poniedziałek, 24 sierpnia 2015

One-shot od Agusia ,,Przypadek czy przeznaczenie?''




Niespodzianka!!!!
Z okazji, że niedługo kończą się wakacje...
Łapcie więcej opowiadań!
*Agusia taka szczodra*
Ponownie witamy paring Levi x Petra w postaci romansu, dramatu i horroru.
(Romans + horror = lukrowa mieszanka).
Następnie w kolejce jest Eren x Petra.
(Nic mnie już nie zdziwi).
Miłej zabawy przy czytaniu ;)
Pozdrawiam i ściskam mocno ;**











,,PRZYPADEK CZY PRZEZNACZENIE?''


Czyste, piękne i świeże powietrze - skażone... krwią.
Przerażające kroki, które stawały się coraz bliższe, bliższe i bliższe. Kobieta Tytan uwolniła się i teraz robiła wszystko by nas dopaść.
Gunter zwisał bezwładnie na swoich linkach. Taki wspaniały człowiek, a zginął w mgnieniu oka. Eren krzyczał i nawoływał, a ja tylko pragnęłam by się uciszył. Nie mogłam słuchać jak śmierć mojego towarzysza zostaje potwierdzona. Chłopak nie musiał nawet nic mówić. Wystarczyło, że spojrzałam mu tylko w oczy i wiedziałam... wiedziałam wszystko.
Auruo pozostał na tyle przytomny by odciągnąć bruneta i kazać mu się nie zatrzymywać. Ruszyłam bez słowa za nimi, nie oglądając się nawet za siebie. Niestety osoba z ciała Kobiety Tytan nie dawała za wygraną. Furia, żal i złość wzięły nade mną górę. Pragnęłam tylko rozciąć jej wszystkie możliwe części i patrzeć jak wylewają się z niej wnętrzności. Sekundę później rozbrzmiał ogłuszający dźwięk i oślepiający błysk. Stało się coś, z czym nie byliśmy w stanie sobie poradzić. Brak Kaprala Leviego skazywał nas wszystkich na śmierć. Kobieta Tytan znów przywołała swoją okropną postać.
Eren też chciał się przemienić, ale Erd go powstrzymał. Skazał tym samym na nas wszystkich wyrok. Gdyby to brunet walczył, my byśmy mieli szansę przeżyć, ale chłopak nie. Jeśli to Eren ucieknie, a my będziemy walczyć, on może przeżyć, ale dla nas nie ma nadziei. Mimo tej świadomości, też zaczęłam przekonywać zielonookiego by nas zostawił i zaufał naszym zdolnością.
Widziałam desperacje i niezdecydowanie na jego twarzy. Myślałam, że nie da się przekonać, gdy nagle kiwnął potakująco głową i zmienił kierunek lotu. Zapewnił, że wierzy w powodzenie swojej drużyny. Też chciałabym w to wierzyć.
Razem ze swoją dwójką towarzyszy ruszyliśmy na Kobietę Tytan. Wyraz jej twarzy, jak i zimny, pusty wzrok, budziły strach sam w sobie. Mimo że udało nam się ją oślepić i nieźle pokiereszować, ona odwzajemniła się czymś o wiele, wiele gorszym.
Pierwszy zginął Erd, który został przegryziony na pół. Wiedziałam, że tak się to potoczy, a jednak nie potrafiłam zapanować nad szokiem i drżeniem ciała. Oddychałam ciężko, za wszelką cenę starając się zrozumieć jak się zregenerowała.
W końcu to do mnie dotarło. Nie skupiła się na wyleczeniu pary oczu, a tylko na jednym. Niestety ta informacja do niczego mi się już nie przydała.
Kobieta Tytan ruszyła w moją stronę. Słyszałam krzyki i rozkazy Auruo, ale nie mogłam się ruszyć. Chciałam, naprawdę chciałam. Nie potrafiłam jednak oderwać od niej wzroku, który zwiastował śmierć...moją śmierć. Oderwała się od ziemi, robiąc większy krok i celując we mnie. Nastąpiła ciemność i nieskończony ból. Widziałam korony drzew, a w ustach czułam niezliczone litry metalicznego płynu. Ukojenie i spokój spadły na moje ramiona. Zamknęłabym oczy, ale nawet na tę czynność nie miałam siły. Po prostu najzwyczajniej w świecie zasnęłam.

