niedziela, 24 sierpnia 2014

One-shot od Agusia ,,Nie uwierzę, póki nie poczuje''




A myślałam, że nie dam się już zaskoczyć.
Cóż zrobić... T_T
Tym razem zamówienie od Ernestyna Kubala.
Paring Levi x femEren.
Nieraz widziałam Erena w wersji damskiej, ale nigdy nie przyszło mi o tym pisać.
Jednak to nie wszystko...
Mikasa będzie mężczyzną!
Eh, co ja stworzyłam? ;_;
Sama nie jestem pewna.
Oddaje to w wasze ręce.











,,NIE UWIERZĘ, PÓKI NIE POCZUJE''


Dawna siedziba Oddziału Zwiadowców to stary zamek, który został przez nich odbudowany. Wygląda imponująco, ale jest daleko od murów i rzek, przez co stał się zupełnie nieprzydatny. Historia tego miejsca sięga początków Oddziału, kiedy to ideały były najważniejsze. Kto by pomyślał, że znów zostanie użyty, ale tym razem po to, aby mnie ukryć.
Rozglądałam się po otoczeniu z ciekawością. Jednak kiedy spojrzałam za siebie, ujrzałam zimny wzrok Kaprala, którym mógłby przebić mnie na wylot. Speszona odwróciłam głowę i ponownie patrzyłam przed siebie. Jeden ze Zwiadowców Auruo (jeśli mnie pamięć nie myli), opowiedział mi wszystko o tym miejscu, po czym, chwilę później, prawie odgryzł sobie język. Ci ludzie, którzy ze mną są, tworzą jednostkę specjalną Oddziału Zwiadowców, znaną jako Drużyna Leviego.
Petra Ral: 10 zabitych Tytanów, 46 asyst. Auruo Bossard: 39 zdjętych, 9 asyst. Erd Gin: 14 zdjętych, 32 asysty. Gunter Schultz: zabił 7, asystował przy 40.

To najlepsi z najlepszych.

To elita Oddziału Zwiadowców, osobiście wybrana przez Kaprala Leviego.

Jeżeli wpadnę w szał, to właśnie oni mnie zabiją.



Gdy dotarliśmy na miejsce od razu zajęłam się swoim koniem, przy okazji przysłuchałam się rozmowie Leviego z Petrą. Nie widziałam ich, bo byłam odwrócona tyłem, ale i tak dość dobrze słyszałam.
- Pełno tu zielska. Wygląda okropnie. Dawno nikt z niego nie korzystał. Wewnątrz jest pewnie dużo kurzu - wymieniała dziewczyna.
- To poważny problem. Musimy natychmiast się tym zająć - odpowiedział swoim bezbarwnym, ale nad wyraz chłodnym głosem Kapral.
Zdziwiło mnie, że wszyscy bez jakiegokolwiek sprzeciwu przerwali swoje czynności i przygotowywali się do sprzątania. Wyglądało na to, że nawet bez słów potrafią się dogadać. Nadal bezradnie stałam przy swoim koniu, przyglądając im się zdezorientowana.
- A ty, co cobie myślisz? Ciebie czeka najwięcej pracy, nie jesteś tutaj na wakacjach. - Zamrugałam zdziwiona. Tera nie dziwiłam się ich posłuszeństwu. Słysząc głos Leviego, nie dało się go zignorować, a tym bardziej sprzeciwić.
-T-Tak jest.
Szybko pognałam na najwyższe piętro, aby pomóc Petrze. Erd i Gunter zajmowali się natomiast oknami, a Auruo... W sumie to nie mam pojęcia, co on robił.



