czwartek, 14 sierpnia 2014

One-shot od Agusia ,,Przypadek naszym przeznaczeniem''




Mój drugi one-shot, jak i zamówienie ( to logiczne, ale kit z tym).
Na prośbę Silver Cornflower.
Paring: Levi x Petra.
Powiem szczerze, że miałam tyle wizji, że nie wiem, jak coś takiego wyszło ;)
Nie zapomnę mojego wybuchu śmiechu, gdy zdałam sobie sprawę, że zamiast ,,pan Levi'' napisałam ,,pani Levi''. Najpierw się śmiałam, a potem błagałam o przebaczenie, by Levi mnie za to nie udusił.
Ani nie zrobił inspekcji pokoju O_O
Życzę wszystkim miłego czytania.


P.S Uwielbiam ten obrazek *-* Nie mogłam się powstrzymać <3











,,PRZYPADEK NASZYM PRZEZNACZENIEM''



Kolejny dzień w szkole. Na zewnątrz było tak pięknie, a ja z resztą klasy siedziałam na lekcji matematyki.
- Tak wyglądają poszczególne wzory - tłumaczyła profesor, Hanji. - A dzięki nim możemy... -urwała nagle.
Wywróciłam teatralnie oczami, a znaczna część klasy westchnęła. Nie miałam żadnych zarzutów, co do stylu prowadzenia lekcji innych nauczycieli, jednak pani Hanji należała do wyjątków.
- Policzyć promień, pole, a nawet powierzchnie dowolnej figury. Spójrzcie! - kobieta zaczęła mówić coraz szybciej. Jej głos brzmiał tak, jakby czuła się podniecona. Przypatrywałam się jej uważnie, zastanawiając się czy za chwilę nie zacznie dyszeć. - Czyż to nie wspaniałe?! W matematyce wszystko jest takie ciekawe i tajemnicze. Uwielbiam ją za to!
Miałam racje. Profesor Zoe, zaczęła dyszeć jak parowóz i trząść się niczym galaretka.
- Wygląda jakby umierała - wyszeptał Armin, który siedział w pierwszej ławce.
- Jak dla mnie, to nie wygląda jak umierający człowiek - rzekł Eren, zajmujący krzesło o dwa miejsca za swoim przyjacielem.
- Fuj! Znowu zaczęła jej ślina z ust lecieć - odparł z obrzydzeniem Auruo.
Odwróciłam się. Siedział od razu za mną. Z premedytacją uderzyłam go moim zeszytem w głowę.
- Au! Za co? - jęknął, łapiąc się za obolałe miejsce.
- Nie mów takich rzeczy głośno - wysyczałam, po czym na powrót usiadłam przodem do tablicy.
- Co? C-C-C-Co? Co się dzieje? - Kobieta zaczęła rozglądać się zdezorientowana po sali.
- Znowu pani odpłynęła - powiedział znudzonym głosem Jean. - Jak ktoś taki może uczyć w szkole? - dodał ciszej.
- Jest przyjaciółką dyrektora, więc czego się dziwisz?
- Cicho siedź, Bossard! - Znowu odwróciłam się do chłopaka siedzącego za mną.
- Petra, skarbie. Nie jesteś jeszcze moją żoną, by mi rozkazywać.
- I bez tej pozycji nie może - odezwał się nagle, Erd.
- Nie zmienia to faktu, że powinien trzymać język za zębami - poparł mnie, Gunter.
- Przecież trzymam język za... - zamilkł, a klasa wybuchła śmiechem, ponieważ znowu ugryzł się w język.
- Dobrze, dość już tego. - Pani Hanji klasnęła w dłonie. Wyglądało na to, że już się uspokoiła. - Auruo wytrzyj krew z ławki, a my wracamy do lekcji.
Nadal wszyscy chichotali pod nosami, a nauczycielka udawała, że tego nie widzi i niewzruszona dalej prowadziła zajęcia.
W końcu zabrzmiał dzwonek i nastał czas na przerwę obiadową. Wpakowałam do torby niepotrzebne rzeczy, gdy do sali weszła z powrotem profesorka.
- Gdzie jest przewodnicząca tej klasy? - spytała stojąc u progu drzwi.
- Tu jestem. - Wstałam i spojrzałam wyczekująco na brunetkę.
