czwartek, 27 sierpnia 2015

One-shot od Mia "W mroku zawsze tli się promień nadziei"

 I tak oto drugi one-shot został napisany :)
Mimo, że na początku inaczej go sobie wyobrażałam to jestem zadowolona z efektu.Na początku trochę opornie szło mi pisanie go, jednak dostałam napływu weny dzięki niesamowitej playliście na blogu i napisałam większość dzisiejszego wieczoru :)
Wybacz Luna, jeśli to nie jest to co oczekiwałaś, ale za bardzo się wciągnęłam w pisanie i wyszło to co wyszło xd. Aha wybacz jeszcze za to, że one-shot jest w narracji pierwszoosobowej, ale zdecydowałam, że dzięki temu będzie lepszy efekt.
Nie przedłużając zapraszam do czytania :D






Z przyjemnego snu, nagle wyrwał mnie nagły trzask drzwi. Ziewnęłam przeciągle i otworzyłam zaspane oczy. W mroku, który panował w pokoju dostrzegłam sylwetkę człowieka, który kurczowo trzymał w ręku lampę oliwną. Przetarłam powieki i dokładnie mu się przypatrzyłam. Dopiero gdy moja współlokatorka stanęła na baczność sprzed łóżkiem, zdałam sobie sprawę kto zaszczycił nas swoją obecnością. Z prędkością światła, zeskoczyłam z łóżka i ustawiłam się, salutując.
- Ubierać się i wyjść przed budynek. Macie 5 minut! - krzyknął wyżej przełożony zwiadowca i z impetem zatrzasnął drzwi, znikając tak szybko jak się pojawił. Zniesmaczona podeszłam do szafy i wyjęłam z niej mundur.
-Lira, jak myślisz, dlaczego zwołali zbiórkę tak późno w nocy? - zapytała blondynka, przebierając się.  Odwróciłam się w jej stronę, posyłając jej smutny uśmiech.
- A niby skąd mam to wiedzieć, Coco? - rzekłam, związując swoje długie blond kosmyki z czarnymi pasemkami. Chwyciłam w ręce zieloną pelerynę z wygrawerowanymi skrzydłami wolności  - musimy iść, sami się przekonać. - Coco kiwnęła głową i wspólnie wyszłyśmy na dziedziniec, gdzie stali już wszyscy kadeci.
- Dłużej się nie dało? - mruknął niezadowolony kapral w naszą stronę.
- Przepraszamy... - powiedziała Coco i ustawiła się w rzędzie. Ja tylko rzuciłam mu przelotne spojrzenie, pozbawione uczuć i poszłam w ślady współlokatorki.
- Słuchajcie wszyscy! - krzyknął Irvin, stając przed kadetami. Jego wyraz twarzy nie wskazywał nic dobrego. Doskonale to dostrzegłam i przełknęłam ślinę, obawiając się tego, co za chwilę usłyszę -zdarzyło się coś, w co nawet mi trudno uwierzyć. Nie będę owijał w bawełnę i powiem wprost. Dystrykt Trost ponownie zaatakowali tytani - ta wiadomość wstrząsnęła kadetami, przez co po grupie rozniosły się szepty - Nie mamy pojęcia jakim cudem przedarły się przez niedawno naprawioną bramę przez Erena Yeagera - nie zważając na mówiącego Irvina, spojrzałam kontem oka na Erena. Trudno mi było uwierzyć, że metr ode mnie stoi człowiek-tytan, który jako pierwszy człowiek wygrał bitwę z tytanami. Chociaż co się dziwić. To nie był człowiek, także nie tytan. Zwykły mieszaniec. Mimo, że nic do niego nie miałam, a nawet chłopak wydawał się całkiem miły to fakt, że w jednej sekundzie potrafiłby zamienić się w krwiożercze monstrum i pozabijać większość tu obecnych, napawało mnie niepokojem i mimo, że chciałam nie potrafiłam go zaakceptować. Miałam gdzieś fakt, że wszyscy z moich znajomych nazywają Yeagera bohaterem. Dla mnie każdy tytan był zagrożeniem, którego powinno się wyeliminować.