Po półtorej godzinie zeszłam parę stóp niżej, gdzie powinien znajdować się Kapral.
- Skończyłyśmy czyścić górne piętra - poinformowałam go, wchodząc do niedużego pomieszczenia, w którym mężczyzna pozbywał się kurzu z żyrandolu.
Na głowię miał białą chustę, jak i też na twarzy, żeby zakrywała mu usta.
- Gdzie będę spała? - zapytałam po chwili milczenia.
- Twój pokój jest w piwnicach.
- Znowu podziemia? - jęknęłam, unosząc przy tym oczy ku górze.
- Jeszcze nie panujesz nad sobą całkowicie. Jeśli tam przez sen zmienisz się w Tytana, będziemy mogli szybko zareagować. To jeden z warunków twojego przybycia tutaj. Musisz się ich trzymać - upomniał mnie. Spoglądaliśmy sobie w oczy w zupełnej ciszy. W końcu dodał: - Rozejrzę się po pokojach. Ten jest twój.
- Oczywiście. - Spuściłam głowę w dół, kiedy Kapral wyszedł.
Po zniknięciu mężczyzny od razu pojawiła się Petra.
- Wyglądasz na rozczarowaną.
- Tak? Nie zauważyłabym własnych zmian nastroju - trochę zbyt gwałtowanie zareagowałam, ale na szczęście dziewczyna się tym nie przejęła.
- To Kapral Levi ustala tutaj zasady.
- Nie mam nic przeciwko, ale... Naprawdę wyglądam na rozczarowaną? - zapytałam smutnym głosem.
Spojrzałam na nią z niemą prośbą.
- Nic dziwnego. Nie wydaje się taki wspaniały, jak mówią plotki, prawda? Prawdziwy Levi jest bardziej nerwowy i brutalny, niż się innym wydaje.
- Zaskoczyło mnie to, że bez żadnego ,,ale'' wykonuje rozkazy przełożonych - wyznałam.
- Myślałaś, że jest tak potężny i wpływowy, że ma wszystkich gdzieś?
- Tak - odparłam nieco zażenowana, że tak szybko mnie rozgryziono. - Sądziłam, że nie będzie przyjmować od nikogo rozkazów.
- Nie znam szczegółów, ale wcześniej mógł być taki jak mówisz. Zanim dołączył do Oddziału Zwiadowców, był jednym ze zbirów działających w podziemiu stolicy.
- Dlaczego ktoś taki...
- Nie wiem, co się stało - przerwała mi grzecznie rudowłosa. - Dowódca Erwin wziął go do Oddziału Zwiadowców.
- Dowódca?
- Ej! - Podskoczyłam zaskoczona. Nagle w progu pojawił się główny temat naszej rozmowy. - Posprzątaj jeszcze raz.
- Ale... - chciałam oponować, ale tym razem spojrzał na mnie takim wzrokiem, który mógłby zabić na miejscu. Spróbowałam się, więc bronić. - Petra mi poma....
- Nie obchodzi mnie to - rzucił i znowu odszedł.
Nie rozumiem jak ja mogłam kogoś takiego podziwiać?
Lekko zgarbiona wróciłam na górę. Z ręką na sercu przyrzekłabym, że jest czysto, ale wiedziałam, że nie ma sensu się kłócić z Kapralem.
Wykonam rozkaz i będę mieć to z głowy.
Niestety, za każdym razem, gdy przychodził Levi, robił skwaszoną minę i kazał mi zacząć wszystko jeszcze raz. Nabrałam aż ochoty, żeby wyskoczyć przez okno. Jednak gdy tylko zbliżyłam się do szyb bliżej, niż na dziesięć kroków, słyszałam uwagę, by natychmiast się oddalić. Nie wiem czy Kapral czyta w myślach, czy nie chciał po prostu, abym wybrudziła te okna. Ale kto to wie?



Spać poszłam dopiero po trzeciej wieczorem. Moje łóżko, które do najmiększych nie należało, teraz straciło na znaczeniu. Nie wiem, co takiego zrobiłam, ale już o szóstej miałam być na nogach. Kapral zagroził, że jeśli nie wstanę, wyleje na mnie wiadro zimnej wody i po tym też będę musiała posprzątać.
Kiedy w końcu udało mi się wstać i ubrać, ruszyłam za mężczyzną, przecierając oczy i ziewając.
- Dlaczego musiałam tak wcześnie wstawać? - spytałam ospałym głosem.
- Ponieważ o takiej porze się wstaje.
- Ale położyłam się trzy godziny temu! - Tak, owszem, podniosłam głos na Kaprala, ale śpiąca nie jestem sobą.
- Gdybyś się tak nie guzdrała, to szybciej byś się położyła.
Temat na tym się właśnie skończył. Zauważyłam, że to zawsze Levi musi mieć ostatnie słowo, co zaczyna mnie powoli irytować.
Oczywiście, ten wspaniały dzień spędziłam w piwnicach. Kapral powiedział, że sam poradził sobie z tymi piętrami, a moje krzywe ręce nadadzą się tylko w miejscu, gdzie rzadko kto przychodzi. Nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać.



