czwartek, 16 października 2014

One-shot od Agusia ,,Zwinny problem''




Na początek pewne rozczarowanie ( Bo najlepiej tak właśnie zacząć -,- ).
Opowiadanie będzie tylko o paringu Armin x Historia.
Przykro mi, ale nie za bardzo kojarzę Minę i...
No cóż, to tyle.
Ja natomiast się cieszę, bo bardzo lubię Armina i w końcu mogę coś z nim napisać.
Miało to być coś słodkiego *-*
Pomyślałam sobie ,,Ech, to nie będzie trudne z takimi postaciami''.
Ale nie zdajecie sobie sprawy, jak się myliłam T_T
A co do mojej przyjaciółki...
Kto się składa i ze mną do niej jedzie?
Przyjedziemy do niej niczym armia Zwiadowców (Tytanów, jak to woli).
Nie przedłużając...
Trzeba się cieszyć z tego, co się ma ;)
Miłego czytania ;**

P.S Czy tylko mi się zdaje, ale czy te notki nie są coraz dłuższe? O.o











,,ZWINNY PROBLEM CZ.1''


Było ciepło. Promienie słońca grzały jak nigdy.
Wdech, wydech, wdech, wydech - w kółko powtarzałam w myślach. Kilkukrotnie zamrugałam oczami. Przede mną, w odległości jakichś dwudziestu centymetrów znajdował się czarno-żółty, pasiasty wąż. Przysunęłam się do gada, chcąc sprawdzić czy to nie aby jakaś niezwykle realistyczna zabawka. Jednak badawczo wystawiony język, skutecznie odwiódł mnie od tego pomysłu.
– Łaaaaaa! – pisnęłam, gdy zwrócił swój mały łepek w moją stronę. – On... Jest taki słodki! – dodałam podekscytowana, ponownie zbliżając dłoń w kierunku zwierzaka.
Dałam mu chwilę na oswojenie się z nowym zapachem i gdy tylko względnie się uspokoił, nie mogłam powstrzymać się od pogłaskania jego wspaniałych łusek.
– Jesteś cudowny – westchnęłam w jego kierunku.
Nie mógł mieć więcej niż rok – był jeszcze młodym wężem, spokojnie zmieściłby się na moim przedramieniu. Rozdwojony język cały czas badał otoczenie, co jakiś czas „smakując” mojej dłoni i powodując przyjemne łaskotanie.
– Kto cię tu zostawił, malutki? Zupełnie samego? – kontynuowałam swój monolog, rozmawiając z gadem jak z niemowlakiem. – I co my teraz z tobą zrobimy? – Zastanawiałam się na głos, szukając wyjścia z tej niecodziennej sytuacji.
Nie mogłam go przecież tutaj zostawić.
Poza tym musiałam odstawić do składziku przybory do sprzątania. To był nieco szalony pomysł, ale postanowiłam wziąć go ze sobą. Wylałam brudną wodę z wiadra i delikatnie włożyłam do niego węża.
– Do kogo tak miło przemawiasz, Christa? – Na moim ramieniu wylądował podbródek Armina, który teraz próbował dojrzeć, co ukrywam we wnętrzu schowka.
Z uśmiechem odsłoniłam widok na mojego nowego towarzysza.
- Armin, to jest pan wąż. Panie wężu – Armin – odparłam wesoło.
- Tak się zastanawiam... Skąd wiesz, że to ON? – spytał z uśmiechem.
- Nie wiem – odparłam, wzruszając ramionami. – Ale mogę sprawdzić – dodałam, już wyciągając dłoń, aby podnieść gada.
- Nie, nie. – Armin zatrzymał mnie, zanim zdołałam unieść zwierzę. – Nie trzeba – mruknął pośpiesznie, wyraźnie nie chcąc wchodzić w bliższe kontakty z wężem. Zaraz jednak zaśmiał się cicho. - Co zamierzasz z nim zrobić? Chyba nie zamierzasz go tu cały czas trzymać?
- Nie wiem. Ale nie mogę go zostawić.
- Moim zdaniem, jak go wypuścimy trochę dalej od zamku, to da sobie rade.
- Nie. - Pokręciłam przecząco głową. - Musi urosnąć.
- Zdajesz sobie sprawę, że to nie pies czy kot?
- Oczywiście. - Podniosłam wiadro i chciałam odejść, ale blondyn zagradzał mi drogę. - Możesz się przesunąć? Chciałabym przejść.
- Gdzie go zabierasz?
- Do siebie.
- Tylko uważaj z nim - rzekł zatroskanym tonem.
- Oczywiście - odpowiedziałam i poszłam w kierunku swojego pokoju, gdy nagle się odwróciłam i zawołałam chłopaka. - Armin!
- Tak?
- Mógłbyś nikomu o tym nie mówić? - poprosiłam.
- Jasne.
- Dziękuję.
- Nie ma sprawy.

