środa, 12 kwietnia 2017

Koniec




Witam.
Chciałam to zrobić już wczoraj, ale uznałam, że poczekam do dzisiaj - 12 kwietnia.
Pomyślałam, że będzie to nawet symboliczne.
W końcu pierwszy post na tym blogu został opublikowany 12 sierpnia, a ostatni...
No właśnie.
Może niektórzy z was wiedzą, że zdarzały się momenty, kiedy to chciałam zamknąć swoją działalność. Głównym powodem tego był zwykły, i przez wszystkich dobrze znany, brak czasu.
Teraz powodem tego, dlaczego się wycofuje jest... wypalenie.
Uniwersum anime oraz mangi Attack on Titan przestało mnie w zupełności fascynować. Jedyne co czuję to... coś na miarę obrzydzenia.
Nie zrozumcie mnie źle. Czas poświęcony tutaj, jak i na oglądaniu tej produkcji nie uważam za zmarnowany, wręcz przeciwnie! To dzięki niemu tak się rozwinęłam i wykształciłam w kierunku pisarstwa. To on mnie zmotywował i dzięki niemu mam takie wspaniałe hobby, bez którego nie mogłabym żyć szczęśliwie.
Niemniej, nie chcę pisać już o tym anime. Wiedziałam o tym od dawna, ale dopiero teraz zgadzam się i mierzę z tym faktem.
Wiecie, myślałam, że to tylko chwilowy zastój, że jak znów wezmę się za pisanie o naszych wspaniałych zwiadowcach, to dawne uczucia wrócą.
To było oszukiwanie samej siebie.
Nie dam rady napisać dwóch zamówień, jakie mi pozostały, bo po prostu nie potrafię. Moja niechęć, gorycz i obrzydzenie jest zbyt duża, abym mogła to przezwyciężyć.
Nie wincie mnie o to, proszę.
Główne zasługi należą się twórcą anime. Zmęczyło mnie czekanie (4 lata) na drugi sezon. A kiedy się już (już? Ha, śmieszne) pojawił, to nawet na niego nie spojrzałam. Nie obchodzi mnie to w najmniejszym stopniu.
Nie ruszają mnie wymówki typu: ,,chcieli to anime bardzo dopracować''.
I musiało im to zająć tyle lat? Znam mnóstwo, naprawdę mnóstwo serii, gdzie kontynuacja pierwszego sezonu wychodziła po paru miesiącach albo maksymalnie po roku, a mimo to drugi sezon dorównywał pierwszemu, a czasami nawet się zdarzało, że był lepszy od tego poprzedniego.
Można? Można.
A wierzcie mi, te produkcje nie były tak znane ani popularne jak Attack on Titan.
Po prostu dla chcącego nic trudnego.
Czuję się pokrzywdzona jako fanka tego uniwersum. Ogólnie mam wrażenie, że zwolenników Shingeki no Kyojin obrzucono błotem i to ze strony samych autorów.
Nawet jeśli w końcu to wszystko jakoś przeboleje i obejrzę ten drugi sezon, to wątpię, że dawne uczucia wrócą.
Powiedziałabym, że byłam we wspaniałym związku z tym anime, aż tu nagle zerwało ono ze mną, obiecując, że to tylko tymczasowe, i że rozłąka nie potrwa długo.
A trwała cztery lata...
Moje uczucia zostały wzgardzone i wygasły, więc nic nie sprawi, że wrócą.
Dziękuję wszystkim, którzy tu kiedykolwiek zajrzeli, a jeszcze bardziej jestem wdzięczna tym, którzy pozostawili po sobie jakiś ślad.
Mimo wszystko jestem też dumna z samej siebie.
Cóż... nienawidzę pożegnać, więc po prostu serdecznie was pozdrawiam.
~Agusia