- Petra, wstawaj, bo się spóźnimy.
Zerwałam się natychmiast z łóżka. Oczy przyzwyczajały się do jasności o poranku, a oddech starał się jak najbardziej zwolnić. Gunter wszedł zirytowany do mojego pokoju, jednak na mój widok mina mu zrzedła.
- Petra, wszystko w porządku? Czemu płaczesz?
Dotknęłam nieprzytomnie swojego policzka i poczułam wyraźną wilgoć.
To był tylko zły sen.
Odetchnęłam już spokojnie i w końcu zwróciłam wzrok na zaniepokojonego przyjaciela.
- Nic mi nie jest - oznajmiłam nad wyraz spokojnym głosem. - Koszmar i tyle.
- Na pewno? - Wzruszyłam tylko w odpowiedzi ramionami. - W porządku. Wczoraj zostawiłem ci na biurku papiery, które musisz przekazać Kapralowi, a potem widzimy się przy śniadaniu. Do zobaczenia.
Pokiwałam potakująco głową i pożegnałam z Gunterem.
Dobry Boże, jak to dobrze, że on żyję.
Westchnęłam i przejechałam dłonią po karku. Cała byłam spocona, co odbiło się na moim posłaniu. Uniosłam oczy ku górze i ruszyłam w stronę łazienki.
Kiedy już się odświeżyłam, zabrałam swoją narzutkę i dokumenty, jakie musiałam dostarczyć Kapralowi Leviemu.
Słońce dopiero co wzeszło, ale ptaki już śpiewały za oknem. Idąc korytarzem myślałam tylko o swoim śnie. Żaden wcześniejszy nie wydawał się taki realny. Za każdym razem, gdy mijał mnie jakiś Zwiadowca grzecznie się witałam, chociaż moje myśli znajdowały się w zupełnie innym miejscu.
Pamiętam, że raz pani Hanji wspominała coś o snach i ich przesłaniu. Może za moim coś się kryje? Poza śmiercią moją i najbliższych mi osób. Mimo że uważałam tą kobietę za nieco - delikatnie mówiąc - niezrównoważoną, warto spróbować i z nią porozmawiać.
Muszę o tym pamiętać.

Zanim się obejrzałam, a już stałam przed drzwiami Kaprala Leviego. Zapukałam delikatnie i zaledwie dwa razy. Miałam ogromną nadzieję, że mój przełożony już nie śpi, bo nie chciałabym być odpowiedzialna za zakłócanie jego spoczynku.
Nie wiedzieć czemu, ale zaczęłam się nieco denerwować. W sumie jak zawsze w pobliżu Leviego.
Znowu pochłonęłam się własnymi myślami tak bardzo, że zapomniałam o teraźniejszości.
Nagle dębowe drzwi się otworzyły, a w przejściu pojawił się Kapral bez koszulki, z śladem pasty do zębów w kąciku ust oraz szczoteczką w dłoni. Jak na zawołanie moją twarz zalała głęboka czerwień. Przełknęłam ślinę i nieznacznie spuściłam głowę.
- Tutaj są dokumenty dla Kaprala - odparłam nieco drżącym głosem i wyciągnęłam rękę z papierami.
Levi spojrzał bez wyrazu na kartki, a potem na mnie. Wytrzymałam jego spojrzenie aż do chwili, gdy zabrał ode mnie raporty. Zbieżnie zaczął je przeglądać, a ja nie byłam pewna czy nie powinnam już sobie iść. Z drugiej strony, przecież mnie nie oddelegował. Przestąpiłam zmieszana z nogi na nogę. Skłamałabym mówiąc, że cierpliwie czekałam.
W końcu mężczyzna zwrócił na mnie wzrok, jakby dopiero teraz mnie zauważył.
- Jadłaś już śniadanie? - To pytanie tak mnie zdziwiło, że w pierwszym momencie do mnie nie dotarło.
- Em...n-nie.
- To nie czekaj tylko idź. Później przyjdziesz.
Pokiwałam głową i przez chwilę się wahałam.
Może powinnam uprzedzić, że chcę się spotkać z panią Hanji?
Odegnałam jednak szybko tę myśl i zrobiłam odwrót taktyczny.