-... Jean Kirschtein oraz Lira Heros. To wszystko - usłyszałam swoje imię i odwróciłam zdziwiona wzrok w stronę Smith'a - rozejść się! - wszyscy odkrzyknęli i zaczęli się rozchodzić. Jedynie ja stałam w miejscu, nie orientując się, co właśnie się stało.
- Niech no zgadnę... znów bujałaś w obłokach, zamiast raz w życiu normalnie wysłuchać rozkazów? - usłyszałam dobrze znany sobie głos i odwróciłam się. Przede mną stał kapral ze swoim beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Tak... - przyznałam szczerze z głupkowatym uśmieszkiem, jednocześnie drapiąc się po tyle głowy. Levi westchnął i spojrzał w stronę 3 osób, które stały przed ogromnymi wrotami ich siedziby.
- Zostałaś przydzielona mojego oddziału - miałam ochotę w tamtym momencie skakać ze szczęścia i piszczeć na cały głos. Przecież niecodziennie zostaje się przydzielonym do oddziału,  którym będzie dowodził sam kapral Levi... nim jednak zdążyłam w jakikolwiek sposób zareagować, kapral chwycił mnie za ramię, mamrocząc coś cicho pod nosem i zaczął prowadzić w stronę trzech znanych mi już kadetów. Kontem oka zauważyłam Coco, która ze swoim oddziałem wsiadała już na konia. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnęłam się i wróciłam wzrokiem do swojego czarnego rumaka, który już na mnie czekał.
- Cześć Płotka - przywitałam się z klaczą, głaszcząc ją po długiej grzywie.
- Serio? Płotka? - zaśmiał się Jean, który wsiadł już na swojego gniadego konia.
- Przeszkadza ci coś? - odwróciłam się w jego stronę z wielkim i przerażającym uśmiechem na  ustach. Tak jak się spodziewałam, chłopak już więcej się nie odezwał. Westchnęłam i wsiadłam na konia, po czym wyjechaliśmy. Nasz oddział składał się z 5 osób. Kaprala Leviego, który jechał na przodzie, następnie mnie i Erena, którzy jechaliśmy za nim, a na końcu tej całej ziemniakowej Sashy i Jeana. Bez słowa spoglądałam na plecy kaprala, w duchu przeklinając tytanów za to, że postanowili zaatakować w nocy. Potrząsnęłam głową, wmawiając sobie, że z resztą oddziału nic mi nie grozi i skupiłam się na jeździe.

Do Trostu dojechaliśmy po niecałej godzinie, ponieważ jazda po ciemku była dość niebezpieczna. Kiedy przejechaliśmy przez bramę, pierwsze co ujrzeliśmy to nadciągającego w naszą stronę tytana, który niewyobrażalnie szybkim tempie się przemieszczał. Tylko jeden wniosek przychodził mi na myśl.
- Odmieniec - powiedziałam, na co wszyscy jednogłośnie się zgodzili. Nim się zorientowałam, Levi używając trójwymiarowego manewru wyskoczył z konia i w błyskawicznym tempie zabił monstrum.
- Zejdźcie z koni- rozkazał, stojąc na plecach pokonanego tytana i ścierał z ostrzy krew - od teraz będą nam zbędne.
Tak jak rozkazał, zeszliśmy z koni i wygoniliśmy je wgłąb muru Rose. Za rozkazem kaprala, wszyscy wzlecieliśmy na pobliski budynek, by słuchać dalszych rozkazów.
- Słuchajcie wszyscy, ponieważ nie zamierzam się powtarzać - w tym momencie czarnowłosy zaszczycił mnie swoim spojrzeniem, jednak po chwili odwrócił się do nas plecami - nasz oddział dostał najtrudniejszą robotę do wykonania. Kiedy reszta zwiadowców zajmie się wybiciem tytanów, którzy są jeszcze w stanie się poruszać, my spróbujemy odciągnąć uwagę opancerzonego tytana.
