niedziela, 9 sierpnia 2015

One-shot od Mia "Po prostu zdychaj..."

No więc... nie spodziewałam się, że pierwszym one-shotem,
który tutaj wykonam będzie dramat :)
Jest to paring Levi&OC, gdzie główna bohaterka zwie się Jibril ^-^
Nie umiem zbytnio pisać takich rzeczy, ale mam nadzieję, że
mimo wszystko one-shot się spodoba.

Zapraszam do czytania ;)


Kochał ją. Mimo, że tego nie ukazywał. Stała się dla niego najważniejszą osobą, po śmierci Petry i pozostałych członków oddziału specjalnego. Ona jedyna dostrzegła jego cierpienie. Tylko ona potrafiła wejść w głąb jego duszy i odczytać głęboko skrywane uczucia, które za wszelką cenę próbował ukryć przed innymi, a także przed samym sobą. Była przy nim, nawet gdy ją odtrącał. Nie poddawała się. Nie bała się okazywać swoich uczuć względem niego mimo, że za każdym razem ją ignorował. Taką Jibril Neshillla właśnie znał. Siedemnastoletnią kadetkę o czarnych włosach i niebieskich oczach. Smutną i obojętną na wszystko, prócz ludzkiego cierpienia. Od zawsze widział jak pomagała innym i pocieszała tych, którzy stracili w życiu coś bardzo ważnego, po czym nie byli wstanie się pozbierać.
Czternastometrowy tytan, który właśnie zabijał kolejnego zwiadowcę, wcale jej nie przypominał. Z kamienną twarzą, kapral Levi stał na jednym z budynków, dokładnie przyglądał się poczynaniom kobiety-tytan, która z nieznanych powodów za wszelką cenę chciała dostać się do Erena Yeagera. Dostał wyraźne rozkazy od Erwina, by na razie czekać i obserwować z bezpiecznej odległości. Czyżby Smith domyślał się, jakimi uczuciami kapral darzy Jibril? Sądził, że z jego winy misja się nie powiedzie?
Nie potrafił zrozumieć tego, albo nawet nie próbował. Jedyne czego pragnął to prawdy. Chciał mieć pewność, że Jibril, którą kocha i kobieta-tytan, która wymordowała wielu zwiadowców, w tym odział specjalny to ta sama osoba. Drugi raz w swojej całej karierze żołnierza, postanowił nie posłuchać rozkazu. Używając trójwymiarowego manewru, wystrzelił dwie liny, które przybiły się do starej wieży zegarowej, oraz budynku naprzeciw. Wypuszczając odpowiednią ilość gazu, pofrunął w stronę kobiety-tytan. Zabijając napotkanych po drodze tytanów, szybko dostał się do swego celu. Chwycił mocniej rękojeść miecza i stanął na budynku naprzeciw niej. Gdy kobieta-tytan go zauważyła, natychmiast zareagowała, kierując się w jego stronę z wyciągniętą pięścią. Levi wbijając linkę w jej szyję, skoczył w stronę jej karku, przy okazji w błyskawiczny sposób raniąc jej całe ramie. Kiedy wyskoczył nad nią, obrócił się w wokół własnej osi i przyciągając się do niej przy pomocy trójwymiarowego manewru, wymierzył idealne cięcie w jej kark. Po chwili usłyszał wyraźny trzask. Ułamane części mieczy upadły na sam dół. Nie mając czasu na dokładne przeanalizowanie sytuacji, musiał zrobić unik od nadchodzącej w jego stronę dłoni tytana. Dopiero gdy wzbił się w powietrze ujrzał, że druga dłoń wroga zasłoniła jego atak. Szybkim ruchem, pofrunął na głowę Jibril i nim ta zareagowała, zdążył już zmienić ostrza i zniknąć, kierując się w stronę jej nóg. Najszybciej jak umiał, zaczął okaleczać ją od pięt po same uda, doprowadzając do tego, że kobieta-tytan zaczęła się cofać. Kiedy wreszcie natknęła plecami na jeden z okolicznych budynków, upadła wywołując niemały huk w okolicy. Natychmiastowo zakryła dłońmi swój kark, chroniąc swoje prawdziwe ciało. Levi wzleciał na jej głowę i spojrzał w stronę młodych kadetów, którzy próbowali odpierać atak tytanów z całych swoich sił.
- Uciekajcie natychmiast! - odezwał się w ich stronę, zwracając na siebie uwagę - ten huk zapewne przywołał większość tytanów z tej okolicy - wszyscy kadeci spojrzeli na niego zdziwieni.
- Ale kapralu o czym ty mówisz? - spytał się Jean, który właśnie zabił kolejnego tytana - damy sobie z nimi radę!
- Nie wyraziłem się jasno? - warknął w ich stronę, będąc w pełni przygotowanym na niespodziewany atak ze strony kobiety-tytan - macie się stąd wynosić.
- Ale... - tym razem głos zabrała rudowłosa Sasha.
