piątek, 15 sierpnia 2014

One-shot od Agusia ,,Pomagając tobie, pomagam i sobie''




Kolejne opowiadanie *chwila na krótki zaciesz* ^^
Tym razem z paringiem Armin x Mikasa.
Na zamówienie Suga Senpai.
Powiem tylko tyle, że było to niezłe wyzwanie.
Jak już dostaje jakieś zamówienie to nie potrafię się na niczym skupić, póki w głowię nie stworze jakiegoś planu na fabułę.
Ma to swoje plus, jak i minusy.
Jakoś udało mi się coś wymyślić.
Wybaczcie mi za to, co zaraz przeczytacie ;)











,,POMAGAJĄC TOBIE, POMAGAM I SOBIE''


Kolejne ciepłe wiosenne popołudnie.
Rok 851.
- Dlaczego Mikasa jest taka przygnębiona? - spytałem bardziej sam siebie, ale Jean, z którym musiałem dziś umyć wszystkie okna, był na tyle miły, by udzielić mi odpowiedzi.
- Pewnie znowu przez tego durnia Erena! - wykrzyczał z niesmakiem, robiąc smugi na szybach.
- Mógłbyś robić to uważniej? Chyba nie chcesz, aby Kapral Levi kazał nam je myć jeszcze raz?
- Wybacz, Armin. Po prostu nie mogę patrzeć na tak przybitą Mikasę!
- W sumie to ja też. - Wcale mu się nie dziwiłem.
Dziewczyna właśnie zamiatała dziedziniec. Nawet przy tak błahej czynności poruszała się zgrabnie i zwinnie, co nie ukrywało jej cienia smutku na twarzy.
- To może z nią porozmawiaj? - rzucił nagle Jean.
- Eh?
- Sam próbowałem, ale skończyło się jeszcze gorzej niż zwykle. Może tobie się uda, w końcu dłużej się znacie.
- Racja. - Miałem nadzieję, że najpierw porozmawiam o tym z Erenem, ale chyba nici z tego.
To prawda, że bywa narwany i mówi to, co mu ślina na język przyniesie. Kto wie czy nie pogorszy sprawy.
Odłożyłem płyn oraz ścierkę i ruszyłem ku wyjściu.
- Ej! Armin! Nie miałem na myśli abyś od razu tam szedł!
- Wrócę za chwilę - odparłem na pożegnanie i zacząłem powoli kierować się w stronę dworu.

Czułem się lekko zdenerwowany, kiedy szedłem w jej stronę. Ku mojemu zdziwieniu spostrzegłem, że czarnowłosa nie ma swojego szalika na szyi. A nad wyraz dobrze pamiętałem, że dziewczyna nigdy się z nim nie roztaje. Dziwne było też to, że nawet mnie nie zauważyła.
- Część Mikasa - rzekłem stojąc tuż za nią, jednak nie odpowiedziała. - Mikasa? - Delikatnie dotknąłem jej ramienia, a sekundę później leżałem plackiem na ziemi.
- Armin, dlaczego mnie zachodzisz od tyłu?
- Wołałem cię, ale nie reagowałaś - odparłem rozmasowując tył głowy.
- Naprawdę? Wybacz, wszystko w porządku? - spytała troskliwie i kucnęła przy mnie. - Dasz radę wstać?
- Tak, nic mi nie jest. - Wstając otrzepałem spodnie i prostując się, spojrzałem na przyjaciółkę. - I jak ci idzie?
- W zasadzie już skończyłam.
- Rozumiem. A więc chcesz iść ze mną na obiad? - Lekko się uśmiechnąłem. ,,Przepraszam Jean'', rzekłem w duchu.
- W sumie jestem trochę głodna. Z chęcią pójdę.

Kiwnąłem tylko głową i razem z dziewczyną ruszyliśmy do kuchni. Sala była pusta, ale tylko dlatego, że nikt nie skończył swoich zajęć poza nami, albo raczej poza Mikasą. Czego się nie robi dla przyjaciół.
Westchnąłem cicho.

- A więc? Co chcesz zjeść?
- Cokolwiek - odparła chłodno szarooka.
- Co powiesz na zupę?
- Może być. Ja tymczasem zrobię herbatę.

Po niespełna półgodzinach zasiedliśmy do stołu. Pierwszy raz od dłuższego czasu zobaczyłem uśmiech na twarzy czarnowłosej. Mikasa nawet chciała wiedzieć jak przygotowałem tą zupę, ale stwierdziłem, że nie uchylę jej nawet rąbka tajemnicy.

- Jeżeli ci smakuje, to możesz częściej jeść ze mną obiad.
- Bardzo chętnie.

