik. Niedługo potem do pomieszczenia zaczęli się schodzić bracia wampiry.
Kiedy każdy z nich zaczął zajmować jakieś miejsce, ktoś chwycił mnie za rękę. Odwróciłam się i spojrzałam w rozbawione oblicze Kapelusznika. Już wiedziałam, że bez sensu się wyrywać. Usiadłam na miejsce, które mi wskazał. Po prawej stronie siedział Ayato, po lewej Laito, a przede mną Subaru.
Bez żadnych ceregieli zaczęliśmy jeść. Wodziłam wzrokiem po braciach, zastanawiając się czy nic mi nie grozi ze strony jedzenia. Może i to lekka paranoja, ale trudno zachować zdrowy rozum.
O ile najpierw się go ma...
Zerknęłam w stronę Reiji'ego, bo to on najprawdopodobniej wszystko przygotowywał. Każdy z wampirów zdawał się być w pełni skupiony na zawartości swojego talerza. Spuściłam niechętnie głowę, dłubiąc srebrnym widelcem w smażonych warzywach. Zmusiłam się do przełknięcia jednego kęsa. Nie miałam ochoty na więcej, w ogóle nie miałam na nic ochoty, poza wróceniem do domu.
Kątem oka widziałam jak Laito mi się przygląda - Reiji też. Okularnik mógł myśleć o fatalności moich manier, a Kapelusznik...
...wole nie wiedzieć, co o mnie myśli, gdy patrzy takim wzrokiem.
Po tym jak Kanato, zadźgał wszystkie warzywa, raźniej było mi jeść.






~ Wybaczcie, że tak późno. ZABRALI MI LAPTOPA! Eh, poszedł do naprawy i nie miałam jak pisać :/ Na szczęście już mogę, więc wzięłam się do roboty. No i myślę, że wkupiłam się w wasze łaski, po tym, jakże długim opowiadaniu. Zdziwiłam tym nawet samą siebie. Mam nadzieję, że się podobało, i że jeszcze ujrzymy braci Sakamaki. Albo Mukami. Za nich również się nie obrażę ;) Trzymajcie się kochani ;**~



Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.

6 komentarzy:

  1. Zgaduję, że jakby któryś chciał ci krew wypić to by trupem padł przez balkon (nie ważne, że wampir) Jakże dobry prezent po męczącym dniu w szkole... Szczerze mówiąc nie miałam najmniejsze ochoty na komentowanie niektórych tekstów, ale że ostatnio taka bieda z nimi była to się zmusiłam.
    Przepraszam za brak zabawy, ale jak na 'musiciela' (nowe słowo!) to nigdy nic dobrego nie wyjdzie:

    "...Lato..."
    Laito!? A nie, sorki... Fałszywy alarm XD
    Fangirls: Oooh... *wychodzą zawiedzone*
    ". Nigdy nie byłyśmy ze sobą blisko. Schodziłyśmy sobie z drogi, a nasze relacje przypominały taką sąsiedzką sielankę"
    Ty... Czy ty podglądasz mnie i moją sis!?
    "któreś z moich rodziców zdradziło współmałżonka!?"
    W sumie to... Dobra nie wiem jak skomentować, odpadam!
    "Och, czyli nie jestem człowiekiem!"
    A wiesz kto nie jest?
    "że tylko noża mu brakuje"
    Jak z nożem to do Azusy!
    "Zostań"
    WIEJ.
    "Jeśli okaże się, że jest za to odpowiedzialna, to ją uduszę!"
    *chowa się za kanapą* Grożenie śmiercią jest karalne!
    "ale więc, że twoja [...]"
    Zgaduję, że tu miało być "ale wiedz"
    "Marzyła mi się ciepła kąpiel w wannie, ale kto wie, co się może wydarzyć w takim miejscu. "
    Znajdziesz 'martwego' braciszka! :D
    "Zwróciłam oczy ku niebu"
    Jakiemu niebu!? Subaru co ty żeś znów zrobił!?
    "białowłosy wampir"
    Który ma oko na krzywce! Nikogo to nie dziwi!? XD