Miałam wrażenie, że nigdy tyle czasu nie zajęło mi spożycie śniadania. Od czasu do czasu rozmawiałam z moimi towarzyszami, ale dzisiaj nad wyraz oszczędnie używałam słów.
Po posiłku ruszyłam do komnaty Leviego, by pomóc mu w pracy. Nawet gdybym chciała opisać co robiłam nie jest to możliwe, bo wszystko pamiętam jak przez mgłę.
Zakończywszy wszystkie swoje dzisiejsze obowiązki, poszłam w poszukiwania Zoe. Mogłoby się to wydawać trudnym zadaniem, szczególnie w takiej twierdzy jak Zwiadowców, jednak nic bardziej mylnego. Wystarczy podążać za podnieconymi krzykami.
Zastałam brunetkę przy stadninie, gdzie rozmawiała z kilkoma żołnierzami. Zbliżyłam się powoli i przystanęłam tuż za brunetką. Teraz kiedy byłam już tak blisko ogarnęły mnie nie małe wątpliwości. Nie zdążyłam się ponownie zastanowić, bo kobieta natychmiast zauważyła moją obecność.
- Ech... D-D-Dzień dobry - wydukałam w końcu.
- Witaj, Petro. Mogę ci w czymś pomóc?
- Tak... nie... to znaczy... Mam pewne pytanie - wyjąkałam w końcu. - Miałam pewien sen...
- Mów dalej.
- Śniło mi się, że cały oddział został zabity... Ten sen... wydawał się taki realny.
- Opowiedz mi wszystko dokładnie z najdrobniejszymi szczegółami.
Westchnęłam z rezygnacją. Miałam nadzieję, że nie będę musiała tego robić.
Zaczęłam opowiadać wszystko Zoe, a bynajmniej tyle ile zapamiętałam. Kobieta ani razu mi nie przerwała. W końcu dotarłam do końca i poczułam pewną dozę ulgi.
- I co pani o tym myśli? - zapytałam w końcu pełna nadziei.
- Muszę przyznać, że to niecodzienny sen, a zinterpretować go można na kilka sposobów. Po pierwsze: w niedalekiej przyszłości czeka cię śmierć. - Skrzywiłam się na te słowa. - Może też to oznaczać coś innego.
- Czyli? - spytałam niecierpliwie.
- Masz za mało pewności siebie, bądź obawiasz się sytuacji, w których nie ma Kaprala Leviego.
Zesztywniałam na dźwięk tych słów i pokiwałam tylko głową.
Pożegnałam się z panią Hanji i wróciłam w drogę powrotną do twierdzy.
To co usłyszałam od brunetki nie dawało mi spokoju. Nie wiedziałam jak bardzo mam się przejmować słowami kobiety.
Może opowiedzenie jej o śnie nie było dobrym pomysłem?

Następnej nocy sen się powtórzył, ale tym razem nie skończyło się na mojej śmierci - widziałam jeszcze jak zginął Auruo.
Eren zawrócił, ale i tak był już za daleko, by dotrzeć na czas. Auruo zaatakował kark Kobiety Tytan, ale miejsce, w które celował otoczone zostało przez coś, co wyglądało jak lód albo diament. Jego ostrza się złamały, a ona kopnęła go z wyskoku, rozbijając ciało mojego przyjaciela na kilka części. Potem nic już nie widziałam poza wyrazem twarzy Kaprala Leviego, który wydawał się taki... taki...

Obudziłam się nagle przerażona. Pot spływał się ze mnie strumieniami. Strach ścisnął mi klatkę piersiową tak, że nie byłam w stanie oddychać.
Może pani Hanji miała racje?
Przez resztę nocy wgapiałam się w ciemny krajobraz.

Koszmar wracał każdej nocy, ale już nie posunął się dalej. Kończył się zawsze w tym samym miejscu - wyrazie twarzy Leviego. Miałam już dość. Uznałam, że muszę coś z tym robić albo przestać sypiać.