- Idziemy - przerwała jej Mikasa, lądując na dachu i chowając swoje ostrza - naszą misją jest chronienie Erena, nieprawdaż? - Sasha kiwnęła głową a Jean westchnął. Wszyscy zaczęli oddalać się od kaprala. Eren jeszcze raz spojrzał w ich stronę i wyruszył za resztą. Levi westchnął i w tym momencie z prawej strony zobaczył nadciągającą pięść tytana. W mgnieniu oka wystrzelił w stronę pobliskiego domu linkę i uniknął ataku. Wzleciał na jej ramię i spojrzał prosto w jej ogromne oczy.
- Mimo wszystko wierzę, że to nie ty kryjesz się za tą kupą mięcha, Jibril - rzekł bardziej do siebie niż do niej. Postanowił obrać tą samą taktykę, która doprowadziła do uwolnienia Erena w lesie gigantycznych drzew. Zaczął tak szybko kaleczyć ramiona kobiety-tyan, że zwykły człowiek nazwał by to teleportowaniem się. Po jakimś czasie wreszcie osiągnął swój cel. Ramiona tytana opadły, dając Leviemu dostęp do jej karku. Podskoczył nad nią i wykonał idealne cięcie w tył szyi, omijając przy tym jej prawdziwe ciało. Gdy zobaczył kto kryje się za zabójcą oddziału specjalnego, na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, a po chwili złość. Chwycił ją za kołnierz od białej bluzki i wyciągnął z karku. W napływie złości, bez żadnych skrupułów zrzucił kobietę na sam dół i spoglądał jak jej ciało powoli upada na ziemię. Wiedział, że od tego nie zginie. Dzięki Erenowi zwiadowcy dowiedzieli się kilka przydatnych informacji na temat ludzi-tytanów. Używając trójwymiarowego manewru, zeskoczył z ogromnego ciała, które powoli zaczęło się walić. Stanął przed ciałem kobiety i kopnął nogą, by leżała na plecach. Kaptur spadł z jej głowy, a on z wielkim bólem i jednocześnie złością ujrzał długie czarne włosy oraz znaną sobie bladą twarz kadetki.
- Wierzyłem w to, że nie ty nią jesteś... - szepnął cicho, stając nad nią. Dziewczyna mruknęła coś niezrozumiałego i otworzyła oczy, ukazując swoje niebieskie tęczówki. Kiedy zauważyła kaprala, wcale się nie zdziwiła. Spojrzała na niego pustym, bezuczuciowym wzrokiem, tak bardzo do niej nie podobnym - dlaczego nas zdradziłaś? - zapytał. Chciał to usłyszeć. Z jej własnych ust, nim zaniesie ją do Erwina, który wykona wyrok. Jibril syknęła cicho, próbując się podnieść jednak ostrze, które natychmiast pojawiło się koło jej gardła, skutecznie jej na to nie pozwoliło.
- Ty nic nie rozumiesz... - szepnęła, spoglądając w zachmurzone niebo - żaden człowiek tego nie rozumie i nie zrozumie. Tylko wybrańcom zostaje ujawniona prawda, kryjąca się za murami... - czarnowłosa kaszlnęła a z jej buzi wypłynęła strużka krwi.
- Masz rację. Nie rozumiem - odpowiedział, takim tonem, że aż wprawił Jibril w zdziwienie. Spojrzała na niego - ale to nie znaczy, że macie prawo odbierać życie bezbronnym ludziom - niebieskooka otworzyła buzię, by coś powiedzieć, jednak kapral był pierwszy - kochałem cię...
Neshilla rozszerzyła oczy do granic możliwości, nie mogąc uwierzyć w słowa wypowiedziane przez kaprala.
- Kochałem cię - powtórzył - Ale ty od początku byłaś zdrajcą... i poniesiesz za to karę - kapral wycelował ostrzem w głowę Jibril, która ze strachu zamknęła oczy. Kiedy usłyszała brzdęk metalu, odbijającego się o kamienną posadzkę, uchyliła powieki. Miecz był wbity w ziemię, kilka centymetrów od jej twarzy - lecz nie ja ją wykonam...
Levi używając trójwymiarowego manewru, wskoczył na dach budynku. Spojrzał w stronę drogi, gdzie tytani już szli w ich stronę. Bez żadnego uczucia wypisanego na twarzy, spoglądał jak tytani z swoimi przerażającymi uśmiechami idą w stronę czarnowłosej, która zaczęła się czołgać. Nie miała sił, by ponownie się zmienić.
- Po prostu już zdechnij... - powiedział na tyle głośno, by go usłyszała. Czarnowłosa zatrzymała się. Spuściła głowę, a z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Wiedziała, że popełniła wiele błędów w swoim życiu, oszukała wielu ludzi... jednak uczucia jakimi darzyła kaprala były prawdziwe - Gdyby tylko dało się cofnąć czas... - pomyślała, gdy jeden z tytanów chwycił ją w swoją ogromną dłoń.
- Kocham Cię... Levi... - szepnęła, a po chwili poczuła ogromny ból, po którym nastąpiła ciemność.

