piątek, 29 sierpnia 2014

One-shot od Agusia ,,To nie ja, to nie ty''




Dziękuję za tego ,,kopniaczka przed wrześniem''.
Paring Eren x Petra.
Zamówienie od Silver Cornflower.
Komedii...dużo i to w moim wykonaniu? *huehuehuehue*
Uprzejmie informuje, że nie odpowiadam za to, co tutaj zobaczycie lub przeczytacie ;)
A więc, robicie to na własną odpowiedzialność.







,,TO NIE JA, TO NIE TY''


Poniedziałek. Właśnie tego dnia dotarliśmy wszyscy do starej siedziby oddziału Zwiadowców. Tutaj mieliśmy za zadanie ukryć i przypilnować Erena Jaeger.
Stałam właśnie przy Auruo, przyglądając mu się sceptycznie.
Z kolei młody brunet przyglądał się nam.

- Język mnie boli - jęczał mój towarzysz.
- To spotyka tych, którzy gadają podczas jazdy na koniu!
- Ważne jest pierwsze wrażenie. Nowy prawie narobił w gacie - rzekł z dumom.
- Myślę, że zaskoczyła go twoja głupota. - Pokręciła ze zrezygnowaniem głową.
- Wszystko idzie zgodnie z planem.
- Nigdy nie mówiłeś w ten sposób. - Uniosłam pytająco jedną brew. - Jeżeli starasz się naśladować kaprala Leviego, to lepiej przestań. W ogóle nie jesteś taki jak on.
- Chcesz mną rządzić, Petra? Nie jesteśmy jeszcze małżeństwem.
- Obyś odgryzł swój język i się nim udławił - wycedziłam zimnym tonem. - Ciągle tylko gadasz, ile to Tytanów zabiłeś.
- Nie martw się - rzucił lekko i dodał. - Was też mogę pochwalić.
- Jakby to było potrzebne. - Pokręciłam zniechęcona głową.
- Bo w zasadzie jest - rzekł i spojrzał wymownie na Erena, który zajmował się swoim koniem.
Wychodziło na to, że wszystko słyszał, bo zdecydowanie się trochę zapeszył.
- Jesteś żałosny - powiedziałam do Auruo.
Chłopak i tak wygląda na zagubionego, a ten imbecyl nie musi wszystkiego pogarszać.

Właśnie dostaliśmy rozkazy. Może trudno uwierzyć, ale dotyczyły one sprzątania. Gdyby jednak zobaczyło się na własne oczy, jak wygląda ten stary zamek, to na pewno nie byłoby żadnych wątpliwości - ogromny, potężny i strasznie zakurzony.

- Chodź, Eren! - Szybko chwyciłam go pod ramię i ciągnęłam w stronę budynku.
Nie miałam ochoty dalej towarzyszyć Auruo, a tym bardziej kontynuować z nim dyskusji.
- Nie lubisz go? - zapytał nagle.
Rozluźniłam nieco ucisk i rzekłam.
- Nie, to nie tak. Po prostu jeśli kłócisz się z idiotą, on najprawdopodobniej robi dokładnie to samo.
- Więc nie chcesz się zniżać do takiego poziomu.
- Dokładnie.

Zaciągnęłam go na najwyższe piętra, którymi miałam się zająć. Zdjęłam brązową kurtkę, Eren po chwili zrobił to samo. Przez myśl mi przeszło czy jeśli zrobiłabym to samo, ale z inną częścią ubioru, to czy by ją powtórzył?
Pokręciłam głową.
Przecież to głupie.
Wykonałam kilka kroków w stronę okna, w celu otwarcia ich aby się trochę wywietrzyło. Zanim doszłam poczułam, że coś mam w bucie. Skrzywiłam się lekko, usiadłam na drewnianym krześle i zdjęłam lewego buta. Odwróciłam podeszwą do góry i... spostrzegłam, że chłopak też nie ma jednego obuwia.