- Na biurku leżą papiery, które trzeba zanieść do pokoju nauczycielskiego. Zajmij się tym, proszę.
- Nie jest ich za dużo? - zapytałam, kiedy mój wzrok padł na ogromną stertę kartek.
- Może trochę. Pomogłabym ci, ale mam coś do załatwienia u dyrektora, wybacz. - Nie dając mi szansy na odpowiedź, kobieta znikła tak szybko jak się pojawiła.
Westchnęłam zrezygnowana i podeszłam do stoiska nauczyciela.
- ,,Coś do załatwienia'', a więc tak to się teraz nazywa - Auruo zarechotał, a kilka innych osób mu zawtórowało. Ledwo podniosłam stertę papierów i skierowałam się z nią ku wyjściu. - Może ci pomóc?
- Wolałabym szybciej, aby Tytani mnie pożarli - odpowiedziałam z nutą pogardy.
- Kim są Tytani?
Wyszłam już z klasy, więc nie miałam ani szansy, ani ochoty mu odpowiadać. Co chwila przechylałam się to na jedną, to na drugą stronę. Nie wiedziałam jak mam zanieść te papiery na drugie piętro.
Jakimś cudem doszłam do schodów, ale gdy tylko postawiłam stopę na pierwszym stopniu poleciałam do tyłu. To sobie polecę, pomyślałam, ale tak się nie stało. Zdziwiona spojrzałam na silnie zbudowaną postać, która obejmowała mnie w pasie.
- Powinnaś bardziej uważać - odparł spokojnie nauczyciel wf-u, pan Levi.
Jego czarne włosy jak zwykle były idealnie ułożone, a kobaltowe oczy pełne tajemnic. Przez chwilę tak w nich zatonęłam, że gdy tylko to sobie uświadomiłam, poczułam jak się muszę strasznie czerwienić.
Odsunęłam się od mężczyzny i drżącym głosem wyszeptałam jakieś podziękowania. Nigdy nie rozumiałam, czemu się przy nim tak zachowuje.
- Czemu niesiesz to wszystko sama?
- Pani Zoe kazała mi to zanieść do pokoju nauczycielskiego, ale musiała coś załatwić z dyrektorem, dlatego nie mogła mi pomóc - odpowiedziałam na jednym wydechu.
- Głupia okularnica. - Lekko drgnęłam na dźwięk tych słów. Nauczyciel Ackerman zawsze mówił, co myślał i był boleśnie szczery oraz mądry. Aż ciężko uwierzyć, że jest zwykłym wuefistą. - Pośpiesz się. Pomogę ci to zanieść.
Otrząsnęłam się z rozmyślań i zaczęłam zbierać kartki. Niewyobrażalnie szybko to zrobiłam. Spojrzałam na mężczyznę, który trzymał w rękach znacznie większą część, niż tą, którą ja niosłam.
,,Dlatego tak szybko pozbierałam, bo nie miałam tak naprawdę czego''.
Trzymając niewielki pliczek w dłoniach, podążałam za panem Levim do pokoju nauczycielskiego. Kiedy zbliżaliśmy się do drzwi chciałam go wyprzedzić, aby nie musiał ich otwierać, ale było to bez znaczenia, bo sam już sobie poradził. Zdziwiona patrzałam jak wchodzi do pomieszczenia.
- Petra, na co czekasz? - Na dźwięk jego głosu szybko weszłam do pokoju. - A ty, co tu robisz? - Podążyłam za wzrokiem nauczyciela, który utkwił w brunetce. - Podobno miałaś być u dyrektora.
- Coś ważniejszego mi wypadło - odparła niezrażona kobieta i kiedy spojrzała na mnie dodała: - Jeśli się pośpieszysz, to zdążysz jeszcze coś zjeść.
- Tak - rzekłam zmieszana.
- Ja też już idę - odparł mężczyzna, kierując się do wyjścia.
- Ano, dziękuję panu za pomoc.
- Drobiazg - odpowiedział i odszedł.
- Ty też powinnaś już iść - upomniała mnie psorka.
- Tak, racja - wymamrotałam i szybko pobiegłam do klasy.
Nieważne, że nie wolno biegać. Dziwne uczucie radości mnie wypełniało, więc jak miałam iść spokojnie?