Wieczorem każdy mięsień mnie bolał, nawet te, o których istnieniu dotychczas nie zdawałam sobie sprawy.
Kolejne kilka dni wyglądało tak samo, aż w końcu zamiast położyć się spać, poszłam do kuchni, aby coś zjeść. Myślałam, że nikogo tam nie spotkam, ale się myliłam - Petra właśnie kończyła swoją kolację.
- Cześć - odezwała się pierwsza. Jak dla mnie, mogła się w ogóle nie odzywać. - Jak się trzymasz?
- Nie za dobrze - odburknęłam w odpowiedzi.
- Domyślam się.
- Na pewno nie! To nie nad tobą stoi Kapral Levi i palcem wskazuję, gdzie co pominęłaś. Nie dodaję złośliwych i kąśliwych uwag ani nie każe sprzątać tego samego miejsca z tysiąc razy! - Nie chciałam wylewać swojej frustracji, a tym bardziej wyżywać się na Petrze, ale dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak długo to w sobie trzymałam. Gdybym teraz tego z siebie nie wyrzuciła, to chyba bym wybuchła albo - co gorsza - wygarnęła to wszystko Kapralowi.
- Może spójrz na to z innej strony - rzekła nad wyraz spokojnie, co mnie jeszcze bardziej rozjuszyło.
- Jakiej? - spytałam zirytowana.
- Kapral poświęca ci bardzo dużo uwagi, jak i swojego czasu.
- Jeśli to ma być ta dobra strona... - nie dokończyłam, bo do kuchni wszedł nie kto inny jak Levi.
Kto jak kto, ale on ma nieziemskie wyczucie czasu.
Pożegnałam się z dziewczyną i szybko się ewakuowałam. Gdy próbowałam zasnąć, nie wiedziałam kogo mam przeklinać - siebie za to, że nie wzięłam jedzenia, czy Kaprala, bo to w sumie jego wina, że musiał w takim momencie przyjść do kuchni.



Następnego dnia znowu miałam ,,miłą'' pobudkę i tym razem musiałam myć okna. Za pomocą sprzętu do trójwymiarowego manewru było to całkiem łatwe i praktyczne. Mimo że Levi został na dole, to i tak mówił mi, gdzie są smugi. Albo ma taki nawyk, albo piekielnie dobry wzrok.
Niedługo później zakręciło mi się w głowię, a żołądek strasznie wykręcił. Zanim się spostrzegłam leciałam w dół, ale nie miałam siły, aby cokolwiek z tym zrobić.
W ostatniej chwili ktoś mnie złapał i trochę boleśnie spadliśmy na ziemie. Kiedy już oprzytomniałam, siedziałam na bruku, a naprzeciwko mnie znajdował się Kapral. Oboje byliśmy związani przez linki od sprzętu do trójwymiarowego manewru. Mieliśmy problem by się rozwiązać, ponieważ moje były zaplątane z jego. Kiedy którekolwiek z nas chciało się poruszyć, to sznurki ściskały tego drugiego. Nie mogliśmy, więc wstać, abym ja czy on wstał i wezwał kogoś do pomocy.
- Nie ma wyboru - westchnął Kapral. Po chwili podniósł mnie, chwycił za uda i przycisnął do siebie. Aby nie polecieć do tyłu zawiesiłam mu ręce na jego szyi. - Musimy iść do reszty, żeby przecięli te liny.
Kiwnęłam tylko w odpowiedzi głową, którą od razu ukryłam, bo poczułam, że się czerwienie. Na dodatek zrobiło mi się strasznie ciepło. Gorzej pewnie wyglądałam, gdy wyobrażałam sobie miny reszty, kiedy nas tak zobaczą.