Musiałam pozamykać okna w swoim pokoju oraz zakryć wszystkie szparki i zakamarki, gdyby udało się wężowi wyjść z kartonu - Armin przyniósł mi go wieczorem, mówiąc, że lepiej mi się przyda niż wiadro. No i miał racje.
Wieczorem miałam strasznie dziwny sen. Śniło mi się, że wszyscy moi przyjaciele wyszli za mąż poza mną. Gdy się obudziłam byłam w lekkim szoku, bo kompletnie nie rozumiałam tego przesłania. Nie mogłam się skupić przez cały dzień i straciłam na wszystko ochotę. To co się działo pamiętam, jak przez mgłę. Najwyraźniejszym momentem było to, jak kładłam się spać.
- Christa, wstawaj! - krzyk rozniósł się po całym pokoju, razem ze zdecydowanymi krokami w moją stronę.
Nagle poczułam silne szarpnięcie, a czyjaś dłoń próbowała usilnie wyciągnąć mnie z łóżka.
- Co ty robisz? - powiedziałam zaspanym głosem i obróciłam się w drugą stronę z zamiarem kontynuacji snu.
Hmm... Dawno nie śniło mi się nic tak przyjemnego.
- Christa, wąż zniknął! - Te słowa zadziałały na mnie, jak kubeł zimnej wody.
Natychmiast się podniosłam i spojrzałam na Armina z lekko potarganymi włosami.
- Jak to zniknął? Jesteś pewien?
- Albo śpi z tobą w łóżku, albo uciekł. - Dla upewnienia odrzuciłam kołdrę. Nie znalazłam jednak węża.
W piżamie zaczęłam rozglądać się po całym pokoju.
- I co teraz? - spytałam spanikowana.
- Miejmy nadzieję, że opuścił zamek. W przeciwnym razie...
- Ale Armin, co ty tak w ogóle tu robisz? - przerwałam mu w połowie.
- Strasznie długo nie wstawałaś, więc przyszedłem to sprawdzić.
- Rozumiem.
- Ale teraz masz chyba ważniejszy problem - zauważył.
- Wiem, wiem. Zaraz pójdę go szukać - zapewniłam i szybko zaczęłam szukać ubrań.
- Pomogę ci.
- Nie musisz.
- Ale mogę. Poza tym sama nie dasz rady.
- Dziękuje. - Armin wyszedł, a ja szybko się ubrałam i opuściłam swój pokój.
Z jednej strony chciałam znaleźć węża, ale z drugiej wolałam, aby opuścił już teren Zwiadowców. Mam nadzieję, że nikt nie odkryje, że go miałam.



~ Wybaczcie, ale ostatnio nie mam weny. Piszę, żeby nie było pusto na blogu. Mam miliony pomysłów tylko rzadko dotyczą one tego, czego powinny. Postanowiłam zrobić 2 częściowe opowiadanie, ale tylko dlatego, żeby nie wiało pustką. Może w drugiej części pojawi się drugi paring, ale nie będę niczego obiecywać. Co będzie to będzie. Mam nadzieję, że moja przyjaciółka też zacznie coś wrzucać. A zmieniając temat - jak tam w szkole? Pracy? Czy co kto tam robi. Postaram się w wolnej chwili napisać drugą część i mam nadzieję, że będzie to jak najszybciej. Mimo wszystko podejrzewam, że skończę jeszcze w tym tygodniu, bądź na początku następnego. Pozdrawiam Agusia ;**~



Postanowiłam nie robić kolejnego posta z drugą częścią.
Po prostu znajdziecie go niżej ;)
Pozdrawiam i życzę miłego czytania ;**




,,ZWINNY PROBLEM CZ.2''