Jedliśmy w ciszy i spokoju. W końcu zdałem sobie sprawę, że już najwyższy czas porozmawiać o tym, czemu jest smutna, zanim wrócą pozostali.

- Mikasa, dlaczego nie masz swojego czerwonego szalika? Znamy się bardzo długo i nigdy się z nim nie rozstawałaś. Coś się stało? - spytałem delikatnie, a dziewczynie zaszkliły się oczy.
- Ostatnio trochę... Tak trochę, nie mogę się dogadać z Erenem... - zaczęła powoli tłumaczyć. - To nieco skomplikowane. On twierdzi, że jestem zbyt nadopiekuńcza... I parę innych rzeczy też mi ostatnio powiedział i... - Głos się jej załamał.
- Mikasa? Eren cię skrzywdził? - Strasznie się zaniepokoiłem widząc ją w takim stanie.
Czułem też lekkie ukłucie, że podejrzewam o coś takiego swojego przyjaciela.
- Nie, nie skrzywdził mnie... Ja po prostu...za bardzo się chyba przejmuję - odparła powoli i spokojnie. - Może po prostu powiedział mi prawdę...że nigdy nie znajdę sobie miłości - rzekła łamiącym się głosem.
- Nie martw się. Eren na pewno wcale tak nie myśli. Zawsze coś głupiego palnie i nie pomyśli o tym, aż nie dostrzeże skutków. - Mimo moich szczerych chęci, wydawało mi się, że moje słowa wcale do niej nie dochodzą.
Przez myśl mi przeszło, żeby ją przytulić. Nawet zacząłem do niej podchodzić, ale wtedy do kuchni zaczęli już wchodzić pierwsi Zwiadowcy. Położyłem jej tylko dłoń na ramieniu, a ona spojrzała na mnie smutnym oraz zimnym wzrokiem.

- Armin... - zaczęła, ale w tym samym momencie pojawił się przy nas Eren.
- Hej, co robicie? - spytał zaczepnie, jak gdyby nigdy nic.
- Właśnie skończyliśmy z Mikasą obiad - odpowiedziałem spokojnie.
- Eh, tak szybko?
- Tylko dlatego, że nie dokończyliśmy sprzątania.
- Będziecie mieć kłopoty jak kapral Levi się dowie - głos bruneta zawierał nutkę strachu i grozy.
- Racja, dlatego my już idziemy. Chodź Mikasa. - Szybko pociągnąłem dziewczynę ku górze tak, że znajdowała się w pozycji stojącej. Potem wziąłem ją pod ramię i wyprowadziłem z kuchni.
Po drodze ujrzałem zdziwione spojrzenie Jeana, które skrywało wyraźną urazę. Zatrzymaliśmy się dopiero wtedy, gdy wyszliśmy na zewnątrz.

- Armin, nie skończyłeś swojej pracy?
- Nie do końca, ale Jean sobie świetnie poradził - odpowiedziałem starając się, aby mój głos zabrzmiał naturalnie.
- Rozumiem... Dziękuję - wyszeptała tak cicho, że ledwo usłyszałem.
- Nie ma sprawy, w końcu jesteśmy przyjaciółmi - odparłem, uśmiechając się do niej przekonująco. - A teraz wybacz. Mam oddzielną prace w swoim pokoju. Trzymaj się - rzuciłem odchodząc.
- Jasne, nawzajem.

Poczułem lekkie ukłucie w klatce piersiowej, że zostawiam ją teraz tak samom. Jednak nazbierało mi się trochę papierkowej roboty i pewnie nie zmrużę dzisiaj nawet oka.
Niedługo potem siedziałem zza drewnianym, jasnobrązowym biurkiem, schylając się nad stertą papierów. Tak to jest jak wszyscy chcą znać twoje zdanie na różnorakie sprawy i tematy.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.

- Proszę - rzuciłem od niechcenia, zastanawiając się kto mi przeszkadza. Błagałem w duchu, aby to nie była kolejna sterta papierów. - Och, Mikasa? Coś się stało?
- Część Armin, mogę wejść?
- Pewnie. - Dziewczyna pewnie podeszła i stanęła po drugiej stronie biurka. - W czym mogę pomóc?
- Tym razem, to ja chciałam pomóc tobie.
- Mnie?
- Tak. Odwdzięczyć się za dzisiaj.
- Nie musisz. - Sam się zdziwiłem jak sztucznie to zabrzmiało. Co zmęczenie robi z człowiekiem. - Dziękuję.
- Co mam robić?
- Ta sterta - wskazałem na najbliższy stos: - to zwykłe raporty. Muszę je przejrzeć i ustalić w czyje ręce mają trafić.
- W jakim sensie?
- Wszystkie papiery nie mogą iść bezpośrednio do dowódcy. Czy sprawy dotyczące rachunków są jego obowiązkiem?
- Nie, księgowego.
- Właśnie. Teraz rozumiesz?
- Tak, ale gdzie mogę usiąść?
- Na kanapie, jeśli ci to nie przeszkadza.
- Oczywiście, że nie - odparła i z niezwykłą łatwością podniosła stertę kartek i zabrała ją ze sobą na sofę.