- Ale jak tego dokonamy skoro on jest zainteresowany tylko Yeagerem? - spytał Jean, robiąc jeden krok do przodu. Po tych słowach Kapral odwrócił się w naszą stronę.
- Wykorzystamy to na naszą korzyść, a ciemność tylko nam w tym pomoże - odpowiedział spokojnie, mimo tego nikt nie zrozumiał co on ma na myśli. Levi westchnął i postanowił wszystkim dokładnie wytłumaczyć. Położył mapę Trostu na ziemię - Yeager jako pierwszy powinien spotkać tytana i pokazać mu się. Kiedy tylko zacznie go gonić, ten założy kaptur na głowę i zacznie uciekać jak najszybciej tylko potrafi do punktu A i ukryje się tam. Sasha, która już będzie tam czekała wybiegnie z punktu A jako Eren i jak najszybciej potrafi dotrze do punktu B, gdzie będzie znajdował się Jean, który w ten sam sposób dotrze do punktu C, gdzie będzie znajdować się Lira, która z kolei jak w najszybszym tempie przyleci do punktu D, gdzie będę czekać ja. Rozumiecie póki co? - spytał się, spoglądając na nas. Wszyscy kiwnęliśmy głowami potwierdzająco - kiedy tylko opancerzony do mnie dotrze, wystrzelę niebieską flarę. Będzie to znak, by Eren zamienił się w tytana i załatał bramę ogromnym głazem, którego niedawno znaleźliśmy. W tym czasie musicie dotrzeć do Erena i osłaniać go przed tytanami. Jeśli zaszłyby jakieś problemy, użyjcie czerwonej flary - Levi zwinął mapę w rulon i schował do kieszeni, podnosząc się - i pamiętajcie. Za wszelką cenę tytan nie może zobaczyć waszej twarzy.
- To nawet może się udać... - rzekłam, kiedy kapral wytłumaczył nam wszystko - jednak, jeśli opancerzony dowie się prawdy, wszystko legnie w gruzach.
- Dlatego właśnie wybrałem najszybszych kadetów do tej misji. Gotowi?
Wszyscy jednocześnie odkrzyknęli i używając trójwymiarowego manewru, udali się na wyznaczone miejsca. Jedynie ja nadal tam stałam, przegryzając dolną wargę. Nikomu tego nie powiedziałam, w sumie sama próbuję o tym nie pamiętać, jednak ciemność mnie przeraża. Nie cierpię uczucia, kiedy usłyszę coś, ale nie potrafię tego dojrzeć. Przy innych próbuję to ukrywać i nawet mi to wychodzi, ale gdy jestem sama to... nagle z moich przemyśleń wyrwał mnie głos kaprala.
- Nie martw się na zapas - rzekł, kładąc swoją dłoń na moim ramieniu - po prostu wykonaj swoje zadanie jak najlepiej potrafisz. A wiem, że jesteś wstanie to zrobić.