 I tak mój pierwszy one-shot został ukończony :) 
Przepraszam, że wyszedł taki krótki, jednak po miesięcznej przerwie 
w pisaniu, wyszłam nieco z wprawy.
Głównie jestem niezadowolona z zachowania Leviego, 
które wyszło takie nie Leviowate.
If you know, what i mean ;)
Mimo wszystko mam nadzieję, że one-shot się spodobał. 



Jeśli chcecie zamówić u mnie one-shot możecie to zrobić tu:  KLIK



7 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Meh, meh, meh, to było cudowne~!
      Ale pieprzysz, Levi był fajnie dobrany. ^^
      Zdyyyycham. *__* Opisy super. x3
      (teraz już wiem, co będę zamawiać)
      Było kilka błędów, ale tylko przecinki. :P
      Cudo.
      Pozdrawiam i weny. ^^

      Usuń
  2. . . . Mam pustą łepetynę i nwm jak to skomentować >.<
    Po pierwsze Wow. Po drugie Levi, zawiodłam się na Tobie.
    "Kocham Cię!"
    "Ja Ciebie też!"
    "Ale zabiłaś tysiące ludzi! Więc zdychaj."
    Tak mi się skojarzyło XD
    Pozdrawiam i życzę weny~ :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam nową autorkę (≧∇≦)/
    Jibril (OMG jak się czyta to imię?) jest kolejną kobietą wśród tytanów, czy jest zamiast Annie, bo jeśli jest zamiast Annie to wygląda troszku jakby zabiła Petrę, by zająć jej miejsce. (>_<)
    Opowiadanie mi się podoba, bo Levi ją zabił, a nie wybaczył, bo ją kocha, czy coś.
    Nie mogę się doczekać twoich kolejnych miniaturek (ღ˘⌣˘ღ)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie się spodobało ^^ Oryginalne, wcześniej nie czytałam takiego. A co do pytania, czy zwrócę ci miano administratorki, pozwól, że trochę cię lepiej poznam i zaufam, okej? Nierozsądne było by z mojej strony powierzać bloga obcej osobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście rozumiem to :) sama zapewne postąpiłabym tak samo ^_^
      Po prostu jestem przyzwyczajona, że wchodzę na bloga i widzę ilość wyświetleń, kto skomentował itp. i trochę mi tego brakuje XD
      Ale spokojnie zaczekam, jam osoba cierpliwa.
      Jean: Tsa...
      A co to miało znaczyć?
      Jean: Nie nic. Tak sobie wzdychnąłem...
      Jasne... >.>

      Usuń