W sumie bardzo ucieszyłem się z pomocy Mikasy. Teraz jak miała konkretne i ważne zajęcie, nie skupiała się na Erenie ani niczym innym. Wyglądało też na to, że nie jest już aż tak smutna. Może...

- Rozmawiałaś z Erenem? - Nie mogłem się powstrzymać, mimo że powinienem. Niestety, ale ciekawość zwyciężyła.
- Nie - odpowiedziała bezbarwnym tonem.
- Serio? A wydajesz się mniej smutna - rzuciłem nagle.
,,Może to zasługa Jeana? W końcu udało mu się z nią normalnie porozmawiać?'', pytałem sam siebie w myślach.
- To dzięki tobie - rzekła cicho.
- Naprawdę? Cieszę się, że pomogłem.
- Zawsze nam pomagasz - mnie i Erenowi. - Niespodziewanie odwróciła się w moją stronę i spojrzała ciepło. - Jesteś niezastąpiony, Armin.
- P-Przeceniasz mnie - odparłem i czułem jak płoną mi policzki. Pochyliłem się z powrotem nad kartką i ukryłem twarz za kurtyną blond włosów. - Ale dziękuję.

Później już się do siebie nie odzywaliśmy. Kiedy spojrzałem na zegar dostrzegłem, że jest już po północy, a przede mną jeszcze masa pracy. Wtedy mój wzrok utkwił w postaci siedzącej na kanapie.

- Mikasa - nie odpowiedziała i nawet nie drgnęła. Wstałem i podszedłem bliżej. - Mikasa?
Wtedy dostrzegłem, że dziewczyna śpi. Oczy miała zamknięte, a usta lekko uchylone. Powoli i równomiernie unosiła się jej klatka piersiowa. Grzywka odstawała lekko, a cały ten widok był naprawdę uroczy.
,,O czym ja myślę?'', zganiłem się w myślach i poszedłem po jakiś koc. Następnie przykryłem nim dziewczynę i przez chwilę przyglądałem się jej śpiącej twarzy. Nagle się pochyliłem i pocałowałem ją w czoło. Gdy zaczęła się wiercić szybko wróciłem na swoje miejsce za biurkiem. Na szczęście się nie obudziła, a ja wróciłem do pracy.

Później to mnie obudziły promienie słońca. Przetarłem ręką oczy. Zasnąłem przy biurku, a po chwili coś zsunęło mi się z ramion - to był koc, którym przykryłem wieczorem Mikasę. Rozejrzałem się po pokoju, ale po dziewczynie ślad zniknął. Natomiast na biurku leżała mała kartka, na której poznałem pismo dziewczyny.

Wybacz, nie za wiele ci pomogłam. W ramach rekompensaty powiedziałam kapralowi Leviemu, że się źle czujesz i ja zajmę się twoimi obowiązkami. Proszę, abyś został dzisiaj w łóżku i odpoczywał.
Mikasa.

Przez dobrą chwilę nie mogłem w to uwierzyć, więc kilka razy przeczytałem tekst.
Czułem się głupio.
Wczoraj Jean musiał dokańczać pracę sam, a dzisiaj Mikasa robiła wszystko za mnie.
,,Jednak jeśli wyjdę z pokoju i przyłapie mnie kapral, to oboje będziemy mieć problemy. Mikasa wiedziała komu, o czym powiedzieć''.
Za sprawą prośby dziewczyny, umyłem się, przebrałem i położyłem do łóżka.

Następnego dnia jak się obudziłem, zauważyłem na moim biurku tace z kanapkami i herbatą. Zdziwiony wstałem i spojrzałem na dołączoną do tego wiadomość.

Pewnie od wczoraj nic nie jadłeś.
Mikasa.

Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem.
,,Cała Mikasa, krótko i na temat''.
Wypadało by się odwdzięczyć, przecież nie musiała tego robić. Co nie zmienia faktu, że to miłe z jej strony.
Szybko zjadłem i się ubrałem, a potem ruszyłem na poszukiwania dziewczyny.