Następnego dnia poszukałam Kaprala i zawstydzona przerwałam mu w pracy.
- Przepraszam... - zaczęłam w końcu, nie wiedząc od czego zacząć.
- Tak? - spytał mężczyzna, nie patrząc na mnie.
- Mam pewien problem - odparłam, a Levi uniósł głowę, rzucając mi pytające spojrzenie. - Co noc nawiedza mnie w kółko ten sam koszmar.
Kapral kiwnął nic nie mówiąc, a więc kontynuowałam: - Śni mi się, że cały nasz oddział ginie, a gdy wszyscy są już martwi, wtedy pojawia się pan i... i tak dziwnie patrzy.
- A co jest dalej? - zapytał bezbarwnym tonem.
- Nic. Na Kapralu kończy się sen - wyznałam. Zdesperowana jego milczeniem brnęłam dalej: - Opowiedziałam nawet o tym śnie pani Hanji. Powiedziała mi jakie może mieć przesłanie.
- I co ci powiedziała?
Zarumieniłam się, niepewna co powiedzieć.
- Niedaleka śmierć, brak pewności siebie lub... strach przed nieobecnością Kaprala - odparłam w końcu nieśmiało.
Oboje milczeliśmy. Skrzywiłam się zniecierpliwiona.
- Więc... - zaczęłam.
- Nie wiedzę problemu.
- Słucham?
- Śmierć przyjdzie prędzej czy później, pewność siebie możesz zdobyć, a ja zawsze będę wśród zwiadowców, więc nie ma problemu.
Byłam tak zaskoczona tymi słowami, że potrzebowałam chwili by je przyswoić.
- To znaczy...
- Co ma przyjść to przyjdzie, a jak już nastąpi, to wtedy się z tym zmierzymy - odparł Kapral, ciągnąc mnie za rękę i sadowiąc obok siebie. - Może jak będziesz mieć nadmiar mojego towarzystwa, to minie ci strach przed moją nieobecnością.
Zarumieniłam się, ale nic nie odpowiedziałam. Wszystko co się działo i tak było czymś więcej, niż mogłam bym kiedykolwiek chcieć.



~ Jej, i jak się podobało? ^^ Pisałam z bolącą głową, więc nie zdziwcie się głupotami. Jeśli czas i wena pozwolą, to jeszcze w tym tygodniu pojawi się - bynajmniej mojego autorstwa - kolejne opowiadanie. A tak z innej beczki - słucha ktoś muzyki, którą wrzucam razem z one-shot'em? Pytam z ciekawości ;) To by było na tyle kochani. Cieszcie się ostatnimi dniami wakacji. Pozdrawiam wszystkich, Agusia ;** ~



Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.

3 komentarze:

  1. A ja to już czytałam :D
    Wchodzę, widzę, że odpowiedź pod moim komentarzem jest, czytam i rozkmina. A ja nie skomentowałam? Ale ja miałam komentowałam :x tylko w połowie przyjechała po mnie znajoma i znikło, moja choroba NCNP dała o sobie znać i jak wróciłam to nie napisałam. Bardzo spodobał mi się motyw z koszmarem. Pierwsze wrażenie: Jaki horror? Horror? ... Czytać? Nie czytać? Boję się ;-; A walić to, czytam.
    I nie żałuję :) Co prawda pairing na którego przesyt cierpi internet, ale i tak lepszy od Rikasy. No błagam, już gdzieś czytałam, że są spokrewnieni i nie mogę tego przeboleć. Ale ciii... Nikogo lub niczego nie obrażam, jasne? Ale one-shot fajny. Badżo badżo. I już za niedługo mój~ *taniec zwycięstwa na fotelu bo nie chce się wstać*
    Pozdrawiam~!
    Melody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże Przenajświętszy. Co w drugim zdaniu robi "miałam" ? Emm.. proszę o ominięcie tego słówka? XD

      Usuń
    2. Hm... jeszcze powstrzymuje się przed strasznymi horrorami. Nie chcę by przeze mnie ktoś nie mógł w nocy spać ;) Muszę to wypróbować - taniec zwycięstwa na fotelu xD No, ja też się cieszę ^^ Dziękuję i nawzajem.

      Usuń