środa, 13 sierpnia 2014

One-shot od Agusia ,,Dzień, w którym się poznaliśmy''




Opowiadanie dotyczące dzieciństwa Erena, Armina i Mikasy.
Na anonimowe zamówienie.
Miałam lekki dylemat od czego zacząć, ale pomysł nagle skądś przyszedł.
Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Nie przedłużając, zapraszam...











,,DZIEŃ, W KTÓRYM SIĘ POZNALIŚMY''


W naszym domu od jakiegoś czasu panowała cisza. Moi rodzice jak zwykle mieli jakieś sprawy do załatwienia w mieście, a ja zostawałem sam z dziadkiem. Nie powiem, bardzo lubiłem z nim przebywać. Prawie za każdym razem siadał na drewnianym, bujanym krześle i opowiadał o różnorakich rzeczach. Zawsze z ciekawością go słuchałem. Gdy zadawałem mu pytania, nigdy nie unikał odpowiedzi, mimo że czasem były one dość niejasne.
Tego słonecznego ranka, znów byłem z dziadkiem. Wszystko zapowiadało się po staremu, jednak coś mnie zaniepokoiło.

- Dziadku... - zacząłem nieśmiało. - Opowiesz mi coś dzisiaj?
- Nie tym razem Armin - odpowiedział bezbarwnym tonem i nawet nie raczył się na mnie spojrzeć spod okularów.
- Dlaczego?
Po dość niezręcznej ciszy odpowiedział.
- Nie znudziło ci się to?
- Oczywiście, że nie! Ja...
- Armin - przerwał mi mój dziadek. - Może pobawisz się z przyjaciółmi? Nie trać młodości na spędzanie czasu z takim staruchem jak ja.
- Ale lubię z tobą spędzać czas i... - Tutaj na chwilę głos mi się zawiesił. - ...nie mam żadnych przyjaciół.
- Nie zdobędziesz ich siedząc w domu. - Nagle spojrzał mi prosto w oczy. - Odkrywaj świat Armin. Uwierz mi, że to o wiele ciekawsze niż słuchanie o nim.

Nie odpowiedziałem, ale uwierzyłem. Powoli kiwnąłem głową i oddaliłem się od dziadka. Wiedziałem, że ma racje, ale... Nigdy nie dogadywałem się ze swoimi rówieśnikami. Skłamałbym mówiąc, że się nie boje.
Ubrałem buty i jeszcze raz spojrzałem na postać siedzącą na krześle. Nie wiem czemu, ale ten widok dodał mi lekkiej otuchy.
Chwyciłem klamkę i wziąłem głęboki wdech.

- A więc, idę zwiedzać świat - szepnąłem.
- Tylko uważaj na siebie. - Spojrzałem za siebie i zobaczyłem uśmiechającą się, pomarszczoną twarz.
Mimowolnie i ja też to zrobiłem. Mój dziadek bardzo rzadko to robił, a więc ten drobny gest również dodał mi odwagi.
Wyszedłem już bez ani cienia zwątpienia i stanąłem na piaszczystej drodze. Przyglądałem się wędrującym mieszkańcom, a po chwili mój wzrok padł na 50 metrowy mur. Ten widok budził we mnie dziwne uczucie i zmuszał do różnych przemyśleń, na które obecnie nie miałem ochoty. Zewnętrzny świat... Potrząsnąłem głową przepędzając tę myśli i zacząłem się zastanawiać, którędy by tu pójść. Nigdy nie miałem takiej potrzeby aby zwiedzać miasto, więc nie wiedziałem gdzie co jest. Postanowiłem iść na wyczucie i skręciłem w pierwszą lepszą ścieżkę.

Kolejny piękny i ciepły dzień, jednak czasem można było poczuć mocne powiewy wiatru. Właśnie przy jednym z nich, doszedł do moich uszu pewien hałas. Zaciekawiony ruszyłem w jego kierunku. Ujrzałem trzech chłopaków, którzy wyglądali na trochę starszych ode mnie. Siedzieli na brukowym murku i rozmawiali na jakiś bardzo przyjemny temat, ponieważ co chwilę wybuchali głośnym śmiechem.
Jeden z nich zauważył mnie kątem oka i uśmiech od razu zniknął z jego twarzy.