Ha! Na szczęście tego uniknęłam. Nawet nie zauważyłam, kiedy straciłam przytomność. Obudziłam się dopiero w jednym z pokoi. Odzyskawszy ostrość zdziwiłam się, że w pomieszczeniu jest jakaś brunetka, ale... Skądś ją kojarzyłam...
- Och, obudziłaś się w końcu! - Natychmiast stanęła przy mnie, a wtedy od razu rozpoznałam te dzikość w oczach. - Pamiętasz mnie?
- Pani Hanji Zoe, prawda? - spytałam, próbując się podnieść.
- Zgadza się. Zaraz przyniosą ci coś do jedzenia.
- Co się stało?
- Wygląda na to, że głodowałaś przez jakiś czas. Nie wiesz, że żołnierze muszą jadać? Szczególnie przy ciężkich pracach.
- Nie miałam na to czasu - odpowiedziałam szczerze.
- Teraz to nadrobimy, ale postaraj się, aby taka sytuacja się nie powtórzyła. Zdajesz sobie sprawę, że w twoim wypadku to dość spory problem.
- Bo mogłabym zmienić się w Tytana i zacząć zjadać ludzi? - rzekłam ironicznie bez cienia żartobliwości.
- Tytani nie jedzą ludzi by się posilić, więc myślę, że to nie za wiele by dało - odparła całkowicie poważnie.
- Rozumiem.
- Zaraz wrócę. Nie ruszaj się stąd. Za chwile ktoś przyniesie ci coś do jedzenia - rzuciła już praktycznie wychodząc.
- Dobrze - odpowiedziałam w tym samym momencie, w którym zamknęła drzwi.
Niedługo później rozległ się dźwięk pukania. Rzuciłam coś od niechcenia i Kapral wszedł do pokoju. Prawie oczy mi wyskoczyły, gdy go zobaczyłam niosącego srebrną tace.
- Już ci lepiej? - zapytał, a mi przez myśl przeszło pytanie, czy nie mam przypadkiem omamów. - Masz to i jedz.
Kto by pomyślał, że można tak szybko rozwiać czyjeś wątpliwości.
- Dobrze, dziękuję.
Najpierw uzupełniłam płyny pijąc herbatę i jedząc bardzo smaczną zupę.
Kapral natomiast nic nie mówił, wyglądał jak rzeźba.
- A z tobą wszystko w porządku?
- Ta.
- Mhm... - nie wiedziałam, co więcej mogłabym dodać, więc zajęłam się dalszym jedzeniem.
Czułam się bardzo niezręcznie i trochę głupio. Miał taką miną, że byłam w stanie mu darować te wszystkie akcje ze sprzątaniem.
Chciałabym, żeby znowu wyglądał tak jak zwykle.
- Przepraszam... - To słowo zostało wypowiedziane tak cicho, że nie byłam pewna czy w ogóle padło. Spojrzałam na Leviego, który teraz również na mnie patrzył. - Za ten wypadek i te wszystkie ciężkie prace.
- Nie przejmuj się, to nic takiego. Przecież to mój obowiązek jako żołnierza. A wypadek był moją winą, to ja przez swoją nieuwagę...
- To ja zleciłem ci tyle zadań, które cię tak wykończyły i doprowadziły do takiego stanu.
- Ale to ty mnie uratowałeś, więc wszystko jest już dobrze. - Wyciągnęłam dłoń w jego stronę. - Zgoda?
Początkowo wyglądał, jakby się wahał, ale chwycił moją rękę. Najpierw delikatnie uścisnął, a potem pociągnął tak, że poleciałam prosto na niego. Poczułam na wargach jego usta. Widziałam jak ma zamknięte oczy. Zrobiło mi się strasznie ciepło. Nie wiem co było gorsze, że to mój pierwszy pocałunek, czy że mi się podobało. Kiedy już się od siebie odsunęliśmy, chciałam coś powiedzieć, ale w tym samym momencie do pokoju wróciła pani Zoe.
- Och, Levi! Co ty tutaj robisz?
- Przyniosłem to. - Kiwnął głową na pustą tace i skierował się w stronę drzwi.
- Już idziesz? - zdziwiła się brunetka.
- A co mam tu robić? - rzekł, a kiedy nie uzyskał odpowiedzi chwycił za klamkę.
- Do zobaczenia Levi, dziękuję! - wykrzyknęłam w ostatniej chwili, zanim znikł.
- Widzę, że dogadujesz się z Levim.
- Można tak powiedzieć - odpowiedziałam wymijająco.



Po tamtym pocałunku był jeszcze jeden w stodole, kiedy musiałam nakarmić wszystkie wierzchowce. Nie ma zbytnio, o czym mówić, było to tak nagłe i niespodziewane jak ten poprzedni. Przez to wszystko, gdy tylko widzę Kaprala czerwienie się jak burak i paplam głupoty.