Weszłam do sali, ale nie było mi dane w spokoju zająć się jedzeniem. Większość osób już skończyła i siedziała na ławkach rozmawiając. Mój wzrok powędrował w kierunku większej, niż zwykle grupki chłopaków, w którego centrum znajdował się Auruo. ,,Coś dziwnego'', pomyślałam i zbliżyłam się trochę do nich. Kiedy ujrzałam magazyn, na którego okładce jest naga kobieta, natychmiast odsunęłam dwoje chłopaków torując sobie drogę do blondyna i wyrwałam mu czasopismo.
- Petra, co ty robisz? - zapytał zdziwiony, próbując odebrać to co mu zabrałam. - Oddaj!
- Nie! Jak możesz coś takiego przynosić do szkoły?! To zabronione i muszę to przekazać nauczycielowi!
- Petra Ral! - Nagle usłyszałam czyiś podniesiony głos - Co to jest? - spytała profesor Hanji, patrząc na mnie surowo.
- T-T-T-To nie tak jak pani myśli. Ja tylko...
- Nie spodziewałam się tego po tobie. Jako uczennica i przewodnicząca klasy, jaki ty przykład dajesz?
- Właśnie - rzucił Auruo, którego sekundę później skarciłam magazynem.
- I na dodatek jesteś agresywna - dorzuciła kobieta.
- W-Wcale nie!
- Proszę nie podnosić na mnie głosu. - Zszokowana miałam nadzieje, że to nie dzieje się naprawdę. - Dzisiaj, jak i przez całe następne dwa tygodnie, będziesz zostawała po lekcjach.
- Ale...
- Bez dyskusji! - przerwała mi tonem nie niosącym sprzeciwu. - A teraz zajmijcie swoje miejsca, wracamy do lekcji.
Nadal zdezorientowana usiadłam w ławce. Podczas kontynuowania lekcji czułam, jak Auruo kilka razy dźga mnie ołówkiem, ale obawiałam się, że jak tylko na niego spojrzę, to wydrapie mu oczy, aby nie mógł więcej czytać takich magazynów.