- Dziękuję kapralu - kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się w jego stronę. Kiedy odsunął się ode mnie, westchnęłam głośno i skupiłam się. Zaczęłam biec póki nie natrafiłam na koniec dachu. Wtedy właśnie wyskoczyłam, wypuszczając jedną linkę i zaczepiając ją na przypadkowym budynku. Wzleciałam do góry i udałam się w stronę wyznaczonej dla mnie pozycji. Na moje szczęście, nie było jeszcze aż tak późno, by mrok pochłonął wszystko w zasięgu wzroku, więc nadal spokojnie potrafiłam dojrzeć nawet z daleka rysy budynków. Kiedy dotarłam do swego celu, wleciałam przez ogromne okno do jednego z zniszczonych budynków. Przybrałam zniesmaczony wyraz twarzy, kiedy stanęłam w egipskich ciemnościach. Pokręciłam głową na boki, próbując o tym nie myśleć i podeszłam do okna, obserwując okolicę i czekając na przybycie kolosalnego tytana. Po 20 minutach, ujrzałam w dali biegnącego w moją stronę tytana. Przełknęłam głośno ślinę i już przygotowywałam się do wyskoku z okna, kiedy usłyszałam niepokojący szmer za mną. Wzdrygnęłam się i powoli odwróciłam głowę w tył, jednak nie ujrzałam niczego prócz ciemności. Moje serce zaczęło szybciej bić, kiedy ten odgłos się powtórzył. W głowie już sobie wyobrażałam jak nagle jakiś tytan wyskakuje mi przed twarzą. Wstałam i robiąc małe kroki, powoli skierowałam się w stronę miejsca, skąd wydobywał się ten dźwięk. W pewnym momencie doszłam do ściany, a nagły szmer nagle ustał. Westchnęłam szczęśliwa i już miałam wracać na swoją pozycję, kiedy pod nogami przebiegła mi jakaś biała kulka. Kwiknęłam głośno i wywróciłam się, wypuszczając z dłoni miecze. Jęknęłam cicho z bólu i otworzyłam powieki. Koło mojej ręki siedziała mała myszka i spoglądała na mnie zdziwiona. Zdusiłam zęby z całej siły, przeklinając w duchu swoją głupotę. Wstałam natychmiast, na co myszka szybko uciekła. Wzięłam do ręki miecze i stanęłam przy oknie. To co zobaczyłam, zmroziło mi krew w żyłach...
Opancerzony tytan zamierzał właśnie połknąć Jean'a.  Przygryzłam dolną wargę i czym prędzej wystrzeliłam linkę w ramię potwora, podlatując do nich i nadcięłam jego nadgarstki, dzięki czemu potwór puścił Jean'a. Nie czekałam ani chwili dłużej i złapałam nieprzytomnego chłopaka i schowałam go w budynku, w którym przed kilkoma chwilami się chowałam.
- Błagam, niech żaden tytan cię nie zje - szepnęłam do niego zdenerwowana i pobiegłam stawić czoła opancerzonemu tytanowi. Przed wybiegnięciem jeszcze założyłam kaptur i podleciałam na jeden z budynków i wypuściłam czerwoną flarę. Skoro monstrum dowiedziało się prawdy, muszę jak najdłużej go powstrzymywać przed przybyciem kaprala.
- Levi ma rację - mruknęłam cicho do siebie, wyjmując ostrza - teraz nie mogę się bać - podniosłam głowę, ukazując swoje zdeterminowanie i zaczęłam latać wokół tytana jak najszybciej tylko potrafiłam. Wiedziałam, że nie mam szans go zranić, nawet nie zamierzałam tego robić.
Póki wróg nie dostrzeże mojej twarzy, muszę jak najdłużej przed nim uciekać, nawet za cenę życia. Ponieważ...
- To mój obowiązek! - krzyknęłam i w tym momencie dostrzegłam miejsce na nogach, gdzie nie posiadał opancerzenia. Pomyślałam, że to moja szansa i zużywając resztkę gazu, z największą szybkością jaką w życiu osiągnęłam, przecięłam skórę tytanowi z tyłu na udzie.
- Udało mi się! - szepnęłam a po moich policzkach popłynęły łzy. Potwór opadł na ziemię, wywołując niemały huk w okolicy. Odskoczyłam na niego i przetoczyłam się kilka razy po budynku.
- Le..vi - dostrzegłam kaprala, który leciał w moją stronę. Więc to nie będzie miejsce mojej śmierci? Jeśli przeżyję obiecuję, że przezwyciężę strach. Kiedy już zamierzałam się podnieść, poczułam przeogromny ból w mojej klatce piersiowej. Spojrzałam w dół i dostrzegłam, że tytan, który przed chwilą leżał plackiem na ziemi, trzyma mnie swoją przeogromną i obrzydliwą łapą. Jęknęłam cicho z bólu, kiedy uniósł mnie i przybliżył do swojego przerażającego oka.