- Czego chcesz?! - rzucił w moją stronę i wtedy jego towarzyszę również na mnie spojrzeli.
- N-Nic... tylko przechodziłem tędy i usłyszałem jak się śmiejecie.
- Coś w tym dziwnego? - zapytał mnie brunet, który siedział na środku.
- Nie. - Przez chwilę zastanawiałem się nad sensownym wyjaśnieniem. - Zaciekawiło mnie to, więc...
- Jak się nazywasz? - Przerwał mi chłopak, ten sam co wcześniej mnie zauważył. Jego włosy podchodziły lekko pod siwy kolor.
- Armin. - Kiedy wypowiedziałem swoje imię, brunet zeskoczył z murka i zbliżył się w moją stronę.
Stałem zdezorientowany aż chłopak podał mi swoją rękę, przy której moja wyglądała jak 5-letniego dziecka.
- Ja jestem Braun - rzekł i wtedy uścisnąłem jego dłoń. Następnie wskazał ręką na pozostałych dwóch towarzyszy. - Ten z czarnymi włosami to Bob, a ten z krzywym spojrzeniem Will.
- Miło poznać... - Spojrzałem na chłopaka z siwymi włosami, by upewnić się, że uwaga bruneta go nie obraziła. Na szczęście wyglądał na niewzruszonego.
- Chcesz się do nas przyłączyć? - zapytał Braun i trochę za mocno klepnął mnie w plecy. O mały włos, a rozłożyłbym się na bruku jak ryba na plaży.
- C-Chętnie - odpowiedziałem, mimo uczucia niepokoju i podążyłem za nowym przyjacielem na murek. - Więc...o czym rozmawiacie?
- Widzisz tamtego gościa? - Bob wskazał palcem na stojącego, w dość sporej odległości mężczyznę ubranego w długą, czarną szatę. Kiwnąłem głową i wtedy chłopak kontynuował: - To jeden z tych, którzy czczą mury - po wypowiedzeniu tych słów, zaczął się śmiać, a pozostała dwójka mu zawtórowała.
Sam nie wierzyłem w rzeczy, które rozpowiadali ci ludzie. Ale trzeba było przyznać, że mają więcej honoru niż nie jeden człowiek. Nie widziałem w tym mężczyźnie niczego śmiesznego.
- I co w związku z tym? - spytałem już pewniejszym tonem.
- Przecież to głupie - odpowiedział.
- Może... - Uznałem, że to słaby argument, ale postanowiłem dłużej niż po pięciu minutach znajomości, nie zniechęcać ich do siebie.
- Moim zdaniem mury są niezwykłe - pierwszy raz usłyszałem głos Willa, który brzmiał dość oschle i z niską tonacją, jakby był starszy niż wyglądał.
- Nie mów, że też zamierzasz tak się ubierać i czcić mury? - rzekł z pogardą Braun.
- Zgłupiałeś?! Po prostu spójrz - taki wysoki i nie do sforsowania - odparł spokojnie Will, a reszta pokiwała potwierdzająco głowami.
- Serio tak myślisz? - Spojrzałem na niego poważnie.
- Tak, a co?
- Naiwnie tak myśleć - rzuciłem bez zastanowienia.
- Poważnie? - zapytał ironicznie, po czym obrzucił mnie nieprzychylnym spojrzeniem.
- Oczywiście. Może i na razie nie udało się nikomu przebić się przez mur, ale to nie znaczy, że zawsze będziemy bezpiecznie za nim żyli. Prędzej czy później, ludzkość będzie musiała opuścić jego ściany. - Gdy skończyłem, czyjaś ręka chwyciła mnie w kleszcze za kołnierz. - Co?
- Nie lubię ludzi z takimi poglądami - odparł zimno Will.
- To nie tylko poglądy, a szczera prawda i wkurzasz się, bo dobrze o tym wiesz.
Chłopak zacisnął pięść, a ja mimowolnie się skuliłem, przygotowując się do odebrania ciosu. Nic takiego się jednak nie zdarzyło. Miałem zamknięte oczy, a po chwili i ucisk ręki znikł. Nie wiedziałem co się dzieje i zdziwiony uchyliłem powieki. Wtedy ujrzałem Willa w pozycji kłębka na ziemi i pozostałą dwójkę trzęsącą się z przerażenia, które wylewały ich spojrzenia na drobną, czarnowłosą dziewczynkę. Wyglądała na kogoś w moim wieku. Niedaleko niej stał trochę przerastający ją wzrostem chłopak z brązowymi włosami i szmaragdowymi oczami. Po niespełna kilku sekundach, Will zerwał się do ucieczki, a za nim jego przyjaciele. Patrzyłem za nimi oniemiały, nie zdając sobie zupełnie sprawy, co się przed chwilą wydarzyło.