- Co jest? - spytałam, marszcząc przy tym brwi.
- Ale co? - Przechylił głowę na jedną stronę.
- No to. - Wskazałam na jego gołą stopę.
- Coś nie tak?
Spuściłam głowę, westchnęłam i spróbowałam jeszcze raz.
- Dlaczego ściągnąłeś buta?
- Myślałem, że skoro ty tak robisz, to ja też mam.
Wyglądał na poważnego. A ja miałam minę, jakby ktoś oznajmił, że jestem zaręczona z Auruo.
- Dlaczego? - Uniosłam zdziwiona jedną brew. - Jeśli zacznę się rozbierać też to zrobisz?
- Tak - odpowiedział spokojnie.
Otworzyłam szerzej oczy. O mało mi nie wyskoczyły. I jestem w stu procentach pewna, że zrobiłam się cała czerwona.
Strasznie mi ciepło.
Mogłam najpierw otworzyć to przeklęte okno.
- Czemu?
- Żeby nie było ci głupio, tak samej nago stać.
Nie wiedziałam czy się cieszyć, czy może płakać. Ale po chwili ciszy nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
- To miłe z twojej strony. - Brunet też się zaśmiał. - Ale teraz może weźmy się do sprzątania.

Chwyciłam za miotłę, a Eren za zmiotkę z piór. Mimo że nie rozmawialiśmy już, to co chwila chichotałam pod nosem.
- Znasz to uczucie? - spytał nagle poważnym tonem.
- Jakie?
- Kiedy patrzysz na kogoś i wiesz, że on nie czuje tego co ty?
- Nie - odpowiedziałam i zerknęłam w jego stronę. - A ty?
- Też nie.
Skrzywiłam się.
- To czemu oto pytałeś?
- Z ciekawości.
- Aha... - Ponownie spojrzałam w jego stronę. - Dobrze się czujesz?
- Można tak powiedzieć.
- Zrobiliśmy już sporo, więc może pójdziesz odpocząć.
- A gdzie mogę spać?
Już chciałam mu odpowiedzieć, że na łóżku, ale coś innego mnie podkusiło.
- W szafie.
- Szafie?
- Tak - odparłam siląc się na poważny ton.
- Ale ty ze mną.
- A to niby czemu?
- A czemu by nie? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Bo w szafie się nie śpi... - Zabrzmiało to bardziej jak pytanie niż stwierdzenie.
- Właśnie. Więc czemu mam tam spać? Na dodatek sam?
- W łóżku też śpi się samemu - odpowiadam, ale pod wpływem jego spojrzenia dodaje. - Zazwyczaj... Dobra, dobra. Żartowałam. - Uniosłam ręce na znak, że się poddaje. - Twój pokój jest w piwnicach.
- Znowu podziemia?
- A co? Wolisz jednak szafę? - Zaśmiałam się cicho.
- Tak - odpowiedział całkiem poważnie.
- To możesz spać w szafie, która jest w twoim pokoju - ucięłam krótko i zabrałam swoją kurtkę.
Bez słowa wyszłam, ale zaraz się cofnęłam.
- Zapomniałaś czegoś? - spytał zakładając swoją marynarkę.
- Tak. Ciebie - odpowiedziałam. - Chodź, bo inaczej spędzisz tu całą noc, jak kapral zobaczy to miejsce.
- Dlaczego?
- Taki duży, a ciągle pyta ,,dlaczego?'' - Wywróciłam teatralnie oczami. - Bo taki jest i już. Nie jesteś przypadkiem głodny?
- Bardzo. - Spuścił nagle wzrok.
- To idziemy do kuchni.

Jakoś tak dziwnie się przy nim zachowuję. Może dlatego, że jest to dla mnie nowa sytuacja? Fakt, że w oddziale Zwiadowców jest sporo dziwaków i wariatów, ale na takiego jak on jeszcze nie natrafiłam i nie wiem jak reagować.
Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam kiedy opuściliśmy schody i zaczęliśmy podążać szarym korytarzem. Wszędzie zrobiło się ciemniej. Skręciliśmy w lewo. W pomieszczeniu nie było nikogo poza panią Hanji.