Wraz z Christą podzieliliśmy sobie teren na dwie części i się rozdzieliliśmy. Nie musiałem tego robić, ale ona zawsze wszystkim pomaga, więc nic się nie stanie, jak tym razem to ona będzie osobą potrzebującą pomocy.
Christa miała szukać od pierwszego piętra wzwyż, a ja zacząłem na parterze, schodząc później do piwnic. Miałem nadzieje, że wąż ukrył się w ciemnym i wilgotnym miejscu. Niestety, jednak go nie znalazłem.
Wyszedłem na dziedziniec, gdzie po przeszukaniu wszystkiego mieliśmy się spotkać z Christą.
- I co? - Widząc jej minę, mogłem wcale nie pytać. - Może go jeszcze znajdziemy...
- Niby gdzie? - spytała rozpaczliwie.
- Możemy sprawdzić w ogrodzie, w którym go znalazłaś - zaproponowałem.
- W porządku. - Objąłem ją na pocieszenie i ruszyliśmy sprawdzić ostatnie miejsce, jakie przychodziło nam do głowy.
- Nic nie ma. Może w trawie? - Z nadzieją przycupnęła i zaczęła szperać pośród zieleni.
Ja tymczasem zbliżyłem się do drzewa. Początkowo chciałem się na nim oprzeć, ale nagle coś zawisło mi przed twarzą.
Zaskoczony krzyknąłem i upadłem na Christe.
- Znalazłeś go! - Niewzruszona naszą pozycją, zawiesiła mi ręce na szyje i mocno przytuliła.
- Em... - Czułem ciepło na policzkach, ale z powagą spojrzałem na dziewczynę. - Tylko... to nie ten wąż.
- Jak to?
- Ten jest większy - wydukałem.
Szybko zdałem sobie sprawę, w co się wpakowaliśmy.
- Większy... - szepnęła. Wyglądało na to, że przetrawia w głowie moje słowa. - Czyli to jest...
- Mamusia albo tatuś i również tym razem nie interesuje mnie płeć. Chodźmy!
Szybko się podniosłem i pomogłem wstać dziewczynie. Jak najszybciej wróciliśmy do kwatery Oddziału Zwiadowców.
- Myślisz, że wściekł się, bo szukał dziecka?
- Możliwe. Ale mogło być też tak, że chciała je ochronić.
- Może.
- Jak na razie się nie dowiemy.
- Zrobiło się późno - zauważyła.
Odprowadziłem Christe do pokoju, a następnie wróciłem do swojego. Zmęczony chodzeniem bez celu, poszedłem się przebrać. Gdy podniosłem kołdrę, ujrzałem pod nią znajomego węża.
- Chyba pomyliłeś pokoje - skomentowałem. - I łóżka zresztą też.
Wąż zasyczał w odpowiedzi i wpełzał się pod moje łóżko. Nie wychodził dość długo, więc pod nie zajrzałem i zobaczyłem małą dziurę. Była jednak na tyle duża, by wąż mógł tam bez problemu wejść.
- Wróciłeś! - usłyszałem krzyk Christy.
Uśmiechnąłem się pod nosem i położyłem w końcu spać. Nagle poczułem coś gładkiego, co po mnie pełzało i po chwili znowu ujrzałem węża, który miał zawieszony przy oczach sznurek z kartką.
- Do mnie nie musiałeś wracać. - Zabrałem kartkę, na której pisało:

,, Dziękuje za wszystko.
Ch.
P.S To świetny sposób na komunikacje.''


Odpisałem:

Nie ma sprawy.
P.S Również szybki, ale mało przyjemny.''




~Gdyby wagary nie były takie nudne, to nie dokończyłabym tego tak szybko. Jak widać wszystko ma plusy i minusy. Musicie mi chyba dawać większe konkrety, co do opowiadania. Bo wcześniej była kaczka, a teraz wąż. Kto będzie następny?! Aż strach myśleć... Hihihihi na razie ;) ~



Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.


5 komentarzy:

  1. Oh, właśnie się zastanawiałam, czy żyjesz. I wiesz co? Śniło mi się, że coś wrzucisz. I to niedawno. WoW, genialna tak bardzo, WoW. Opowiadanie fajne, tylko szkoda, że tak krótkie. Armin~. Cieszę się, że o nim piszesz, bo bardzo go lubię. Za to nie cierpię Christy. Zaskoczenie? Tak, ktoś może jej nie lubić. Lubię być oryginalna. To ten. Trzymam kciuki za twoją koleżankę, bo jak nie napisze w najbliższym czasie, to wyślę tam Jean'a, żeby ją postraszył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no. Niektóre sny się spełniają ;) Albo telepatycznie kazałaś mi coś wrzucić, bo to ostatnio spokoju mi nie dawało :D Ja tam nic nie mam do Christy, jest mi po prostu obojętna. Wole gdy bohaterki są pewne siebie (ale bez przesady), i umieją sobie radzić same (ale naprawdę umieją, a nie twierdzą, że umieją, a okazuje się, że nie i kończy się płaczem). Dlatego jak oglądam haremy, to tylko ze względu na męskie postacie. Damskie dla mnie są takie same. Czemu Jean'a? Nie lepiej Leviego? Myślę, że załatwił by ten problem raz, a dobrze ;)

      Usuń
    2. A jakoś tak. Żą to moja ulubiona postać męska w SnK. No i ta jego końska twarz. Potrafi być przerażająca. What is it, Eren?

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Wróciłam ;_; Nawet dzisiaj wypuściłam one-shot'a

      Usuń