- Skucha... - zaśmiałam się cicho, gdy kaptur został zdjęty z mojej głowy. Przynajmniej umrę z honorem - pomyślałam i zamknęłam oczy, gotowa na śmierć. Po chwili poczułam jak wróg rzuca mną a ja z ogromną siłą uderzam o ścianę budynku. Ból, który wtedy czułam był nie do opisania. Wydawało się, że cierpienie, które czułam wcale nie okalało mojej osoby, a kogoś zupełnie innego. Zakasłałam, a z mojej buzi wyleciała stróżka krwi. Spod przymrużonych powiek, spojrzałam na wybrukowany chodnik w stronę, którego zaczęłam spadać. Przykro mi było, że umrę w takich okolicznościach. Chciałam zrobić jeszcze tyle rzeczy w życiu... Wyznać mu co tak naprawdę czuję. Szkoda, że nie będę miała już okazji...
- Żegnaj... świecie - pomyślałam i z uśmiechem na  ustach, zamknęłam oczy. Mimo tego nie poczułam skutków upadku, a jedynie ciepło bijące z czyjegoś ciała. Rozwarłam powieki, dostrzegając przed sobą twarz kaprala.
- Le...vi - szepnęłam cicho, czym zwróciłam jego uwagę. Spojrzał na mnie wyrazem, którego jeszcze nigdy nie widziałam. To był smutek...
- Siedź cicho - powiedział całkiem poważnie i położył mnie na dachu - jak się rozprawię z tytanem to do ciebie wrócę. Do tego czasu z łaski swojej nie umieraj - kapral już chciał wstać, gdy ostatkiem sił złapałam go za nadgarstek.
- Chyba nie uda mi się wykonać tego rozkazu - kąciki moich ust uniosły się lekko ku górze. Nim Levi zdążył coś dodać, podniosłam się lekko i musnęłam wargami jego usta. Zszokowany nawet nie oddał pocałunku - zawsze... chciałam to zrobić - to były moje ostatnie słowa nim przed moimi oczami zapadła ciemność.

- Czy ja... umarłam? - zadałam sobie pytanie, znajdując się w  pustce. Nie docierały tu żadne kolory prócz okalającego mnie z każdej strony mroku. Inaczej sobie wyobrażałam miejsce gdzie trafia się po śmierci...
Nagle w dali ujrzałam ledwo tlące się światło, które z każdą chwilą się powiększało.
- Czy to... niebo? - szepnęłam cicho, przyglądając się - nie sądziłam, że taka osoba jak ja zasłuży na wieczny raj... - wtem dojrzałam swe ciało. Spojrzałam na swe blade ręce, pozbawione jakichkolwiek ran. Nie czekając ani chwili dłużej, z uniesioną głową zaczęłam podążać ku światłu. Wyciągnęłam rękę, chcą go dotknąć, kiedy nagle światło zgasło, a ja zaczęłam spadać. Mimo tego nie bałam się. Byłabym przygotowana na wszystko...
- Czy ja... jestem w piekle? - zapytałam, ponownie dostrzegając tylko mrok przed sobą, tym razem pomieszany z czerwienią.
- To nie powinno być raczej "Czy jestem w niebie"? - zmarszczyłam zdziwiona brwi, kiedy usłyszałam znajomy głos. Otworzyłam powoli oczy, dostrzegając biel sufitu.
- Nie wpuszczono mnie do bram nieba... - szepnęłam do siebie, nie do końca orientując się gdzie jestem.
- Co ty pleciesz kadecie? Przez te uderzenie dostałaś wstrząsu mózgu? - ponownie usłyszałam głos, wreszcie zdając sobie sprawę do kogo należy.
- Sądzę, że dostałaś drugą szansę od boga - przed moimi oczami pojawiła się uśmiechnięta twarz pani Hanji.
- I ty jeszcze wierzysz w te głupoty? Ledwo się obudziła więc nie wie co gada.
- Pani Hanji... - kobieta postawiła na stoliku obok mnie tacę z napojem i jakimiś tabletkami.