Reszta dnia minęła już bez dalszych rewelacji ani sensacji. Przybita zabrałam swoje rzeczy z szafki i czekałam na nauczycielkę przed salą.
W końcu przybyła, ale nie raczyła się mnie nawet zaszczycić jednym spojrzeniem. Bez słowa weszłam za nią do klasy i zajęłam swoje miejsce.
Sekundy ciągnęły się w minuty, a minuty w godziny. Chwilami bawiłam się moimi włosami, które lekko podchodziły pod rudy kolor i ledwo sięgały moich ramion. Często zakładałam kosmyki za uszy.
Nagle pani Zoe się odezwała.
- Pójdziesz do biblioteki i poszukasz mi książki z historią.
- Jaką?
- Jakąkolwiek.
- Ale...
- Po prostu idź, dobrze?
Ci nauczyciele co chwile mnie czymś zaskakiwali, a psorka to już szczególnie.
Wyszłam z sali i ruszyłam w kierunku biblioteki. Jedno z moich ulubionych miejsc, w którym unosiły się takie znane i przyjemne zapachy. Ruszyłam do działu z historią świata, gdy po drodze ujrzałam znajomą postać.
- Pan Levi? - spytałam zdziwiona. Mężczyzna podniósł wzrok znad książki. - Co pan tu robi?
- Nie wiesz, co się robi w bibliotece?
- Wiem, ale... - głupio mi było dokańczać, więc postanowiłam już nic nie mówić.
Doszłam tam, gdzie chciałam, ale ku mojej udręce półka z książkami jakiej szukałam była za wysoko. Kilka razy podskoczyłam, ale na próżno.
- Może użyj stołka, który tam stoi - nagle odezwał się mężczyzna.
Szybko skorzystałam z jego rady. Szkoda, że nic ona nie dała. Nadal nie dosięgałam.
- Ugh, co to ma być? - wyszeptałam zirytowana.
- Odsuń się, pomogę ci. - Obok mnie pojawił się pan Levi.
- N-Nie, nie trzeba. Dam sobie rade - wydukałam i ponownie spróbowałam dosięgnąć którąś z książek.
- Przecież widzę, że nie dasz.
Już chciał mi pomóc, gdy postanowiłam podskoczyć, dzięki czemu udało mi się dosięgnąć jeden z tomów. Niestety, ceną za to było stracenie równowagi i polecenie prosto na nauczyciela.
- Auu. - Podniosłam głowę i o mało nie krzyknęłam, gdy zauważyłam, że moja twarz znajduje się zaledwie kilka centymetrów od twarzy mężczyzny. - P-Przepraszam, ja nie...
- Nic ci nie jest?
- Chyba nie... to znaczy nie. - Spróbowałam się podnieść, a za mną pan Levi.
Niestety ani ja, ani on nie stanęliśmy jeszcze na równych nogach, kiedy potknęłam się o wcześniej zdobytą książkę i na powrót upadłam na nauczyciela. Jednak tym razem było inaczej, bo w pewnym momencie poczułam jak moje wargi dotykają ust wuefisty. Trwało to tylko kilka sekund, ale zdążyłam zarejestrować ich miękki i słodki smak. Tego bym się w życiu nie spodziewała. Chwila... to był mój pierwszy pocałunek!
Szybko zerwałam się na równe nogi. Zrobiło mi się strasznie gorąco.
- P-Przepraszam, ja nie...
- W porządku - odparł bezbarwnym tonem.
Mimo to, w jego spojrzeniu, coś się zmieniło. Satysfakcja?
Podał mi tom, o który się wcześniej potknęłam.
- Proszę.
- Dziękuję... - wyszeptałam. - To ja już pójdę.
Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, a nawet nie dałam szansy by ta padła. Wyszłam tak szybko z biblioteki, że aż sama się zdziwiłam, że umiem tak szybko chodzić. A może biegłam? Nie zwróciłam uwagi. Cały czas czułam na wargach ten smak. Nadal było mi strasznie ciepło. Po prostu musiałam po drodze wejść do łazienki. Zimną wodą opłukałam twarz i kiedy uznałam, że wyglądam w miarę normalnie, postanowiłam wrócić już do klasy.
Reakcja pani Zoe była zupełnie inna niż ta, której się spodziewałam.
- W końcu jesteś! A ja już odchodziłam od zmysłów, że może ci się coś stało!
- Przepraszam - rzekłam i podałam nauczycielce książkę. - Proszę.
Z powrotem zajęłam swoje miejsce. Kobieta przyglądała się przedmiotowi, który przyniosłam, tak jakby pierwszy raz widziała coś takiego na oczy.
- Może być - wyszeptała. Miałam wrażenie, że za chwile jej wzrok przebije mnie na wskroś. - Nieciekawie wyglądasz, coś się stało?
- Nie, nic - odparłam pośpiesznie. Możliwe nawet, że za szybko.
- Tak czy siak, wróć lepiej już do domu. Nie chcę mieć żadnych nieprzyjemności z twojego powodu.
Kiwnęłam potakująco głową i wyszłam z sali, a następnie ze szkoły.


Kolejnego dnia wszystko było po staremu. Niestety, dzisiaj również musiałam zostawać po zajęciach. Tym razem siedząc już w sali czekałam na psorkę. Spojrzałam na zegar. Dość długo nie przychodziła. Skoro już musiałam zostawać wolałam chociaż w towarzystwie. W tej samej chwili drzwi się otworzyły i do klasy wszedł pan Levi. Dyskretnie się uszczypnęłam. Przez całą noc nie zmrużyłam oka myśląc o nim. Może teraz śnie? Jednak nie. Zdezorientowana i spanikowana nie wiedziałam co robić i jak się zachować. Tym bardziej jak mężczyzna zajął miejsce, przy którym zwykle siadała brunetka.
- P-Przepraszam, ale gdzie pani Zoe? - ledwo co udało mi się skleić to zdanie.
- Miała ,,coś'' do załatwienia i poprosiła mnie o zastępstwo.
- Rozumiem.
- ...jak i przez następne dwa tygodnie - dokończył.
- CO?!
- To co usłyszałaś.
- A-A-A-A-A-Ale... - myślałam, że zaraz spale się ze wstydu.
Nie wiedziałam jak mam się przy nim zachowywać. Jednego byłam pewna... że muszę być czerwona jak burak.
Po dość długiej i niezręcznej ciszy odezwał się mężczyzna.
- Po co ci była ta wczorajsza książka?
- Czyżby pan nie wiedział do czego służą książki? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie i od razu pożałowałam swoich słów. - Przepraszam, nie miałam nic złego na myśli.
- Wiem. Przecież odpowiedziałem ci wczoraj podobnie.
- Tak. - Znowu oblał mnie rumieniec, kiedy przypomniałam sobie o... - Pani Hanji poprosiła mnie, abym przyniosła jej tę książkę.
- Po co?
- Nie wiem. Nawet nie podała mi żadnego konkretnego tytułu.
- Pokręcona baba.
- Może trochę... - przyznałam pod nosem.
- A lekcje prowadzi normalnie - rzekł z lekką pogardą, zmieszaną z kpiną.
- Hahaha - zachichotałam cicho. - Pani Zoe potrafi zaskoczyć. Jednak my się już do tego przyzwyczailiśmy.
- Tylko nie róbcie tego za bardzo. Jeszcze się od niej zarazicie.
- Dla niektórych jest już za późno. - Tym razem głośniej się zaśmiałam i przez chwile zdawało mi się, że pan Levi również.