    Cosik się wyklikało! I biedna Agusia :< Mam nadzieję, że z laptopem już wszystko dobrze! I wkupiło, wkupiło. Paczem, nowy wpis na blogu (godz. 14.00) kończę czytać (godz. 14.56) XD Takiego lenia miałam, że zajęło mi to godzinę Q.Q... I bracia Mukami... Czemu ja o nich zapomniałam? XD
    I bym dała jeszcze jakieś zamówienia (oczywiście po spełnieniu 3 pozostałych), ale zgaduję, że bym cię nimi zasypała tak, że nawet po ślubie z Levi'm byś nie skończyła! xD

    Pozdrawiam i życzę weny ^w^
    ~Kira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, szczerze? Nie jestem pewna xD Lubię ich, ale spokojnie, tanio bym skóry nie sprzedała! W tym wypadku krwi, ale co tam ;)
      Hahahaha może xD
      Nie! Groźby przez nieletnich nie są ,,jeszcze'' karalne. A mnie brakuje jeszcze kilkanaście miesięcy, więc spokojnie ^^
      Zapewne nie dziwi mnie. Nie takie rzeczy się widziało xD
      Ta, już dobrze, dzięki za troskę ;) No właśnie! Czeeeeeeemu?!
      *Pociesza Kou* Ona nie chciała. Skleroza, szkoła i w ogóle. Spokojnie.
      A zasypuj! Gorzej z tym, że ja bym je napisał w super, mega, szybkim tempie. A nie mogę zaniedbywać pozostałych ;)
      Dziękuję i nawzajem ;**

      Usuń
  2. Co tu można wiele powiedzieć?( czy też raczej napisać xD) Czytam twojego bloga od dość niedawna i z doświadczenia wiem, że twoich dzieł nie da się skomentować :D Człowiek po przeczytaniu nie wie co powiedzieć/napisać. A słowa fajne, super są zbyt oklepane. Tak, więc z braku odpowiednich przymiotników trzeba tu wykorzystać łacinę podwórkową - zajebista notka xD
    Życzę dużo weny ( co patrząc na ilość zamówień, przydało by się w ilościach hurtowych xD)
    ~Haas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh... nie wiem czy to dobrze, czy źle xD Może gdyby była tu ankieta, to ułatwiłoby sprawę? Trzeba nad tym pomyśleć... Och, dziękuję ^^ Co nie?! Może powinnam na tydzień zamknąć się w pokoju, nie wychodzić, nie jeść, tylko pisać i pisać? Nad tym też trzeba pomyśleć xD W każdym razie dziękuję. Jeśli zaglądasz i ci się podoba, to wystarcza, żebym poczuła się miło ^^

      Usuń
  3. i o to jest ten moment w moim życiu w,którym żałuje że nie znalazłam twojego bloga wcześniej...przyznam że zajrzałam tu tylko dla attack on titan...jednak ciekawość zawsze wygrywa u mnie i przejrzałam caaaaluuutki blog wzdłuż i w szerz ( mam nadzieje że to nie karalne O_O)
    i jedno słowo może opisać to co znalazłam tutaj:,,WOW"
    Żeby nie było tak dobrze ja się pytam, dlaczego?! Dlaczego to jest tylko one shot?! *agonalne jęki rozpaczy i bólu*
    Idem płakać w kąt bo naprawdę się wciągnęłam ;_;
    A teraz lecem dalej czytać twą wspaniała twórczość ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, spokojnie, karalne nie jest ;)
      Heh, cieszę się niezmiernie ^^
      Ta, jest to co prawda one-shot, ale zawsze może stać się czymś więcej. Niektóre opowiadania mają stan ,,możliwa kontynuacja'', co znaczy, że mogę daną historię kontynuować, o ile pojawi się taka prośba w zamówieniach. A więc - głowa do góry!
      Dziękuję raz jeszcze i życzę miłej zabawy ;)

      Usuń