- Tak? - rudowłosa spojrzała na mnie, posyłając ciepły uśmiech.
- Gdzie ja jestem?
- Nie domyśliłaś się jeszcze, że wcale nie umarłaś kadecie? - poczułam jak kapral pstryka mnie lekko w czoło - zazwyczaj jesteś bardziej ogarnięta.
- To ja już chyba pójdę - Hanji zaśmiała się i nim zdążyłam coś powiedzieć, usłyszałam trzaśnięcie drzwi.
- Niewychowana okularnica będzie jeszcze drzwiami trzaskać - czarnowłosy zaczął narzekać.
- Levi... ja - nie zdążyłam dokończyć, kiedy poczułam ciepłe wargi kaprala na swoich ustach. Nie zastanawiając się, oddałam pocałunek.
- Od kiedy pozwoliłem ci zwracać się do mnie po imieniu? - kapral wreszcie przerwał pocałunek i usiadł na krześle obok mojego łóżka.
- J-ja... - poczułam, że cała się czerwienię. Po chwili pokręciłam głową na boki i spojrzałam na niego - co się wtedy stało?
- Jedyne co powinnaś wiedzieć to to, że misja została wykonana - odpowiedział mi i uśmiechnął się tajemniczo...
 CHWILA, ON SIĘ UŚMIECHNĄŁ?!!!!



7 komentarzy:

  1. One-shot bardzo fajny, lubię happy-endy więc jak najbardziej trafiłaś w mój gust :)
    Nie mam większych uwag oprócz małego szczególiku, mianowicie graderuje się napisy i wzory na biżuterii, materiał się wyszywa więc powinnaś napisać z "wyszytami skrzydłami wolności" lub "naszytymi skrzydłami wolności. Tak to nie mam się do czego przyczepić. Życzę Ci powodzenia w dalszym pisaniu i mnóstwa weny ;)
    Pozdrawiam, Melody

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny jak na mnie mogło być więcej szczegółów między pocałunkiem a szpitalem :D Ale tak ogólnie to jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ło Ło ŁO ŁO ŁO ŁO ŁO ŁO !!!!
    To przeszło moje najśmielsze oczekiwania!
    w życiu bym sobie tego taak nie wyobraziła!
    Wszystko to co chciałam zostało zawarte a do tego jeszcze w taki sposób jaki ja najbardziej lubię... Roman i dramat. Cud, miód, malina i orzeszki <33
    Tak szczerze to odkąd zamówiłam one shota zaglądałam tu co drugi dzien mając nadzieję, że nareszcie jest to coś na co ostrzyłam sobie ząbki od momentu pisania zamówienia XDDD
    Wracają... Naprawde piękne!
    Mogę zamówić kontynuacje? XD

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu ktoś dostrzegł tą playliste! Czuje się spełniona... Chociaż dzięki temu, że o tym wspomniałaś przypomniało mi się, że był tak gdzieś error. To wkurzające -,- Na szczęście poprawiłam to i dodałam kilka pozycji i chyba jest lepiej ;) A co do opowiadania...
    Według mnie fajnie wyszło, nawet jeśli nie miało być w narracji pierwszoosobowej. Powiem tylko na przyszłość, że gdy jest:
    ,,mimo że, chyba że, zwłaszcza że, szczególnie że, tyle że, tylko że'',
    przecinek stawiamy przed całym połączeniem, nigdy zaś przed słowem że.
    ,,Płotka'', moja przyjaciółka ucieszyłaby się, że jej nazwiskiem nazwano konia :3
    Nieważne, że nierealnego xD
    Zgadzam się z komentarzem u góry - ja też chciałam więcej szczegółów!
    Ciekawy pomysł, a one-shot bardzo mi się podobał ;)
    *głosem Leviego* Dobra robota kadecie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Matko! Ten one-shot jest jednym z moich ulubionych. Wszystko tak fajnie napisane. Cud, miód, malina!

    OdpowiedzUsuń