Później czas bardzo szybko leciał, jak i przez następne dwa tygodnie. Nawet zrobiło mi się smutno, że nie mam dłuższej kary i nie spędzę kilku godzin na rozmowie z panem Levim. A tak bardzo chciałam więcej o nim wiedzieć i porozmawiać na tyle tematów. Życie bywa okrutne, ale też i piękne, bo mogłam spędzić tyle czasu z kimś kogo... Kogo co? Czy ja przypadkiem...
Nie, nie.
Pokręciłam przecząco głową i właśnie weszłam do szkoły. W klasie jak zwykle panował chaos, nad którym nawet pani Hanji, niewiele potrafiła zdziałać.
Zajęłam swoje miejsce i wypakowałaś niezbędne rzeczy. Nie zdążyłam zjeść śniadania, a w brzuchu powoli zaczynało mi burczeć. Postanowiłam wykorzystać okazje póki nie ma jeszcze profesor Zoe i wyjęłam kanapkę z serem i ogórem. Prawie się nią zadławiłam, kiedy do sali wszedł pan Levi. Wszyscy nagle umilkli i spojrzeli zaciekawieni na mężczyznę, który usiadł za biurkiem.
- Gdzie pani Hanji? - zapytał Auruo.
- Nie ma - odpowiedział mu nauczyciel - i nie będzie.
- Jak to? - tym razem odezwał się Jean.
- Od dzisiaj to ja będę waszym nauczycielem i wychowawcą.
Wszyscy spojrzeli po sobie przerażeni, a ja spaliłam kolejnego buraka. Chyba się do tego przyzwyczaję.
Profesor Levi spojrzał na mnie i się uśmiechnął, a ja odwzajemniłam gest. Pierwszy raz poczułam, że lubię szkołę. Nie. Polubiłam właśnie mojego nauczyciela i to nawet bardzo, bardzo. Mimo wszystko, to na pewno będzie udany rok szkolny.




~ Ta-dam. Tym razem dłuższy one-shot, z którego jestem nawet zadowolona ^^ Czy to źle? O_O Dobra, nie będę nikogo już męczyć. Mam nadzieję (jak zwykle), że się podobało i czekam na więcej zamówień. Pozdrawiam wszystkich czytelników, Agusia ;* ~




Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.





4 komentarze:

  1. Kocham to, wiesz? Petra, wiecznie zaczerwieniona uczennica i Levi- zimny nauczyciel. I ten przypadkowy pocałunek. Jednak najbardziej podobała mi się ta akcja z gazetką. Biedny Auruo. Nawet nie wie, że lepiej dla niego byłoby wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, a nie zrzucać winę na Petrę. To "dzięki" niemu dostała karę. A dzięki karze spotykała Leviego. A dzięki jednemu z tych "spotkań" pocałowała go. Świetne opowiadanie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejciu ^^ To się bardzo cieszę. Nie byłam sama do końca przekonana, bo coś za mało komedii było, ale mimo wszystko skoro ty jesteś zadowolona, to i ja również. Dziękuję i również pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pan Levi nauczyciel włefu.
    Leże i niewstaje

    OdpowiedzUsuń