- Dobry wieczór - przywitałam się z brunetką. - Już pani przyjechała?
- Tak, nie mogłam się po prostu doczekać - odpowiedziała na pozór spokojnie. - Witaj, Eren.
- Dobry.
- Przyszliście coś zjeść?
- Tak - powstrzymałam się od powiedzenia, że do jakiś celów służy kuchnia. Nie chciałam być niemiła. - Na co masz ochotę, Eren?
- Nie wiem.
Zmarszczyłam lekko brwi. Zastanawiając się, czemu tak nagle przygasł?
- Ja zjem kilka rogalików, chcesz?
- Poproszę - odpowiedział.
- I jak podoba się wam zamek? - odezwała się Hanji.
- Jest wspaniały i... - Zaczyna Eren.
- ...Zaniedbany - kończę.
- Hej, Eren - Kiedy usłyszałam, że brunetka odzywa się tylko do chłopaka, odwracam się w stronę kobiety lekko zaciekawiona. - Prowadzę badania nad dwoma Tytanami, których złapaliśmy w mieście. Chciałabym, byś mi jutro pomógł. Przyszłam prosić o zgodę.
Przygryzam lekko wargę. Ale się nie odzywam.
- Eksperyment? - pyta chłopak. - Co będę robić?
- Coś niesamowitego! - kobieta wykrzykuje podekscytowana.
- Nie mogę sam o tym decydować, nie mam takich kompetencji.
A może masz rozdwojenie jaźni? Jego obecne zachowanie, to przeciwieństwo tego poprzedniego.
- Petra - brunetka zwraca się tym razem do mnie. - Czy Levi zaplanował dla niego coś na jutro?
- Sprzątanie dziedzińca - odpowiadam bezbarwnym tonem.
- A więc postanowione! - mówi niewzruszona i chwyta dłoń bruneta. - Do zobaczenia jutro, Eren!
- Tak - wyjąkał. - Ale czym właściwie są te eksperymenty na Tytanach? - Nie widzę twarzy pani Zoe, ale jestem pewna, że właśnie iskrzy się szaleństwo w jej oczach. Chłopak zdziwiony, podejmuje kolejną próbę. - Czym właściwie są te eksperymenty...
- Przestań. Nie pytaj - szepcze cicho. Co bardziej brzmi jak łkanie albo błaganie.
- Aaaa... Wiedziałam - jest już za późno. - wiedziałam, że będziesz chciał wiedzieć.

Nie chcę tego słuchać ani widzieć. Kątem oka rzucam spojrzenie na złączone dłonie pani Hanji z Erenem. Odwracam się na pięcie i bez słowa wychodzę z kuchni.
Kolejny dzień pod tytułem ,,Sama nie wiem, czego chcę''.
Po wszystkich porannych czynnościach nie mam ochoty na jedzenie. Chodź zdaje sobie sprawę, że bardziej nie chcę wchodzić do kuchni. Nie wiem czemu. Nie rozumiem swojego wczorajszego zachowania.
Wychodzę z budynku i zaczynam oddychać porannym powietrzem.