- Arlert. - Odwróciłem się i ujrzałem kaprala. - Już się lepiej czujesz?
- Tak, o wiele. Troszkę się tylko przepracowałem.
- Rozumiem, ale na wszelki wypadek nie nadwyrężaj się dzisiaj - ,,nadwyrężaj''? Co mu Mikasa powiedziała?
- Oczywiście, a widział pan dzisiaj Mikasę?
- Zajmuję się sprzątaniem piwnic.
- Dobrze, dziękuję. - Kiwnąłem na pożegnanie głową i ruszyłem w stronę budynku.

W podziemiach wszędzie bez wyjątku był kurz. Z nie smakiem zacisnąłem usta i zmarszczyłem brwi. W końcu zauważyłem Mikasę, która trzymała zmiotkę z piór i próbowała poskromić rzędy pajęczyn. Szło jej całkiem nieźle, ale jednej nie mogła dosięgnąć.

- Chodź, pomogę ci. Sama chyba sobie nie dajesz rady, co? - Dziewczyna kichnęła i odwróciła się zdziwiona, ale po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- A jak mi pomożesz?
- Podniosę cię i tyle. - Tym razem jej spojrzenie aż samo za siebie mówiło, że bierze mnie za wariata.
- Jestem ciężka... Podobno.
- Spokojnie, zobaczymy.
Schyliłem się i złapałem ją za łydki, a po chwili Mikasa siedziała mi na ramionach. Dziewczyna zaczęła zmiatać pajęczyny wraz z kurzami, aż nagle zaczęła drżeć i kichać. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i po dość długiej walce oboje padliśmy na podłogę. Mikasa skończyła zamortyzowana na mojej klatce, a ja niechybnie uderzyłem się o kilka desek. Przez chwile leżeliśmy zszokowani w takiej pozycji patrząc sobie w oczy.
Nagle moja twarz zaczęła zbliżać się do jej. Zanim jednak do czegoś doszło, ktoś wszedł do piwnicy.

- Hej, Mikasa! Przyszedłem ci... - przerwał nagle zdziwiony Eren, widząc nas w takiej pozycji. - ... pomóc. - Dokończył patrząc na nas, jakbyśmy robili coś niemoralnego. - Co wy robicie?!
- Nic takiego - odpowiedziałem zmieszany.
- Serio?! - Złość i ironia zabrzmiały w głosie bruneta.
Mikasa zaczęła powoli się podnosić.
- Tak. Armin przyszedł mi pomóc - odparła spokojnie.
- A więc to jest pomoc? - rzucił pogardliwie.
- Spokojnie. Skoro ty też przyszedłeś pomóc, to zabierzmy się do roboty.

Brunet tylko prychnął w odpowiedzi, ale wziął miotłę i zaczął zamiatać. Mikasa dalej zajmowała się kurzem, który czaił się po kątach, a ja na końcu myłem podłogi.
Gdy skończyliśmy, każde z nas wróciło w swoją stronę, aby się nieco odświeżyć.
,,Jak miałem niby wyjaśnić całą sytuacje Erenowi? A czy w ogóle musiałem ją wyjaśniać? Przecież to jego nie dotyczyło. A Mikasa i ja, mamy prawo do... Do czego w sumie? Żeby być razem?'', przerwałem swoje rozmyślania i postanowiłem iść coś zjeść.
Po drodze zauważyłem czarnowłosą dziewczynę, która siedziała samotnie pod drzewem. Bez wahania ruszyłem w jej stronę.

- Hej, co porabiasz? - rzuciłem zaczepnie.
- A nic takiego.
- Dlaczego nie idziesz czegoś zjeść?
- Nie jestem głodna.
- Ale musisz jeść - uśmiechnąłem się do niej, ale dziewczyna nadal patrzała w przestrzeń. - Wszystko gra?
- Nie jestem pewna. - Po chwili spojrzała na mnie, a ja usiadłem obok niej.
- Wiesz, że mnie możesz powiedzieć?
- Nawet coś co dotyczy ciebie?
- Chyba wtedy tym bardziej powinnaś mi o tym powiedzieć. - Zachichotałem nerwowo.
- Nagle zaczęłam się przy tobie czuć inaczej niż zwykle. Tak...dobrze. Nie, żebym wcześniej się tak nie czuła, ale... - zawiesiła nagle głos. - Wiesz o co chodzi, prawda?
- Tak. - Patrzałem przed siebie, ale dostrzegłem kątem oka jak na mnie patrzy. - Czuje się tak samo.
- I co z tym zrobimy? Ja... Nie chcę by Eren czuł się przez to źle.
- Ja też, ale nie sądzisz, że najwyższy czas pomyśleć też o sobie? - Widziałem, że nie jest przekonana, ale czemu tu się dziwić. Od zawsze była zapatrzona głównie w Erenie i teraz nie wie czy to dobrze, gdy ktoś inny zajmuję jego miejsce. - Mikasa... - Dziewczyna niepewnie spojrzała na mnie, a wtedy pochyliłem się i ją pocałowałem.
Nie trwało to długo, ale wystarczająco.
Zdziwiona się lekko odsunęła, a na jej policzki wdarł się rumieniec. Uśmiechnąłem się i wstałem powoli.
- Zastanów się nad tym Mikasa. Tym razem decyzje powierzam tobie i cokolwiek zdecydujesz, ja to uszanuje.
Odwróciłem się wtedy na pięcie, ostatni raz spojrzałem na nią i odszedłem.