Później sprawy przybrały całkiem ciekawy obrót. Kapral trochę mi darował te obowiązki. Dobra, bardzo mi umilił życie, którego celem były obecnie tylko treningi. Teraz nie opuszczałam żadnych posiłków - tego również Levi pilnował.
W końcu nadszedł dzień, w którym do Oddziału mieli dołączyć nowi kadeci. Długo czekałam na tą chwilę. Bardzo stęskniłam się za swoimi przyjaciółmi.
- Hej! - Pozostawiłam zdziwionego Auruo, z którym wyszłam po nowych kadetów i skierowałam swe kroki w stronę przyjaciół. - Co tam u was?
- Wszystko w porządku, a u ciebie? - spytał Armin.
- Również całkiem dobrze.
- Na pewno? Wyglądasz jakoś... Inaczej? - Mikas dziwnie się na mnie patrzył.
- Serio? - Zakłopotana lekko przetarłam tył głowy. - Wszyscy dołączyliście do Oddziału Zwiadowców?
- Tak, ale poza...
- Annie, Marco i Jeanem - przerwałam blondynowi.
- Ja też tu jestem - usłyszałam znajomy głos za sobą.
- Jean?! Ty też?! A więc tylko Annie i Marco...
- Marco nie żyję - uciął mi zimno.
- Eh?
- No proszę. My tu będziemy ginęli za ciebie, a ty nawet nie będziesz o tym wiedziała.
Trochę mnie to zabolało, ale starałam się tego nie okazać.
Później oprowadziłam swoich przyjaciół po całym korpusie. Towarzyszył mi przy tym Auruo, bo nie mogę sama poruszać się po terenie. Mikas kilka razy wypytywał mnie co robiłam, kiedy ich nie było. Naprawdę nie dawał za wygraną. W końcu opowiedział mu i Arminowi, co tutaj porabiałam - nie wliczając tego, jak dużo czasu spędzałam z Kapralem. Nie długo potem zaczęliśmy pierwsze przygotowania do wyprawy za mur.



~ Przepraszam, że tak marnie to zakończyłam -,- *Kącik marudzeń Agusi* Dość dużo się działo, nie miałam kiedy porządnie się zastanowić, a im dłużej myślałam tym bardziej mnie głowa bolała. ,,Mikas'', jestem zajebista :D Nie no, sorry, Mikasa nie za bardzo mi tu pasowała i nie wiedziałam jak napisać, więc zrobiłam tak ^^ Gomenasai. Następnym razem bardziej się postaram. Pozdrawiam Agusia ;** ~



Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.


8 komentarzy:

  1. Jejku jak ja dawno u Ciebie nie byłam ;d Twój blog jest niesamowity, kocham taką tematykę i ta akcja;d W opowiadaniu lubię Armina, wydaję się być naprawdę w porządku, poza tym masz talent, niesamowity talent, uwielbiam jak piszesz. Zapraszam również i do mnie, bo troszkę wzięłam się do pracy i odnowiłam bloga http://trudny-wybor.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ^^ Chętnie zajrzę ;) Nie mogłam wcześniej wejść, bo zgubiłam kartkę na której miałam napisane nazwy blogów i rozdziały, przy których skończyłam. Dziękuje za link, wejdę na pewno.

      Usuń
  2. Taaak, jednak ten kopniaczek pomógł. Kocham, kocham. Eren jako dziewczyna mnie nawet nie irytuje. W anime mógłby być dziewczyną o podobnym imieniu, to bym go (ją?) shipowała z Liwajem * i tak shipuję*. Nie no, bardzo mi się podobało opowiadanie, jak zawsze. Tylko zastanawiam się, czy na początku celowo użyłaś czasu teraźniejszego, a później pisałaś w przeszłym? Ależ jestem spostrzegawcza. Poza tym ten obrazek jest taki genialny♥. Tylko Erenka jakoś taka płaska się wydaje xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? To nie :D Pisałam to opowiadanie z przerwą i za pierwszym razem napisałam w czasie teraźniejszym, a za drugim razem w przeszłym. Uznałam, że w sumie nie jest tak źle i zostawiłam *nie chciało mi się tego zmieniać -,-* Dziękuję ^^ Mnie też się tak wydaje :D

      Usuń
  3. A tak w ogóle... Nie ma za co, paczaj, co znalazłam: http://a.disquscdn.com/uploads/mediaembed/images/1252/8980/original.jpg?w=600&h

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz bardzo ciekawie. Tyle mogę powiedzieć.

    Nowy, czwarty rozdział na http://pamietam-wczoraj.blogspot.com/
    W końcu i nareszcie dodany. Zapraszam do czytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo :) Na pewno zajrzę ^^

      Usuń
  5. Cieszę się, że to napisałaś :) dziękuję 💓 /Ernestyna Pleszyńska (Kubala)

    OdpowiedzUsuń