- Dzień dobry, Petra! - Odwracam się, mimo że to nie potrzebne. Wiem do kogo należy ten głos.
- Cześć Eren.
- Nie jesteś głodna? Nie byłaś na śniadaniu.
- Najadłam się wystarczająco wczoraj. - Coś mnie zakuło, gdy pomyślałam o ,,wczoraj''.
W tej samej chwili zauważam jak kapral wychodzi ze stodoły, a w tym samym momencie, jak z pod ziemi wyrasta pani Zoe i zawiesza się na nim.
- Są ze sobą blisko? - pyta brunet.
- Może...
- Miłość musi być fajna.
- Wiesz, że miłość to tylko chemiczna reakcja zachodząca w mózgu pod wpływem zwiększonej ilości fenyloetyloaminy, prawda?
- Czyli... Nie wierzysz w miłość?
- To przed chwilą odpowiedziałam - rzuciłam odchodząc.
Poszłam do kantorku po sprzęt do sprzątania. Czymś trzeba zająć myśli.
- Pomóc ci? - pyta Auruo.
- Nie, dzięki - odpowiadam oschle. - Z tego co wiem, masz inne rzeczy do roboty.
- Naprawdę? Dobrze, że się tak mną interesujesz.
- Na chwilę zapomniałam...
- O czym?
- O tym, że jesteś głupi. - Wymijam go i ruszam w stronę dziedzińca.
- Ktoś tu widzę ma zły humor. - Próbuje zrównać ze mną kroku. - Wstałaś lewą nogą?
- Nie. Ręką wiesz!
- Nie wiedziałem, że tak można - rzuca drwiąco.
- Serio? To już nie pamiętasz, jak próbowałeś wstać z łóżka kiedy byłeś po pijaku? - odpłacam się tym samym tonem.
- Ciekawszą kwestią jest to, że byłaś w moim pokoju - uśmiecha się szeroko.
- Cały oddział był, żeby się ponabijać. Nie czuję się wyróżniona - zakończam temat i zatrzymuję się na dziedzińcu.
Wzdycham. Poszedł sobie. W sumie trochę mi lżej, kiedy się na kimś wyżyłam.
- Och, jesteś w końcu. - Spoglądam na pełne ulgi szmaragdowe oczy. - W porządku?
- Tak.
- Na pewno?
- Tak! Zajmijmy się w końcu sprzątaniem!
- Petra... Czy wszystko...
- Moja miłość, była tylko wypadkiem przy pracy, nie przejmuj się! - Kiedy już wypowiedziałam te słowa, dopiero wtedy zrozumiałam co powiedziałam. Ale jest już za późno, żeby to cofnąć. Próbuje się poprawić. Ratować swą godność. - To znaczy... Uwielbiam cię w sposób, którego nie umiem sprecyzować.
Chłopak zaczyna się śmiać. Czuję, że się czerwienie i odwracam głowę.
- To chyba jest właśnie miłość.
- Czemu chyba?
- Bo ja umiem sprecyzować sposób, w jaki cię lubię.
- To znaczy? - Spoglądam wprost w jego oczy.
- Słodka choroba nosząca twoje imię.


~ O matko! Tym razem poszłam w dialogi. Ale trudne to było :/ Mogłabym prosić, żeby zamówienia nie były tematycznie jedno po drugim. (Muszę zrzucić na coś winę za tę porażkę). Bo poprzednie też wiązało się z dołączeniem dopiero do oddziału Zwiadowców i teraz też tak miało być. Więc jeszcze świeżo się czuję po ostatnim opowiadaniu, więc teraz to mogłam schrzanić. (Pff, mogłam. Pewnie, że schrzaniłam). Przepraszam, że nie zrobiłam dłuższego i brak tego zszokowanego oddziału, ale (może to dziwne), jadę jeszcze gdzieś na parę dni przed rozpoczęciem roku i nie miałabym czasu ani sposobu na pisanie, więc jest jak jest. Mam nadzieję, że moja przyjaciółka poprawi sytuacje swoimi opowiadaniami ;) (Na pewno poprawi). Pozdrawiam wszystkich i życzę udanego powrotu do szkoły. Chyba, że ktoś już nie chodzi do szkoły, więc... Szczęścia w życiu. Wszystkim nam się zresztą przyda ;) Całusy, Agusia ;** ~



Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.


2 komentarze:

  1. Tak, wyrobiłaś się ♥. Petra x Eren taaak ♥. Komedia w tym była, więc zadanie zaliczone. Iten moment: " P:Jeśli zacznę się rozbierać też to zrobisz? E: Tak". O matko chciałabym to zobaczyć. Eren ty zboczeńcu no. A cu byś zrobił jakbyście się już rozebrali? I jeszcze bardzo fajny był ten fragment o szafie. Poza tym Eren to taki słodki idiota, a w Twoim opowiadaniu to już w ogóle. No i Auruo... taki idiota, że nie mogę. No, teraz muszę wymyślić jakiś nowy pomysł. Coś oryginalnego. W razie kryzysu nie zawaham się użyć Sasha x Dowódca. A tak poza tym, widziałaś ten obraze, w (bodajże) poprzednim komentarzu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko O.O Takie połączenie było by dziwne, jak i zarazem ciekawe. Dziękuje bardzo ^^ Tak, widziałam ;)

      Usuń