~Nie wiem co napisać. Chyba tylko tyle, że się starałam. Nie zjadajcie T_T Paskudnie smakuje (nieprawda). Jak zwykle pozdrawiam wiernych czytelników i zachęcam do komentowania~



Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.



6 komentarzy:

  1. O rany, szybka jesteś. Piszę to drugi raz, ale... ty naprawdę jesteś szybka. Raz zdarzyło mi się pomyśleć o tym paringu. Raz, a może dwa. Może to całkiem ciekawy i fajny paring, jednak wolę Armina z Annie, a Mikasę z... Na pewno nie z Jeanem ani Erenem. Ani Levim. Nie mam pojęcia. Ewentualnie z Erenem, skoro MUSI już z kimś być. Z Jeanem też nie wyglądałaby źle. Wracając. Masz ładny styl pisania. Błędów nigdy nie szukam (no, może czasami). Biedny Żą, musiał sam sobie poradzić z obowiązkami. ZUy Armin. Eren, który wali prosto z mostu i to, co mu ślina na język przyniesie. W dodatku nie zastanawia się nad skutkami i czasem nie myśli o tym, co mówi, tylko coś palnie. Przykład- 2 OVA. "Coś się stało Dżambo?"( albo Jeaneczku, już nie pamiętam). Możliwe, że powiedział coś innego, ale jego pieszczotliwe przezwisko było tam na pewno. I to spojrzenie Jeana (możliwe,że je sobie wymyśliłam). Uwielbiam i czekam na więcej. Po ciężkim dniu miło jest coś takiego przeczytać.♥ Aww ubóstwiam to serducho --->♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe tak jak już wspomniałam - kiedy dostaje zamówienie nie umiem się na niczym skupić, póki nie wymyśle jakieś fabuły do opowiadania. A więc dla dobra wszystkich robię regularnie. *Piąteczka* Ja zawsze łącze pary typu dziewczyna i chłopak. W sumie też wole Armina z Annie, ale tylko w opowiadaniach, nie wiem czemu O.o Z poglądem na Mikasę, również się z Tobą zgadzam. Ładny? Dziękuję, dla mnie jest jakiś inny. Szczerze, to kiedyś tyle razy za błędy zostałam zjechana, że teraz przed publikacją czytam tekst z kilka razy, aby się upewnić czy wszystko dobrze i poprawnie napisałam. Wtedy w godzinach, w których publikuje widać efekty. Jeszcze raz dziękuję ;)

      Usuń
  2. Nie spodziewałam się tego ff tak szybko. Kocham ten pairing, bo jest taki nie typowy. Typowy Eren...najpierw mówi potem myśli. Musiał się nie źle zdziwić jak złapał tę dwójkę w takiej pozycji, w ciemnej piwnicy. Właśnie o takie opowiadanie mi chodziło, chociaż Levi mnie trochę zaskoczył był taki kochany. Czekam na kolejne opowiadanie i życzę weny ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, nietypowy paring. Nigdy razem nie łączyłam Mikasy i Armina, więc trochę się bałam, że źle to wszystko przedstawię. Ach, Levi *-* W końcu troszczy się o innych, ale nie lubi tego pokazywać. Dziękuję bardzo i ogromnie się cieszę. Mam nadzieję, że inne opowiadania również przypadną do gustu.

      Usuń
  3. Wow
    świetnie napisane! I pomysł megaśny! A ta stytuacja z piwnicą i reakcja Erena wygrała wszystko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, miło Cię tutaj widzieć ^^
      Dziękuję~
      To jedno z moich pierwszych opublikowanych opowiadań, więc jest dla mnie bardzo sentymentalne.
      Cieszę się, jeśli się podobało ^^

      Usuń