- Pff, banda tchórzy - odparł z niesmakiem chłopak.
- Z takimi samymi poglądami - rzekłem i wtedy dwójka nowo przybyłych spojrzała na mnie.
Przez myśl mi przeszło, czy oni w ogóle mnie wcześniej zauważyli? Ale po chwili brunet rozwiał tę wątpliwości.
- Wszystko w porządku? Zdążył cię uderzyć?
- Nie, ale co się właściwie stało?
- To wszystko zasługa Mikasy, niestety. Nie zdążyłem niczego zrobić - odpowiedział z wyraźną rezygnacją i lekkim wyrzutem. Jakby taki przebieg wydarzeń nie był mu obcy ani nie zdarzył się po raz pierwszy.
- Ponieważ jesteś zbyt lekkomyślny - odparła czarnowłosa dziewczyna, która owinęła się szczelniej czerwonym szalikiem.
- Już mi to mówiłaś - rzekł chłopak bez cienia wzruszenia. - A więc, to jest Mikasa, a ja jestem Eren. A ty?
- Armin - odpowiedziałem, dalej będąc lekko zdezorientowany. - Dziękuję, ale dlaczego mi pomogliście?
- W sprawie murów mam takie samo zdanie co ty i na dodatek nie lubię tych typków.
- Rozumiem. - Przez chwilę przetwarzałem wszystko w głowię. - Czyli interesuje cię świat zewnętrzny?
- Tak, zamierzam go kiedyś poznać - odparł rozmarzony.
- A zdajesz sobie sprawę, że tam są Tytani? - spytałem dla pewności czy nie mam do czynienia z jakimś wariatem.
- Oczywiście, że tak! - odpowiedział natychmiast. - Jednak wiem, że są tam tylko Tytani, nic więcej.
- Słyszałem od dziadka wiele historii o zewnętrznym świecie - rzuciłem bez namysłu. - To znaczy...
- Serio? - przerwał mi podekscytowany chłopak, gdy tymczasem dziewczyna nadal stała niewzruszona z pustym wzrokiem. - Opowiesz mi o nim?

Spojrzałem na niego, a potem na nią. Wyglądali na innych, na takich, którzy nie pasują do reszty. Zupełnie jak ja. Na dodatek było w nich coś, co wcale mnie nie odpychało. W końcu mi pomogli i wygląda na to, że interesują się tym samym. Bynajmniej wiem, że Eren tak. Mikasa wygląda na chłodną i tajemniczą, ale skoro przebywa z kimś tak energicznym i troszkę narwanym, na pewno musi być też przyjacielska.
Nagle się uśmiechnąłem i odpowiedziałem już zniecierpliwionemu brunetowi.

- Opowiem ci wszystko, co sam wiem.
- Świetnie! Słyszałaś Mikasa? - Nie czekając na odpowiedź, Eren zaczął podążać w nieznanym mi kierunku. - Chodźcie! Nie będziemy tu tak stać!
Spojrzałem na czarnowłosą dziewczynę, która bez słowa ruszyła w ślad za chłopakiem. Rzuciła mi przelotne spojrzenie, które nie było takie puste jak przedtem.
- Chodźmy, Armin - rzekła tym samym tonem, co wcześniej. Nawet nie zauważyłem, że nadal stoję zdziwiony. - Idziesz?
- Tak - odpowiedziałem, zrównując się z nią. - Po prostu jestem szczęśliwy, że znalazłem przyjaciół.
Wtedy zacząłem się zastanawiać czy powinienem nazywać ich tak szybko przyjaciółmi.
- Przyjemność i po naszej stronie - rzekł Eren, który nagle znalazł się tuż przed nami. - A teraz się pośpieszcie! Pójdziemy nad rzekę!
- Czemu tam? - spytałem. Nie chciałem znajdować się w pobliżu wody. Szczególnie, że nie potrafię pływać.
- Ponieważ nie jest tam tak tłoczno i nikt nie będzie słuchał, o czym mówimy - odpowiedział bardzo entuzjastycznie brunet.
Mimowolnie się uśmiechnąłem i kątem oka zauważyłem, że Mikasa również delikatnie się uśmiecha. Tak naprawdę to tylko kąciki jej ust podniosły się delikatnie ku górze. Mimo to, liczy się sam gest. Nawet jeśli nie było aż tak widać przez szalik.
- Lubisz go? - rzuciłem nagle w stronę dziewczyny, która spojrzała na mnie nieco speszona i...zawstydzona? Nie byłem pewien czy dobrze widzę i czy mnie dobrze zrozumiała, więc dla pewności dodałem. - Ten szalik.
- Dostałam go od bardzo bliskiej mi osoby i czuję się lepiej mając go przy sobie. - Od razu wróciła jej wcześniejsza postawa, ale zauważyłem w jej oczach pewien błysk.
Eren przez całą drogę nas popędzał, a ja w pewnej chwili spojrzałem w niebo, na którym dryfowały białe chmury. Uśmiechnąłem się pod nosem i wyszeptałem tak, że nikt nie mógł usłyszeć.
- Dziękuję dziadku.



~ To tyle. Mam nadzieję, że się podobało i nikogo nie zniechęciłam tym pierwszym one-shot'em. Próbowałam różnych wizji, ale zawsze sytuacja, w której spotykają się Eren, Armin i Mikasa, kończyła się tak samo. Wybaczcie też, że takie krótkie. Nie zabijajcie T_T Nawet jeśli komuś nie przypadł ten one-shot, to spokojnie. Nie długo zajmę się kolejnymi, gdzie będą panować inne klimaty. Cierpliwości, miłego czytania i dużo, dużo więcej zamówień ;) Pozdrawiam wszystkich, Agusia.~

P.S Komentarze mile widziane :D



Jeśli zauważyłeś/aś literówkę/błąd we wpisie, proszę o zgłoszenie tego, a będę mogła błyskawicznie usunąć błąd.



4 komentarze:

  1. Cóż, nie spodziewałam się, że tak się uwiniesz z opowiadaniem. Szybka jesteś. Szczerze napiszę, że bardzo mi się to opowiadanie podobało. Szczególnie ten fragment o tym, że o wiele ciekawsze jest odkrywanie świata niż słuchanie o nim. Niby w anime było coś o spotkaniu Armina, jak Mikasa i Eren faktycznie go obronili, ale już nie pamiętam jak to było... Ty to fajnie przedstawiłaś. Mikasa- męski bokser. I Eren ze swoją kwestią "nie zdążyłem niczego zrobić". To takie realne. Życzę weny na następne opowiadania i czekam na moje zamówienie. Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ^^ Strasznie się cieszę. Nie martw się, jeszcze w tym tygodniu wyjdzie Twoje zamówienie ;)

      Usuń
  2. Opowiadanie bardzo mi się podobało, ale zawsze wydawało mi się, że Eren najpierw poznał Arimina, a scena gdy go bronią jest jak już się przyjaźnią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mnie też. Próbowałam inaczej ich ze sobą poznać. Najpierw, że Armin poznaje Erena i później Mikasę. Niestety, Mikasa przecież jest zawsze z Erenem O_O Nie zagłębiam się. A tak jak już wspomniałam, każda moja próba kończyła się bójką. Pamiętam też, że czytałam wywiad z autorem mangi, gdzie padło pytanie ,,Jak Eren i Armin się zaprzyjaźnili skoro mają tak różne charaktery?'', a odpowiedź padła, że po prostu mają tendencje do niepasowania do reszty. A więc zrobiłam tak, że marzenia jakie mieli, ich połączyły ^^ Pozdrawiam i mam nadzieję, że inne one-shot'y też się spodobają ;)

      Usuń